piątek, 3 kwietnia 2015

[Team1] Od Cinii - C.D Riuki`ego

W ostatnim momencie złapałam Riuki`ego za ramiona ale i tak upadł na kolana, nie byłam w stanie podtrzymać cały jego ciężar. Ostatnia umiejętność, którą przed chwilą użył na chłopaku musiała kosztować go naprawdę wiele energii. Jednak on nie może tutaj stracić przytomność, jesteśmy na otwartym terenie. Gdyby jakaś grupka nas teraz znalazła, ale pozostałe osoby z tej drużyny wróciły… wątpię, żebym sobie jak na tą chwilę dała radę. Potrząsnęłam nim lekko, co spowodowało, że uniósł na chwilę głowę a po chwili znowu ją spuścił.
– Hej Riuki – ujęłam jego twarz w dłonie – nie zasypiaj… proszę.
– Nie mów do mnie tak… jakbym miał umrzeć – wysapał po chwili
Czy on nawet teraz musi sobie kpić ze wszystkiego? Co za człowiek… przez jakiś czas starałam się go podnieść, resztkami sił chłopak wstał zwieszając się przy tym na mnie. Co jakiś czas nogi się pode mną uginały, jednak dzielnie zaczęłam go prowadzić jak najdalej stąd. Tak jak mi się wydawało, już po chwili wyczułam w tej okolicy czyjąś obecność. I to na pewno nie był Vincent ani Mei… właśnie, ciekawe jak im idzie z tym małym… Jak by w odpowiedzi, jakieś 100 metrów dalej runął ogromny budynek. Cała ziemia się zatrzęsła, straciłam równowagę i z krzykiem upadłam w tym biedny Riuki. Powaliło tego gnojka? Teraz to zaczynam się obawiać zarówno o Mei jak i o Vincenta. Pomogłabym im, jednak nie zostawię teraz tak Riuki`ego. Jeszcze raz go trąciłam, kiedy chłopak zamykał swoje piękne oczka.
 – Odpocznij sobie… ale nie zasypiaj, musisz to wytrzymać. Wiem, że jesteś na tyle silny… - odsłoniłam swój kark – Jak chcesz to się napij…
 – Chcesz, żebym Cię zabił? – prychnął jednak w tym stanie zabrzmiało to tak, jakby się dusił
 – Nie zabijesz… poza tym jesteś silniejszy ode mnie, bardziej się przydasz drużynie.
 – Jesteś idiotką.
 –  Powtarzasz mi to w nieskończoność, zdążyłam się już nauczyć – uśmiechnęłam się sama do siebie
Podciągnęłam chłopaka w głąb jakiegoś zaułku, no dobra tutaj możemy się na chwilę zatrzymać. Riuki nagle stał się bardziej żywotny, oczywiście nie przesadzajmy. W dalszym ciągu wyglądał tak jakby miał zaraz zasnąć. Tak wracając do tego co się stało przed chwilą… czy chłopak w pewnym sensie mnie obronił? Mogłam dostać od Heavena w twarz tak, że bym się już raczej nie pozbierała. A jednak mnie osłonił. A może jednak zależało mu na jak najszybszym wykończeniu przeciwnika? Ja tylko zawadzałam… zresztą on sam nieraz najchętniej by mnie zamordował, więc o czym tutaj mowa.
  – Nad czym się tak teraz zastanawiasz?
  – Nad tym jak Cię tutaj zaraz porzucić – trąciłam go ramieniem z lekkim uśmiechem – A tak już poważnie, czemu mnie wtedy osłoniłeś? Mogłam spokojnie przyjąć na siebie atak, jak bym się troszkę wykrwawiła... oddałabym mu kilka razy mocniej i nie musiałbyś go nawet usypiać – zaśmiałam się

(Riuki?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Layout by Hope