niedziela, 25 października 2015

Od Aki'ego - C.D Rosie

Speszyłem się po tym jak mój brzuch zaczął burczeć domagając się czegoś do jedzenia. Jednak właścicielka mieszkania od razu śmiejąc się pociągnęła mnie wgłąb pokoju, a ja ledwo się nie wywaliłem.
- Skąd tyle energii w dzieciach...ups - powiedziałem, a Rosie zmierzyła mnie wzrokiem niezadowolona z nazwania ją dzieckiem, a jednak po chwili lekko się uśmiechnęła
Zostałem poczęstowany herbatą i ciastem. Chciałem jakoś pomóc jej coś przynieść, ale dostałem odpowiedź "Pomimo, że jestem drobniejsza umiem nosić talerze". Na dodatek powiedziała to swoim śmiesznym głosikiem, co całkowicie mnie rozbawiło. Oparłem się o kanapę i wtedy o sobie przypomniało ramię, w które ugryzła mnie dziewczynka. Skrzywiłem się i próbowałem zapomnieć o bólu żeby nie zamartwiać sprawcy. Nadal mi było trudno uwierzyć w to, że udało mi się spotkać MOJĄ Rosalie. Trudno mi było powstrzymać szczęście. Nagle świat stał się bardziej kolorowy. Jednak dobrze zrobiłem, że wyszedłem z pokoju by się przewietrzyć. Z uśmiechem siedziałem tak zamyślony tracąc kontakt z rzeczywistością, gdy zostałem szturchnięty przez dziewczynę i od razu zerknąłem na nią.
- Nie słuchałeś...- fuknęła robiąc obrażoną minę, jednak zaczęła ciągnąć dalej - Pytałam się czy smakuje ciasto - pokiwałem głową i żeby potwierdzić to sięgnąłem po drugi kawałek
- Jestem wybredny. Jedynie to ciasto jak i twoje ciasteczka były wyśmienite, pomimo że ciastka były ze sklepu. Były smaczniejsze kiedy jadłem je z tobą
Na drobnej twarzyczce Ros dostrzegłem drobne rumieńce, pewnie i na mojej twarzy również się pojawiły, Siedzieliśmy tak w ciszy. Ach co ja robię.
- Będę się powoli zbier... - nie dokończyłem mówić ani również wstać, gdy ktoś wszedł do pokoju, a raczej jeden z naukowców z niezadowoloną miną wypisaną na twarzy
Od razu niczym bohater komiksu stanąłem przed siostrzyczką, bo to do niej pewnie coś miał okularnik.
- Jak dobrze. że jesteście razem. Przynajmniej nie będę musiał latać jeszcze do jednego pokoju. Chodźcie...chodźcie - powiedział o dziwo miłym głosem i popędził nas ręką
Spojrzałem się zaskoczony na moją towarzyszkę, a ta westchnęła krótko mówiąc, że "Herbatę dokończymy później" i również się podniosła. Nie długo stała stopami boso na podłodze, bo po chwili podniosłem ją i usadowiłem tak, że siedziała mi na plecach. Musze jej jakoś odpłacić, że ja jej pląsałem się koło nóg i byłem przez nią przytulany.
- Ty naprawdę nic nie ważysz - powiedziałem, gdy zostałam szarpnięty za włosy i usłyszałem ciche "Przestań"
Śmiejąc się ruszyłem z bagażem na plecach za naukowcem, który badawczo nam się przyglądał. Szliśmy w ciszy przez korytarz, gdy znów odezwał się śmieszny głos mężczyzny.
- Śliczny chłopczyk i śliczna dziewczynka. Nie mam dokładnych danych bo dopiero co zaczynam tu pracę, ale czy jesteście rodzeństwem?
Ros otworzyła usta by powiedzieć za pewnie "Nie", ale ja ją wyprzedziłem.
- Nie, to moja dziewczyna - wyszczerzyłem się do naukowca, a po chwili syknąłem przez to, że znów zostałem pociągnięty za włosy - Kochanie nie wierć się tak
- Aki! Proszę cię, przestań...
- Nie ma się co wstydzić. Wiesz, że cię kocham - przekręciłem głowę by móc na nią spojrzeć
Biedna była cała czerwona z zawstydzenia. Może nie powinienem mówić temu typkowi o nas jako o parze. Przecież teraz Ros jest ode mnie młodsza z wyglądu. No kurde...
- Nie będę się mieszał w sprawy małżeńskie...znaczy chodźcie już
Dziewczyna po tym co powiedziałem nie odzywała się. Ja też nie chciałem już jej przeszkadzać, więc tylko szedłem z nią na plecach wzdłuż krętych korytarzy, aż wreszcie dotarliśmy do jakiegoś szklanego pomieszczenia
- Jesteśmy na miejscu...-powiedziałem, ale zamilkłem słysząc ciche pochrapywanie
Biedaczka nie wyspana była, a wcześniej o mało do zawału jej nie doprowadziłem. Rozglądałem się po pomieszczeniu, w którym było jeszcze więcej naukowców i wszelkich dziwnych urządzeń, jakie do tej pory widziałem.
- Śpi? - kiwnąłem głową, a okularnik poprawił swoje gogle i westchnął siadając na krześle - To ją obudź. Nie będę czekał kolejny dzień - jego ton głosu zmienił się na bardziej surowszy
Szturchnąłem lekko dziewczynę, a ta zaspana podniosła głowę do góry i ziewnęła.

< Ros? >

Od Heaven'a - CD. Vanilli

Vanilla kazała mi spać i spróbować zasnąć, ale oczywistym było, że dokonanie tego graniczy teraz z cudem. Wierciłem się niespokonie z boku na bok i chociaż dziewczyna w żadnym wypadku nie reagowała na ruch z mojej strony to doskonale wiedziałem, że ona również ma problemy ze snem. Ba, nie zdziwiłbym się gdyby tej nocy w ogóle nie zmrużyła oka. Po raz kolejny dopadły mnie ogromne, wręcz przytłaczające wyrzuty sumienia. Sam byłem zmęczony swoim zachowaniem i byciem skończonym hujem... Lecz na każdym razem starając się uczynić coś dobrze jedynie pogarszałem sytuację, nie mówiąc już o osobach trzecich wcale mi tego nie ułatwiających. No może z wyjątkiem Riuki’ego, w końcu to on kazał mi się wziąć w garść i pokazać, iż jestem mężczyzną (za którego i tak mnie nie uważał) a nie głupim dzieckiem w wieku przedszkolnym. Z drugiej jednak strony niesamowicie się cieszyłem z wybaczenia blondynki i choć wypowiedziała te słowa na głos to w głeboko w środku czułem, że nie uczyniła tego do końca, a powód jest jak najbardziej oczywisty. Żal oraz wielki smutek nadal unosiły się nad jej delikatnym ciałem niczym nieodwołalna klątwa: nie mogłem nawet przyczynić się do jej zniknięcia, ponieważ sam byłem jej powodem... Mój bezbłędny wzrok zdołał dostrzec w całkowitym mroku jej trzęsące się ramiona. Nie mogąc już dłużej wytrzymać postanowiłem wykonać mały krok naprzód – odróciłem się w stronę Sigmy, niezwykle ostrożnie obejmując ją rękami w pasie i odczekując krótką chwilkę jakbym niemo prosił o pozwolenie. Nie otrzymując żadnej odpowiedzi, kontynuowałem swoje poczyniania, przywierając do niej resztą ciała w taki sposób, jakbym sam jeden chciał odgrodzić ją od złych myśli. Zamknąłem oczy, chowając twarz w długich, kremowych włosach Atshushi. Ku mojemu zdziwieniu oddech Vanilli trochę się uspokoił, a małe dłonie dziewczyny przykryły te moje. Nic nie mówiłem, zdążyłem się zorientować jak bardzo słowa wychodzące z moich ust potrafią pogorszyć sytuację czy od nowa zepsuć coś co właśnie zdążyło się jako tako naprawić.
„Chciałbym umieć chronić cię przed samym sobą i już nigdy więcej nie uczynić ci żadnej krzywdy...” – nieprzerwanie powtarzałem to zdanie w głowie, żałośnie łudząc się, iż może wreszcie okaże się ono prawdą i kiedyś posiądę ową umiejętność.
Moim największym marzeniem było ponownie zobaczyć jej uśmiech, nawet ten prawie niezauważalny, ale szczery. Wywołany szczerą radością, a nie bezsilnością. Minimalnie wzmocniłem uścisk, składając jeden ciepły pocałunek na karku Vanilli. Kiedy chciałem na chwilę się odsunąć, ta niespodziewanie przytrzymała mnie, zatrzymując przy sobie.
- Heaven... – szepnęła cichutko, ledwo dosłyszalnie – Nie odsuwaj się ode mnie. Proszę... zostań tutaj obok mnie.
Te słowa zszokowały mnie jak nic innego, byłem przekonany, iż moje towarzystwo jedynie jej zawadza. Nikłe ciepło wypełniło mnie całego, mimo beznadziejnej sytuacji poczułem pewnego rodzaju ulgę i małą nadzieję na polepszenie naszych wspólnych relacji. Nie poruszyłem się już więcej, rozkoszowałem się każdą, najmniejszą chwilą przebywania obok Sigmy.
- Jak się czujesz? – zapytałem po chwili milczenia, podczas której jedynym dźwiękiem okazały się być jedynie nasze zsynchronizowane oddechy.
Wiedziałem, że zadając owe pytanie popełniam niemaly błąd, mimo wszystko chciałem pozanć odpowiedź nawet ją znająć, aby całkiem się upewnić.
- A jak twoim zdaniem niby mam się czuć? Mogę ci zapewnić, że na pewno nie mam ochoty skakać z radości. Twoje zachowanie wciąż pozostawia wiele do życzenia i sam dobrze wiesz, że nie wszystko będzie znów do samego końca w całkowitym porządku. Ale wiesz co? Postanowiłam dać Ci jeszcze tą prawdziwą, ostatnią szansę. Niektóre osoby najwyraźniej potrzebują ich więcej niż tylko trzy czy cztery razy. Zwłaszcza, kiedy się je kocha bardzo mocno...
Kiwnąłem głową na znak uszanowania jej wypowiedzi, bądź co bądź miała absolutną rację, ale znając siebie prawdopodobnie byłoby mi niesamowicie ciężko wybaczyć osobie, która mnie skrzywdziła, jeżeli w ogóle bym się na to kiedykolwiek zdobył, w co szczerze wątpię... Ta dziewczyna zmieniła we mnie równie wiele co ja w niej i bez wątpienia dało się to nie tylko wyczuć, ale też zauważyć już za pierwszym razem. Mógłbym z nią tak leżeć do samego rana i jeszcze dłużej, czuwając na jej niespokojnym snem lub półsnem. Wiem, że połowa Rimear gardziła mną za to co zrobiłem, ale niestety czasu cofnąć się nie da... Teraz mogłem jedynie trwać przy swej ukochanej i starać się naprawić chociaż małą część tego na co tak długo razem pracowaliśmy, a co ja sam błyskawicznie zepsułem i być może już nigdy w pełni nie odzyskam. Wolałem dla własnego dobra i stanu psychicznego na razie nie rozmyślać nad tym zbyt intensywnie. Vanilla nagle odwróciła się w moją stronę, po chwili stykając się ze mną czołem. Znowu ogarnęło mnie dziwne uczucie i zrobiło się jakoś tak cieplej.
- A teraz śpijmy już. Jutro porozmawiamy. – oznajmiła spokojnym głosem, po czym zamknęła oczy, starając się jakoś zasnąć.

Ucałowałem jeden z jej policzków i sam ułożyłem się do snu, poprzedzając to krótkim „Dobranoc”.

<Vanilla?>

Od Rosalie - CD. Aki'ego

Aki? Jak to możliwe? To on jednak nadal tu jest? Cóż.. ładnie wyrósł. Teraz role się odwróciły. To ja jestem niziutkim dzieciaczkiem. Z uśmiechem wymalowanym na twarzy rzuciłam się na niego przytulając. Cinia zbliżyła się w tym czasie do nas lekko zdziwiona moim jak i jego zachowaniem.
- Aki - powiedziałam nie przestawiając się uśmiechać - A jednak nadal tutaj jesteś
- Kto to jest? - zapytała mnie, gdy była już dostatecznie blisko
- Jestem Aki - prostując przedstawił się jej
Uradowana spojrzałam na już doroślejszego chłopaka. Jeszcze chwilę porozmawiałam z Cinią, po czym poszła coś załatwić na mieście. On także się bardzo cieszył. Chwycił mnie za rękę jak ja kiedyś jego i ruszyliśmy w stronę parku. Rozmawialiśmy już trochę normalniej chociaż nadal zachowywał się jak mój „mały braciszek”. Nadal nie mogłam się przyzwyczaić do tego ciała. Jest dla mnie trochę dziwne. Pewnie zanim się z nim zżyje minie kilka miesięcy. Chodziłam z nim po parku. Teraz jest duużo wyższy. Przyglądałam mu się tak z zaciekawieniem. Nie wiele o nim pamiętałam. Ale może to i lepiej? Sama nie wiem. Czułam, że kiedyś mnie przerażał, ale nie mam pojęcia czemu. Mimo, że była już późna jesień zabrał mnie na lody. Co prawda czułam, że będę po tym chora, ale były tak pyszne, że nie mogłam się oprzeć. Widząc mój zadowolony uśmiech Aki cicho się zaśmiał.
- Tak w ogóle gdzie byłaś ten cały czas i co się stało z twoim poprzednim wyglądem? - zapytał, gdy mu się o tym przypomniało
W sumie sama o tym zapomniałam. Byłam tak szczęśliwa z jego powrotu, że przestałam zawracać na to uwagę.
- Cóż… - zaczęłam - ponad rok temu zabrano mnie na zwykle badania. Ale okazało się, że coś mi się stało. Jakaś dziwna maź wypełniała całe moje ciało. Podczas jednej z operacji zmarłam. A raczej moje ciało. Moją świadomość przetransportowano do tego ciała i uczyłam się go powoli używać. Było mi ciężko, ale chciałam wreszcie tu wrócić. - na koniec uśmiechnęłam się do Akiego
Wyglądał na dość.. zakłopotanego? W sumie nie dziwię mu się. To bardzo dziwny powód nieobecności. Zaśmiałam się widząc jego minę i ciągnąc go za rękę wyszliśmy na zewnątrz. Spacerowaliśmy jeszcze trochę po okolicy, gdy zaczęło się robić chłodniej. Wzdrygnęłam się lekko. Chłopak widząc to odprowadził mnie pod budynek. A raczej pod mieszkanie, bo budynek mu nie wystarczył. Gdy ustaliliśmy już o której godzinie się spotkamy odwrócił się, ale zanim zdążył zrobić chociażby krok jego brzuch dał o sobie znać. Zaśmiałam się i zatrzymując go zaprosiłam na herbatkę.

(Aki? Przepraszam, że takie słabe i krótkie :c)

Od Rosalie - CD. Cinii

Tak bardzo się cieszyłam, że wreszcie jesteśmy razem. Naprawdę mi tego brakowało. Popychałyśmy się i o mało nie przewracałyśmy pod ciężarem siatek. Czy to wszystko w ogóle zmieści mi się do kuchni? Zaśmiałam się na tą myśl. Moje ręce aż się ucieszyły, gdy odłożyłam siatki w windzie.
- Cinia? - spoglądnęłam na nią
- Hm?
- Mam nadzieje, że winda się nie zatrzyma pod ciężarem tych wszystkich zakupów - zachichotałam
Odparła mi śmiechem. Z ciężkim westchnieniem uniosłam siatki, gdy już byłyśmy na naszym piętrze i ruszyłam za przyjaciółką. Podałam jej kluczyk, po czym weszłyśmy do środka. Było już dosyć późno, a zanim pochowałyśmy jedzenie minęła chyba godzina jak nie dwie. Przy okazji otwarłyśmy chyba ze dwa napoje, płatki i masę cukierków. Cinia poszła się wywalić na kanapę do salonu, a ja posiedziałam jeszcze chwilę w kuchni. Zrobiłam nam płatki z mlekiem i kakao. Do tego kolejne pudełko ciasteczek. Zostawiłam wszystko na tacy w kuchni, a sama poszłam do sypialni. Otwarłam szafę i coś mi się przypomniało. Jestem mniejsza.. Wszystkie ubrania były takie duże i wisiały na mnie, ale co tam. Zmieniłam tylko bluzkę na jakiś wielki ciepły sweter i wróciłam do kuchni. Kogo tam zobaczyłam pochylonego nad tacą?
- Cinia! - zaśmiałam się spoglądając jak z uśmiechem wcina ciasteczka
- O, gdzie byłaś - spytała ścierając okruszki z twarzy - Ale wieelki sweter! Też chce taki - zachichotała podchodząc do mnie
- Ubrania chyba też będę musiała kupić nowe - stwierdziłam i zabierając tacę ruszyłyśmy do pokoju
Chyba pół nocy jak nie dłużej spędziłyśmy na gadaninie przy jakimś nudnym romansidle, gdyż nic lepszego nie leciało w telewizji. W sumie ta rozmowa w większości składała się z naszych donośnych śmiechów, które pewnie obudziły pół budynku. Ale jakoś nie wiele nas to obchodziło. Jakoś koło 3 albo 4 przyniosłam nam ogromny kocyk i zrobiłam kolejny ciepły napój. Siorbałyśmy je leżąc niemalże na sobie i przysypiając. W końcu nie dałam rady i ostatnie co pamiętam to odłożenie kubka na pobliski stolik. Pogrążyłam się we śnie z lekkim uśmiechem na ustach. Obudziłam się dosyć późno. Słońce już było na niebie, a ktoś myszkował w kuchni. Niechętnie przekręciłam się na drugi bok by spojrzeć co robi Cinia, ale nie zauważyłam, że leżałam na krawędzi sofy i z lekkim hukiem spadłam na ziemię.
- Ał.. - mruknęłam pod nosem podnosząc się do siadu i masując głowę
- Obudziłaś się? - zawołała Cinia z kuchni
- Pół na pół - odparłam stając w ramie drzwi i donośnie ziewając
Zaśmiała się cicho i położyła jakiś talerz z czymś tam. Byłam zbyt zaspana by analizować co to było. Jedyne co wiem to to, że było pyszne. Kiedy już się trochę obudziłam poszłam do łazienki się trochę odświeżyć. Gdy brałam prysznic Cinia zapukała mi do drzwi.
- Rosie ja idę na trochę do siebie. Spotkajmy się około 15 u mnie, oki? - zawołała
Zgodziłam się i usłyszałam zamykanie głównych drzwi. Siedziałam w łazience jeszcze trochę, ale najgorsza część jeszcze przede mną. W co ja mam się ubrać? Stanęłam owinięta ręcznikiem przed otwartą szafą i z niewiedzą spoglądałam do niej. Jakiś cudem znalazłam tam parę ubrań, które kiedyś były na mnie za małe, ale żal było mi je wyrzucić. „Teraz pasują jak ulał” - zaśmiałam się sama do siebie przeglądając się w lustrze. Spojrzałam na zegar. 14.. Ej chwila. U niej w domu? No to pięknie. A gdzie ona mieszkała? Drapiąc się po głowie westchnęłam. Upięłam je jakoś ładnie, po czym przekluczając drzwi schowałam kluczyk do kieszeni. Rozejrzałam się po korytarzu zrezygnowana. Mimo iż, na wszystkich drzwiach były także nazwiska sprawdzenie wszystkich pięter zajęło mi właśnie tą wolną godzinę. Zdyszana wreszcie stałam pod drzwiami Cini. Zapukałam cichutko, ale mieszkanie było otwarte. Wślizgnęłam się do niego rozglądając się do pokojach. Nagle usłyszałam rozmowę z kuchni. To na pewno jej mieszkanie? Niepewnie zbliżyłam się do miejsca skąd słyszałam głosy.

(Cinia? Z kim tam rozmawiasz?)

Od Cinii - C.D Riuki`ego

Miny Heavena i Vanilli były teraz bezcenne, moja zresztą tak samo. Wiedziałam o tym, że Riuki potrafi być chamski… ale chyba troszkę przesadził. No przynajmniej ja nie chciałabym usłyszeć czegoś takiego będąc na miejscu Sigmy. Chociaż podejrzewam, że to był właśnie jedyny sposób na to, żeby ona po prostu mnie nie zgniotła jak robaka. Siedziałam na ziemi spoglądając teraz na stojącą nade mną dziewczynę. Miała mnie właśnie walnąć swoim mieczykiem, ale słowa Riuki`ego ją konkretnie… dobiły. Po głowie krążyły mi teraz opcje, które mogłam wykorzystać. Walnąć ją z całej siły w szczękę pozbawiając na chwilę świadomości, kopnąć ją kilka razy w brzuch i mieć już z nią spokój… wyciągnąć miecz, ugodzić ją i… też mieć z nią spokój. Albo po prostu wstać i z wolna się wycofać. Nie wiem, ale chyba najrozsądniej będzie wybrać tą trzecią opcję. Powoli wstałam, wymijając teraz już wyprostowaną jak strunę Vanillę. Powoli poczłapałam do mordującego wszystkich wzrokiem Riuki`ego, tak naprawdę ledwo się już trzymał. Może oni nie zwrócili teraz na to uwagi, są teraz za bardzo przejęci sobą… wręcz przerażeni. Mnie natomiast bardziej interesował Riuki i byłam w stanie to dostrzec. Kiedy jeszcze raz spojrzałam na twarz dziewczyny, widać było, że walczy sama ze sobą. Jej twarz co chwilę się krzywiła. Widocznie te słowa musiały ją naprawdę nieźle zranić… zresztą co w tym dziwnego. Po raz kolejny ma świadomość o tym, jak Heaven ją traktuję. Jeszcze chyba nie trzeba zaznaczać, że ‘’uświadamia’’ jej to ktoś, kto nawet nie powinien mieć pojęcia o ich dziwnej sytuacji. Owszem, z Riukim też często się kłócimy… ale on mnie tak nie traktuje. W sumie to nawet jej współczuję, ale tak troszkę… (chamskość ponad wszystko kiekie)
- Ja… nie myślę tak o Tobie, nie traktuję Cię tak – Heaven pokręcił głową.
Dotknęłam ręki Riuki`ego, dając mu dyskretnie znać, że lepiej będzie jeśli stąd pójdziemy. Niech załatwią to razem między sobą, w spokoju. Chociaż nie wiem, czy ta rozmowa będzie taka spokojna. Pomimo mojego delikatnego targania za rękę, on jednak nie chciał się ruszyć. Przyglądał się tej marnej scenie dalej, ze stoickim spokojem. Vanilla spojrzała na nas kątem oka, myślałam, że zgniecie nas wzrokiem… a jednak nie. Była już najwyraźniej zmęczona tym wszystkim, starałam nie uciec przed jej wzrokiem, ale nie byłam w stanie. Nie chciałam patrzeć w jej oczy. Heaven w tym momencie podszedł właśnie do Vanilli, ale ta jak poparzona zrobiła kilka kroków w tył. Chłopak chyba nie za bardzo wiedział, co ma ze sobą zrobić, stał tak teraz i zastanawiał się co ma dalej zrobić. W końcu chyba nie wytrzymał, bo zacisnął dłonie w pięści i spojrzał na Riuki`ego z wyrzutem. Dopiero teraz do niego dotarło kto to powiedział i co? Jakoś przed chwilą się tak nie nakręcał. Nie podobała mi się ta cała obecna sytuacja, znowu zaczynało się robić tak… wrogo.
- Zamknij się i już nic nawet nie mów – warknął patrząc prosto w oczy Riuki`ego
Był wyraźnie wkurwiony tym, że Vanilla znajduje się teraz w takim a nie innym stanie. Zanim jednak odważył się zrobić cokolwiek, posłałam mu mordercze spojrzenie. Jeszcze jedna akcja i tym razem nie będę już taka miła dla Vanilli. Nie będzie mnie obchodziło to, że jest załamana. Wykorzystam tą okazję i wbiję jej nóż w plecy…

(Eee ktoś?)

Od Aki'ego - Do Rosie

Wcisnąłem ręce w kieszeń od bluzy. Pomimo świecącego słońca, które krzyczało "Jest ciepło" było zimno na zewnątrz przez wiatr, który cały czas wiał. Można powiedzieć, że to był dzień jak co dzień, w którym nic co zmieniłoby moje życie się nie działo. Tak myślałem idąc sobie jedną z alejek mijając różnych ludzi, jednak szczególnej uwagi na nich nie zwracałem gdy ktoś kto przechodził koło mnie powiedział TO imię. Od razu przystanąłem i jedna osoba, która gdzieś pędziła wpadła na mnie i o dziwo obyło się bez jej krzyków na mnie, że nie powinienem tak stawać. Odwróciłem się i spojrzałem na przechodzącą koło mnie drobną dziewczynkę, aż mi się przypomniał kiedy ja taki byłem i na samo wspomnienie o tym się skrzywiłem. Dopiero po chwili gdy znów To imię powtórzyła osoba, która szła koło drobnej istoty zrozumiałem że ta mała istota ma tak na imię. To oczywiste, że nie tylko jest jedna dziewczyna która miała na imię Rosalie. Ros którą znałem teraz pewnie była już mniej więcej po dwudziestce, a ta tutaj dziewczynka o tym samym imieniu wyglądała na góra mniej więcej jedenaście/dwanaście lat. Jednak coś mi kazało podejść i się zapytać. Robiąc kilka kroków stanąłem obok dziewczynki i położyłem rękę na jej ramieniu, a ta z przerażeniem w oczach odwróciła się szybko w moich kierunku. Schyliłem lekko głowę by nie musiała przez cały czas w górę się patrzyć.
- Rosalie? - spytałem, a jako odpowiedź dostałem kiwnięcie głową
- Znasz go? - usłyszałem głos towarzyszącej jej osoby, która najwidoczniej nie była zadowolona że się jej przerwało spotkanie
Miałem tylko się zapytać czy to ona i jeśli tak to jak to się stało, że teraz wygląda jak mała dziewczynka. Jednak nie mogłem już nic powiedzieć i wpatrywałem się jak słup w Rosalie, a mała we mnie.
- Przepraszam - powiedziałem i gwałtownie wyciągnąłem w kierunku dziewczynki ręce, chwyciłem a następnie przerzuciłem przez ramię odbiegając szybko od jej towarzysza, który stał teraz osłupiały i wpatrywał się zaskoczony
Trzymając dziewczynkę biegłem cały czas tak samo szybko jakbym jej nie trzymał...czy ona nic nie ważyła?! O dziwo nawet się nie wyrywała, martwiłem się czy aby się nie wystraszyła i zemdlała ale gdy tak o tym myślałem nagle zostałem ugryziony w ramię. Na nieszczęście dziewczyny puściłem ją, a ta poleciała na krzaki. Wpatrywała się we mnie przerażonym wzrokiem, który mi teraz całkowicie przypominał przerażenie w oczach MOJEJ Rosie, gdy skierowałem w nią nóż. Chwyciłem drobną dłoń dziewczyny i pomogłem jej wstać, lecz ta w momencie gdy złapała równowagę wyrwała dłoń i cofnęła się kilka kroków dalej wciąż patrząc na mnie nie ufnie. Pewnie pierwsza myśl to, że jakiś psychopata albo zboczeniem, który lubuje się w małych dziewczynkach. Oczywiście żadne z tego nie było prawdą.
- Rosie - powiedziałem i przykucnąłem by być mniej więcej wysokości z dziewczynką - Tak się cieszę. Pamiętasz mnie? - chwyciłem jej drobną rączkę jeszcze mocniej
- ...c-co?...puść mnie...
Uroiłem sobie coś. Czemu miałem wrażenie, że ona i tamta Ros to te same osoby. Jednak powinienem poprosić o większą dawkę leków.
- A jak się nazywasz?
- Aki - powiedziałem i spojrzałem na już mniej wystraszoną twarz dziewczynki mając nadzieję, że to ta sama Ros i wtedy dostrzegłem błysk w oczach małej

<Ros?>

Od Cinii - C.D Rosie

Wpierw spojrzałam na moją przyjaciółkę nieco zdziwiona, po chwili wybuchłam jednak głośnym śmiechem. Boi się pająków? Nie wiem czy wcześniej o tym wiedziałam… ale raczej nie pamiętam czegoś takiego.
- No to co, chyba trzeba będzie tam posprzątać – uchyliłam drzwi przepychając się obok Rosie.
- Ale pająki!
- Nie odfruną Ci przecież – pokazałam jej język wchodząc do środka.
No dobra, zanim wejdzie to może zmiotę szybko tak… z 10 pajęczyn? Od razu zrobi się tutaj troszkę lepiej. Weszłam do łazienki, która i tak była w masakrycznym stanie, no ale trudno. Jakoś znalazłam kilka ścierek (zakurzonych w dodatku xd) przy okazji ładną, kolorową szczotkę do kurzu która świetnie się nada do ściągnięcia tych cudownych pajęczyn. W ciągu 3 minut pozbyłam się tych z łazienki.
- Rosie chodź! W łazience już ich nie ma, zetrzyj kurz.
Dziewczyna przemknęła jak burza przez połowę apartamentu cała zdyszana wbiegając do łazienki. Kiedy jednak zauważyła tylko i jedynie stertę kurzu, odetchnęła z ulgą. Uśmiechnęłam się pod nosem i poszłam dalej wywijając szczotką jak jakimś mieczem. Przez kolejną, dobrą godzinę pozbywałam się pajęczyn, a kiedy już skończyłam pomagałam Rosie w ścieraniu tego całego kurzu. Jednak i to nie był koniec, trzeba było przetrzepać wszystkie dywany, umyć podłogę, wyczyścić drzwi… jednym słowem, nie będzie nam się nudziło. Przy myciu podłogi w przedpokoju, musiałam oczywiście zamoczyć jakąś szmatkę w wodzie i rzucić nią w stojącą do mnie tyłem dziewczynę.
- Co? Cinia! – zaśmiała się ściągając szmatkę z czubka głowy, rzuciła nią we mnie i tak jeszcze kilka razy, dopóki wręcz nie zaczęłyśmy się dusić ze śmiechu.
Właściwie to całe to sprzątanie, skończyło się już bardzo późnym wieczorem. To niesamowite, że w ciągu tego jednego dnia, narobiłam cały ten czas stracony z tak drogą mi Rosie. Chociaż nie, kilku rzeczy nadal nie zrobiłyśmy… ale to może potem.
- Co znowu knujesz? – zapytała widząc mój podstępny uśmiech.
- Hmmm na razie nic? – wyszczerzyłam się chowając resztę detergentów do szafki w łazience.
Jej mina wskazywała na to, że nie za bardzo dała się na to nabrać. Za dobrze mnie chyba zna.
- No to co teraz robimy? – zapytała siadając na kanapie.
- Idziemy jeszcze na krótki spacerek, czy nie masz już siły?
- W sumie możemy iść… no ale po co?
Wzruszyłam ramionami podchodząc do drzwi wyjściowych, wyciągając w jej kierunku rękę. Pokręciła głową z rozbawieniem i podbiegła do mnie. Wyszłyśmy z apartamentu idąc pod rękę.
- Gdzie mnie prowadzisz?
- W sumie to mogłybyśmy zaopatrzyć twoją lodówkę, jest całkowicie pusta… a tak w ogóle, mam ochotę oglądnąć sobie z Tobą jakiś film. Ostatnio wyszło całkiem sporo fajnych.
Rosie przez chwilę rozważała propozycję, a przynajmniej udawała, że się zastanawia. Po jakiejś minutce przytaknęła i nieco przyspieszyła kroku. Całe uchichrane  weszłyśmy do środka sklepu, zwracając na siebie uwagę przynajmniej 10 Arcan. Niektóre kojarzyłam, podejrzewam, że widok uśmiechniętej Cinii był dosyć dziwny, ale średnio obchodzi mnie ich zdanie. Załadowałyśmy całe dwa koszyki, z czego większość to i tak były same śmieciowe rzeczy.  Podeszłyśmy z tym wszystkim do kasy, zapłaciłyśmy i wyszłyśmy tak szybko jak weszłyśmy.
- Strasznie to wszystko ciężkie – Rosie sapnęła
- Tak to jest, jak ma się puściutką lodówkę – zachichotałam.
Przewróciła oczami i posłała mi delikatnego kuksańca. Z perspektywy osoby trzeciej, musiałyśmy wyglądać co najmniej dziwnie. Co chwilę przepychające się dwie dziewczyny obładowane ogromnymi siatkami.

(Rosie?)

Od Rosalie - CD Heaven'a

Od samego rana nie mogę oderwać się od okna. Nie dość, że liście są tak złociste, to w dodatku słońce tak ładnie to podkreśla. Pół dnia przesiedziałam przy oknie w ulubionym za dużym sweterku i z kubkiem herbaty w dłoniach. Nie chciało mi się nawet czytać książek tylko siedzieć przy tym oknie i oglądać. Koło południa trochę zgłodniałam. Ale zanim podniosłam się z podłogi i ruszyłam do łazienki by jakoś wyglądać minęło chyba z półtorej godziny. Dopiero, gdy mój brzuch nie chciał przestać o sobie przypominać z niechęcią ruszyłam w kierunku łazienki. Było gorzej niż myślałam. Kiedy ja ostatnio myłam włosy? Eh.. Mój żołądek zaczynał się powoli buntować, gdy wreszcie wyglądałam znośnie. Nie chciało mi się już nawet wybierać i dobierać ubrań. Szybko tylko wciągnęłam spodnie i na luźną białą bluzkę i zarzuciłam kremowy, długi sweterek. Do małej torebki wrzuciłam trochę drobniaków i szybko zjechałam windą na parter. Spokojnym krokiem wyszłam z budynku. Słońce tak przyjemnie grzało, cieszę się, że teraz moje ciało nie jest aż tak wrażliwe na światło słoneczne. Weszłam do jednej z restauracji. Na szczęście kolejka nie była zbyt długa z czego mój brzuch aż zaburczał z radości. Ech.. głodna jestem. Szybko zamówiłam jakiś smaczny obiad i usiadłam przy stoliku na zewnątrz. Przyglądałam się przechodzącym ludziom. Wszyscy wydawali się tacy szczęśliwi. Szli ze swoimi przyjaciółmi lub z drugą połówką trzymając się za ręce. Aż troszkę smutno mi się zrobiło. Tylko ja byłam taka samotna. Ten czas dał mi w plecy. Naprawdę dużo straciłam. Nagle coś, a raczej ktoś przykuł moją uwagę. Wysoki, białowłosy chłopak siedział sam przy pobliskim stoliku. Miał krwistoczerwone oczy i charakterystyczną bliznę. Czemu aż tak zwrócił moją uwagę? Przypomniał mi kogoś znajomego. Przyglądałam mu się z wyraźnym zaciekawieniem i jakoś tak nawet nie panowałam nad tym. Zbytnio pogrążyłam się we własnych myślach. Kim on jest.. Czy znałam go wcześniej.. Z zamyślenia wyrwało mnie uderzenie w stół przy którym siedziałam. Dopiero wtedy do mnie dotarło, że on od dłuższego czasu coś do mnie mówi. Spuściłam głowę zawstydzona. I co ja mam teraz zrobić.. Wyglądał na wyraźnie poirytowanego. Nie słuchając jego wkurzonego tonu głosu i pytań przerwałam mu.
- Jak się nazywasz? - wyszeptałam cicho
On jakby na chwilę ochłonął, ale nie na długo. Cóż skoro to nie działa zapytam inaczej. On cały czas coś mówił, a ja tylko czekałam na moment aż będę mogła coś wtrącić.
- Pamiętasz może Rosie Emirals? - zapytałam lekko unosząc głowę
Chłopak zrobił zdziwioną minę i podrapał się po głowie. Wyglądał na trochę.. smutnego? Nie to nie to. Coś jakby rzeczywiście znał dawną mnie.
- Raczej mi nie uwierzysz, ale to ja… - wyszeptałam spoglądając na niego
Z początku się zdziwił, ale zaraz po tym wściekł się. Myślał, że kłamię. Poprosiłam go grzecznie by usiadł obok mnie. Chciałam mu wszystko wytłumaczyć. Bałam się tylko, że zamiast tego zrobi coś za to kłamstwo, które w sumie kłamstwem nie było.
- Proszę daj mi wytłumaczyć. Czuję się zagubiona w tym nowym ciele. Niemalże nic nie pamiętam.. - dopowiedziałam spuszczając ponownie głowę, a na serwetkę przede mną pociekło kilka łez

(Heaven? Co ty na to? :3)

Od Rosalie - C.D Cinii

Nie mogłam przestać się uśmiechać. Tak bardzo się cieszyłam, że wreszcie widzę znajomą twarz. Najchętniej nie wypuszczałabym jej z objęć. Nawet nie zwracałyśmy uwagi na naukowców. Po prostu szczęśliwe jak nigdy szłyśmy przed siebie. Ogólnie byłam bardzo, ale to bardzo podekscytowana, ale po jakiejś chwili trochę posmutniałam. Przeszło mi przez myśl, że pewnie będzie jej ciężko przyzwyczaić się do tego, że osoba intelektualnie na jej poziomie wygląda jak kompletne dziecko i mówi przesłodzonym głosem. Spuściłam lekko głowę spoglądając na moje małe stopy. Dziwnie się czułam w tym ciele. Z jednej strony jakoś tak pewniej czułam się z nową Arcaną, ale to ciało mnie ograniczało. Czy ludzie nie będą dziwnie patrzeć, gdy będę się ubierać bardziej dorośle i inaczej zachowywać? Nie wiedziałam co o tym wszystkim myśleć. Niemalże od razu Cinia zauważyła moją zmianę humoru. Zatrzymała się i spojrzała na mnie.
- Rosie o co chodzi? Co się stało? - spytała troszkę zmartwionym głosem
- Boję się.. - wyszeptałam otulając się rękoma - Jak mam się teraz zachowywać, ubierać i w ogóle? Przecież wyglądam jak dziecko. W dodatku pewnie będzie Ci bardzo ciężko się do tego przyzwyczaić i wiele ludzi mi nie uwierzy, że to naprawdę ja - powiedziałam ze spuszczoną głową, a na moim policzku zabłysnęła łza
Przykucnęła naprzeciw mnie i objęła. Wtuliłam się w jej złociste włosy lekko je mocząc.
- Nie martw się. Przecież jakoś to będzie. A mnie wystarczy to, że mogę mieć Cię nadal przy sobie. - powiedziała z promiennym uśmiechem odsuwając mnie od siebie na tyle bym mogła jej spojrzeć w oczy
Odwzajemniłam uśmiech wycierając łzy, po czym wesoło się roześmiałam.
- Cinia? - zaczęłam wesoło - A co ja najbardziej lubiłam jeść? - zapytałam słodkim głosikiem
- Hm... Z tego co pamiętam to codziennie piłaś herbatę i wcinałaś różne ciasteczka, jagodzianki, słodycze i tym podobne - zaśmiała się
Podskoczyłam uradowana i rozejrzałam się wokół siebie. Jakaś kawiarenka albo piekarnia hm…
- O tam coś jest! - wskazałam na jakiś sklep przy parku
Zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć pociągnęłam ją w tamtym kierunku. W sumie jak tak szłam przeskakując z nogi na nogę przypomniałam sobie o kimś. Aki. Zawsze to on był taki mały i nazywał mnie swoją siostrzyczką. Żałuję, że go tu już nie ma. Tak wiele się zmieniło odkąd wykryto u mnie anomalie. Po chwili stałyśmy już przed oszklonymi drzwiami, które wręcz zachęcały do wejścia. Lekko uchyliłam wejście, gdy poczułam przyjemny zapach świeżo pieczonych bułeczek i drożdżówek. Cinia pomogła mi wejść. Poszła kupić coś na przekąskę dla nas, a ja zajęłam stolik. Usiadłam rozglądając się po kawiarence. Raczej nikogo nie kojarzyłam z wyglądu. Machałam nogami czekając, ale gdy spostrzegłam jak długa jest kolejka postanowiłam wyjąć z torebki te kartki. Były tam zapisane moje dane, numer mieszkania i tym podobne. Na jednej z nich zauważyłam bardzo dobrze znane mi imiona.. Aki, Cinia, Daniel, Daryl, Futaba, Heaven, Mixi, Riuki, Roxel, Takumi, Wiliam… Nagle zaczęły mi wracać wspomnienia. Co prawda były bardzo niewyraźne i mgliste, ale jednak pamiętam co wtedy czułam. Schyliłam głowę, a na kartkę spłynęło kilka łez. Straciłam niemalże ich wszystkich. Przez ten smutek nawet nie zauważyłam, kiedy wróciła moja przyjaciółka. Położyła obok mnie ciasteczko i herbatkę, ale gdy spostrzegła, że płaczę podeszła do mnie.
- Co to? - zapytała spoglądając na kartkę
Otarłam oczy i podnosząc wzrok pokazałam jej imiona.
- Czy ktoś z nich jeszcze tu jest oprócz Ciebie? Tak strasznie za nimi tęsknie - powiedziałam łamiącym się głosem
- Hm.. spójrzmy - odparła przyglądając się zapiskom
Po chwili myślenia położyła ją przede mną i wskazała na parę imion.
- Heaven i Riuki jeszcze są - i jeszcze raz przejrzała kartkę wzrokiem
- To niewiele - stwierdziłam smutnym głosem
- Ale nie martw się na pewno poznasz znowu trochę osób - uśmiechnęła się i usiadła na krześle naprzeciw mnie
Odpowiedziałam uśmiechem i wzięłam się za ciasteczko.
- Miam.. zapomniałam, że to jest aż takie dobre! - wyszeptałam jakby sama do siebie, a Cinia na to cicho zachichotała
Kiedy już się najadłyśmy powoli ruszyłyśmy w kierunku mieszkań. Mam nadzieje, że ktoś tam sprzątał przez ten rok, bo nie chcę wiedzieć ile pająków mogło się tam zalęgnąć pod moja nieobecność. Na samą myśl o tym przeszły mnie dreszcze. Podałam Cini numer mieszkania z kartki i poprowadziła mnie do odpowiedniego budynku. Nadal mieszkałyśmy blisko siebie z czego się ucieszyłam, ale mój entuzjazm zniknął równie szybko jak pewnie przekręciłam klucz w zamku i zrobiłam krok do środka. Odskoczyłam tak gwałtownie, że aż przewróciłam Cinię stojącą za mną. Drzwi się przymknęły przez co nie zobaczyła o co mi chodziło. Ukryłam się za nią lekko drżąc. Jej zdziwiona mina mówiła wszystko.
- Pająki!! - pisnęłam wskazując drżącą ręką na mieszkanie.
(Cinia?  Uratujesz Rosie przed pająkami?)

Od Riuki'ego - C.D Heaven'a [+16]

Czyżby ten kretyn ze srebrną czuprynką, nieco podobną do mojej…. Przegrał? To niesłychane, że Heaven przegrywa z przeciwnikami słabszymi od siebie.  Nie biorę pod uwagę oczywiście tu jego kompletnego braku jakiegokolwiek logicznego myślenia. Atakuje bez większego namysłu. Czym więcej takich błędnych ruchów robi tym więcej energii marnuje. Kiedy oboje wrócili już do nas, nasz drogi nowy Kapitan patrząc na wyższego wybuchnął tylko niepohamowanym śmiechem. Niby mu się nic nie stało, ale wyglądał teraz komicznie. Jego włosy były tak naelektryzowane, że aż stanęły (hi hi) mu dęba.
-Piękne przedstawienie. Za każdym razem kiedy będziesz walczył z kimś znajomym będziesz się poddawał? Czy ty po prostu jesteś taki słaby? – chyba nadal go prowokował, bo mówił takim tonem jakby zaraz miał się na niego rzucić. W sumie to pewnie doskonale wiedział jaką mocą dysponujemy, a jednak bawił go fakt, że Heaven nie chciał skrzywdzić Azusy.  W sumie… to dość nietypowe, ze ten facet ma jakiekolwiek uczucia. Nie czekając dłużej na to, aż oni sobie ładnie porozmawiają: skierowałem się w stronę wyjścia z Areny.  Oczywiście zostałem kilkakrotnie zatrzymany przez blondyna, jednak w końcu odpuścił wszystkim i „puścił nas wolno”. Czułem się teraz jeszcze bardziej jak niewolnik zamknięty w ciasnej klatce. Nie wiadomo z jakiej przyczyny, kiedy byłem już na drugim piętrze….. zatrzymał mnie nie kto inny jak Heaven. Co on chce? Czyżby pomylił osoby? Mimo tego, że ostatnim razem wbiłem do tego jego pustej głowy trochę rozumu to jednak nadal nie darze go specjalną sympatią. Gardzę jego zachowaniem, oraz tym jak swoją siłą próbuje sobie ułożyć wszystkich innych i pewnie tylko ze mną mu to nie wychodzi. Cały zmachany oparł się o ścianę i zaczerpnął Świerzego powietrza. Ohoho… gonił mnie… dlatego się tak zmęczył. Stanąwszy sobie bokiem zerknąłem na niego jednym okiem jak gdybym pytał o co mu chodzi. Ten jednak ani na chwilę nie zamierzał złączyć ze mną swojego spojrzenia.
-Słuchaj… no… Emm… - zaczął się motać jak takie małe dziecko. Heh… co ta biedna Sigma w nim widzi. Jego nawet mężczyzną nie można nazwać. -….dzięki. – wydukał z siebie. Oczywiście doskonale wiedziałem o co mu chodzi. W ogóle jestem w szoku, że w jego słowniku istnieje takie słowo jak „dziękuje”. A to nowość proszę państwa.
-W sumie to możesz się odwdzięczyć.. – stwierdziłem ściągając swoją maskę i podchodząc do niego. W sumie nie miałem najmniejszego problemu bo skoro opierał się o ścianę to nie musiałem jakoś specjalnie się z nim męczyć. Jego mina jak i zdziwiony wzrok mówił tylko tyle, że nie za bardzo wie o co mi chodzi.- W porównaniu do ciebie nie bawi mnie to, że krzywdzę Cinię. O wiele więcej przyjemności czerpie ze znęcania się nad takimi cwaniakami jak ty. – szepnąłem po czym przygniatając go bardziej do ściany wpiłem się jego szyje, na tyle mocno, żeby nie mógł się wyszarpać. To znaczy… nadal mógł, ale zrobiłby sobie przy tym jeszcze większa krzywdę. Z jego ust wyszedł tylko cichy zgrzyt bólu. Musiało boleć. To nie było takiego delikatne jak w przypadku blondynki, gdzie starałem się to robić naprawdę praktycznie bezboleśnie. Z nim po prostu nie chciałem się cackać i też nie miałem w zwyczaju bycia delikatnym. Oczywiście tak jak to się szybko potoczyło, tak też się szybko skończyło, i gdy tylko Heaven przejrzał na oczy sprzedał mi mocny cios w plecy. Nie wiedział gdzie uderzyć, robił to na oślep, ponieważ ból w tak czułym miejscu nie pozwalał mu dobrze ocenić sytuacji. Niestety to wystarczyło by trafić jedno z czulszych w tym momencie miejsc. Gdyby nie to, że jestem po małym wypadku, taki cios nic by mi nie zrobił. Natomiast teraz spowodowało to, że oderwałem się od szyi siwego i wręcz zakrztusiłem się ostatnim łykiem jego krwi, którego nie zdołałem połknąć. Cofnąłem się o dwa kroki do tyłu niemal wywracając się. To był taki ogromny ból. Moje plecy i tak były już całe fioletowe od tak dużej ilości połamanych kości, a teraz jeszcze jakby tego było mało dostałem w to miejsce z pieści.
-Co to ma być do kurwy nędzy! – warknął łapiąc się za szyje, która dość mocno rozharatana przez moje kły nadal krwawiła. Oparłem się okiem o kolumnę podtrzymującą piętro i spuściłem głowę. Jestem wręcz pewny, że zaraz zemdleje. Ten ból staje się już nie do zniesienia, chociaż dzięki tej niewielkiej ilości krwi będę mógł przez jakiś czas normalnie funkcjonować.  Siwek podszedł do mnie tak jakby chciał jeszcze mnie dobić, ale w tym samym czasie nie wiem skąd między nas wleciała Cinia. W sumie to zdołałem zobaczyć tylko jej długie złote włosy i nic poza tym bo rozłożyła te swoje małe łapki na boki, jakby była królem świata. Słodkie, że chce mnie bronić.
-Spróbuj go dotknąć,  a wtedy pożałujesz, że w ogóle się urodziłeś! – warknęła. Teraz to, aż mi się ciepło zrobiło. Jeszcze nikt nigdy nie stawał w mojej obronie tak jak ona. Przecież ona by za mną w ogień wskoczyła. – Jesteś kretynem Heaven! On ci pomógł kiedy zostałeś praktycznie sam! Był z tobą, a ty mało go nie zabiłeś! – nim zdążyłem podnieść głowę, zobaczyłem tylko jak chłopak dostaje porządnego liścia w policzek. Nie sądziłem, że odważyłaby się na coś takiego, bo jednak używanie Arcany to całkiem co innego.- Co by powiedziała ci Vanilla gdyby widziała jak się zachowujesz!? Jak skończony Idiota! On nie może żywić się niczym innym i zrobił to dlatego, żeby jakoś trzymać się na nogach…. Tak bardzo chcesz pomóc mu zejść z tego świata? Obiecuje ci, że…
Teraz nie dało jej dokończyć jeszcze coś innego. To było bardzo dziwne, że dziewczyny mają takie wyczucie. Tym razem to po jego stronie stanęła najważniejsza w jego życiu i wymierzyła mieczem prościutko w gardło Cinii. Gdybym teraz tylko mógł się w jakikolwiek sposób ruszyć..
-Wystarczy. – powiedziała stanowczo. Jej wzrok wręcz mroził. Nie mogę uwierzyć, ze czuje taki respekt, przed zwykłą dziewczyną, ale to chyba… normalnie kiedy widomo jaką mocą dysponuje. – Nie wydaje ci się, że nie powinnaś wtrącać się w sprawy ich obojgu…?
-Teraz kiedy Heaven ma okazję wygrać, już nie jesteś neutralna? Gdyby jemu miała stać się krzywda pierwsza podniosłabyś miecz….- odburknęła jej Cinia cofając się tym razem i stając bliżej mnie. – Kapitan Sigm taki niesprawiedliwy… - bardzo wyraźnie ją prowokowała ale jak już pewnie wszyscy tutaj zdążyli zauważyć, ona różniła się od Heaven’a czymś bardzo ważnym. Wewnętrznym spokojem, który ciężko było w jakikolwiek sposób naruszyć.  Cinia miała nieco mniej cierpliwości i tylko czekałem na to aż wybuchnie i zrobi coś niekontrolowanego.
-Ja przynajmniej nie robie za zwykły worek z krwią… - tym razem to ta karmelowa jej dogryzła i to na tyle by wystarczyło. Cinia mało nie wyszła z siebie. Bardzo szybko znalazła się obok Sigmy i zaatakowała pięknym kopnięciem, jednak… niestety to trochę za mało by pokonać Sigme.  Vanilla wykonała zgrabny unik, tym samym za nim blondynka postawiła nogę: złapała ją z Anią i wywróciła przystawiając ponownie miecz od jej gardła. Najgorsze było to, że Heaven przy mnie stał i gdybym tylko próbował pomóc Cini – zatrzymałby mnie kolejnym ciosem bardziej skutecznym. Z braku możliwości jakiegokolwiek poruszania się: poniosłem wzrok i prychnąłem.
-„ Nie dotykaj mnie. Nie mogę na ciebie patrzeć. Żałuje, ze się w tobie zakochałem.” – powiedziałem cicho, ale kiedy zacząłem momentalnie zapadłą cisza między wszystkimi zebranymi. Mówiłem to dokładnie tak samo jak Heaven wtedy mi to powiedział kiedy siedzieliśmy i rozmyślaliśmy nad jego dalszym losem. Nie wiem czy chciałby patrzeć jak krzywdzą Vanille, jednak on nie dał mi pomóc Cinii więc właśnie za to będzie cierpiał bardziej. Nawet razem z Cinią nie dalibyśmy rady jednej Vanilli dlatego trzeba było wymyślić inny sposób, a ten wydawał mi się najbardziej prawidłowy.
-Za…Zamknij się! – kiedy chciałem kontynuować Heaven krzyknął z przerażeniem w oczach i złapał mnie za koszulkę. O dziwo… nawet mnie nie uderzył. A to nowość. Miałem świadomość tego, ze przypomnienie jej tych strasznych słów wypowiedzianych przez chłopak, którego kocha będzie jeszcze bardziej bolesne niż cios cielesny.  Za nim cokolwiek innego się wydarzyło dostrzegłem jak Sigma opuszcza gardę, a jej miecz znika. Złamało ją to. I bardzo dobrze.
-Ty go tak cholernie bronisz, a on cie traktuje jak najzwyklejsza szmatę… - warknęłam odpychając od siebie siwego. – I po co to całe przedstawienie dla kogoś, kto nie jest tego wart… - ponownie powiedziałem tym razem prostując się w miarę możliwości i patrząc na Heaven’a, który nie wyrażał żadnych innych emocji niż tylko wielkie zaskoczenie i strach. Mój wzrok mówił mu dokładnie „Nigdy więcej nie próbuj stawać mi na drodze, bo będę się mścił i za każdym razem zostawiał większą bliznę”.


(Heaven, Cinia ?)
Layout by Hope