#"W takim razie chroń mnie do końca życia"#
- Kolejna dziewoja do haremu - powiedziałam przez łzy podnosząc głowę znad książki , by łzy nie pokapały na strony
Wsadziłam zakładkę by wiedzieć gdzie skończyłam i położyłam książkę na
stole, który wcześniej jeszcze przysunęłam stopą by nie musieć wstawać z
fotela. Od razu korzystając z tego, że mam bliżej stolik sięgnęłam po
paczkę ciasteczek i zaczęłam użalać się nad swoim życiem. Znów mi było
smutno i zaczęłam tęsknić za chwilami, które spędziłam poza ośrodkiem.
Życie tutaj stało się strasznie monotonne i brakowało mi narzekań matki
na temat moich dni spędzonych na ciągłym graniu. Jednak teraz grę
postanowiłam przenieść do rzeczywistego życia i spędzałam czas na
trenowaniu posługiwaniu się moimi broniami. Aż dziwne było mnie zobaczyć
w rozpuszczonych włosach i w innym ubraniu niż dresy bądź pidżama.
Materializując w dłoni czarny miecz wskoczyłam na balustradę i zjechałam
po niej na piętro, na którym była sala treningowa. Było już późno, a
jako że ja nocny marek nikogo nie zauważyłam w pomieszczeniu, więc
łatwo mogłam się domyślić, że inni spali, albo wyszli w głąb ośrodka,
albo nie wiadomo co jeszcze robili. Dla mnie to było jak najlepsze, że
byłam tu sama bo nikt nie musiał przypatrywać się moim umiejętnością.
Mogłam teraz co chce bez szeptów osób. Zamachnęłam się mieczem i udałam
się do szklanego pomieszczenia i od razu przede mną pojawił się panel,
który ustalał tryb i inne takie bzdety. Gdy kliknęłam okrągły przycisk
na panelu, automatycznie szklane szyby przybrały kolor czarny po
bokach...znaczy z mojego punktu były czarne, jednak inna osoba mogła
mnie doskonale widzieć jak sobie radzę. Oczywiście pomimo symulacji
wiedziałabym, że ktoś wszedł bo zostawiłam wyłączone światło, więc jeśli
światło się zaświecie od razu przestaję ćwiczyć. Na moje szczęście
dopiero co znalazłam się w symulacji nagle obraz stał się jaśniejszy,
tym samym dając znać, że ktoś wszedł. Od razu kliknęłam przycisk
"ZAKOŃCZ" ze smutkiem, że dzisiaj sobie nie poćwiczę bo komuś się
zachciało tu przyjść, a wstydliwą istotką jestem. Chcąc wyminąć osobę,
która tu weszła wybrałam najszybszą drogę do wyjścia...właściwie nie
potrzebnie tu przychodziłam, jednak najlepiej siedzieć w pokoju, użalać
się na życiem, jeść ciastka i grać w gry by lvl podrósł. Ze smętną miną
minęłam obok siebie postać szybko mając opuszczoną głowę, gdy nagle
zgasło światło. Stanęłam jak słup, nie lubię ciemności
"Skoro ja jestem tu, ten ktoś kto tu wszedł jest tam gdzieś za mną to
jakim cudem zostało zgaszone światło skoro jest tylko przy wejściu?!" O
wybiciu korków czy czegoś nie było mowa, bo po pierwsze znajdujemy się w
super ośrodku, w którym nie ma mowy o wybiciu korków a po drugie od
pomieszczeń treningowych biło jasne światło, co wskazywało że działają i
są podłączone do prądu. Czyli jeszcze ktoś tu wlazł i chce żebym na
zawał zeszła.
"Dobra, teraz szybko biegiem do pokoju" Robiąc kilka kroków potknęłam
się o coś i jak długa wylądowałam na ziemi i wtedy znów zaświeciło się
światło.
Ktosiu nr. 1? Ktosiu nr. 2? Moje kochanie :') (czyt. Oldzia) ?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stefania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stefania. Pokaż wszystkie posty
sobota, 17 października 2015
poniedziałek, 21 września 2015
Od Stefki - Do Patrick'a
Pomimo nocy, ja wciąż siedziałam wpatrując się w monitor i grałam na
Marysi. Oczy same zaczynały mi się kleić, jednak ja nie mogłam teraz
odpuścić. Jeszcze chwila i pokonam BOSSA! Mocniej naciskałam placami na
przyciski jakbym chciała mocniejsze uderzenia zadając potworowi, który
wyglądał jak smok zmieszany z bykiem. Jednak warto było od razu nie iść
spać bo po około dziesięciu minutach potwór został zalany światłem z
góry i zniknął, natomiast widok całej wieży zasłonił napis "Wygrałeś".
Odetchnęłam z ulgą i odkładając konsole obok przeciągnęłam się. Krótko
zerknęłam na zupki, które koło mnie stały. "1...2...3...eee 5?" No
tak...już 5 dni spędziłam na graniu prawie bez przerwy nie licząc przerw
na siusiu i inne sprawy. Teraz powinnam nadrobić spaniem, ale jutro
jest już event i nie mogę go przegapić.
- Cho lera! - krzyknęła na cały pokój i nakryłam się kocem
Czułam, że zaraz mój zapas baterii się wyczerpie i jak kłoda runę na ziemię nieprzytomna. Kiedyś czytałam, że jeśli się nie będzie się spało zacznie się uważać za inną osobę np. królową Anglii. Jako że chętnie wyzwania przyjmuję więcej godzin spędziłam bez spania i jedynie czułam się tak jakbym była pod wpływem. Podnosząc się z kanapy chwiejnym krokiem udałam się w stronę drzwi i w tym samym momencie gdy nacisnęłam na klamkę i drzwi się uchyliły wylądowałam na podłodze. No bateria się wyczerpała. Niestety nie mogłam dojść do łóżka i tam zasnąć, tylko wylądowałam miedzy drzwiami leżąc na wykładzinie, która śmierdziała. Ale już ta śmierdząca wykładzina była czymś lepszy od mojej pobudki. Około godziny dwunastej jeszcze zaspana wpatrywałam się na ścianę na korytarzu. Przez ciemność panującą w moim pokoju najwidoczniej pomyliłam drzwi i nie trafiłam tam gdzie powinnam.
- Aż wstyd się przyznać, że spałam na korytarzu - wymruczałam sama do siebie, gdy krzyknęłam głośno "Ała" i nie czekając długo usłyszałam krzyk osoby, która na mnie nadepnęła
- To żyje! - usłyszałam dziewczęcy pisk i po chwili różowe buty przemknęły koło mnie
Chwytając się za głowę, która rozbolała mnie od krzyku i za plecy zaczęłam zastanawiać się co robić dalej i przypomnieć sobie jaki mamy dzień. Jednak człowiekowi nie pozwolą spokojnie leżeć na podłodze, bo gdy przeniosłam się do siadu coś uderzyło mnie o tył głowy. Od razu się odwróciłam i napotkałam przed twarzą kolano. Od razu podniosłam wzrok do góry i napotkałam się czerwonymi oczętami mężczyzny, który zaskoczony wpatrywał się we mnie.
- Dzień dobry - powiedziałam i podniosłam się do góry drapiąc po rozczochranych włosach - Ładny dzień mamy...o pada - ziewnęłam wpatrując się w okno i zaspana zachwiałam się, w ostatniej chwili złapałam się za materiał spodni postaci stojącej przede mną
<Patrick?>
- Cho lera! - krzyknęła na cały pokój i nakryłam się kocem
Czułam, że zaraz mój zapas baterii się wyczerpie i jak kłoda runę na ziemię nieprzytomna. Kiedyś czytałam, że jeśli się nie będzie się spało zacznie się uważać za inną osobę np. królową Anglii. Jako że chętnie wyzwania przyjmuję więcej godzin spędziłam bez spania i jedynie czułam się tak jakbym była pod wpływem. Podnosząc się z kanapy chwiejnym krokiem udałam się w stronę drzwi i w tym samym momencie gdy nacisnęłam na klamkę i drzwi się uchyliły wylądowałam na podłodze. No bateria się wyczerpała. Niestety nie mogłam dojść do łóżka i tam zasnąć, tylko wylądowałam miedzy drzwiami leżąc na wykładzinie, która śmierdziała. Ale już ta śmierdząca wykładzina była czymś lepszy od mojej pobudki. Około godziny dwunastej jeszcze zaspana wpatrywałam się na ścianę na korytarzu. Przez ciemność panującą w moim pokoju najwidoczniej pomyliłam drzwi i nie trafiłam tam gdzie powinnam.
- Aż wstyd się przyznać, że spałam na korytarzu - wymruczałam sama do siebie, gdy krzyknęłam głośno "Ała" i nie czekając długo usłyszałam krzyk osoby, która na mnie nadepnęła
- To żyje! - usłyszałam dziewczęcy pisk i po chwili różowe buty przemknęły koło mnie
Chwytając się za głowę, która rozbolała mnie od krzyku i za plecy zaczęłam zastanawiać się co robić dalej i przypomnieć sobie jaki mamy dzień. Jednak człowiekowi nie pozwolą spokojnie leżeć na podłodze, bo gdy przeniosłam się do siadu coś uderzyło mnie o tył głowy. Od razu się odwróciłam i napotkałam przed twarzą kolano. Od razu podniosłam wzrok do góry i napotkałam się czerwonymi oczętami mężczyzny, który zaskoczony wpatrywał się we mnie.
- Dzień dobry - powiedziałam i podniosłam się do góry drapiąc po rozczochranych włosach - Ładny dzień mamy...o pada - ziewnęłam wpatrując się w okno i zaspana zachwiałam się, w ostatniej chwili złapałam się za materiał spodni postaci stojącej przede mną
<Patrick?>
piątek, 18 września 2015
Od Stefki - C.D Nanami
Zrobiłam w tył zwrot gdy zobaczyłam idącego naukowca. To był ten sam gościu, który wziął mnie na przesłuchanie zaraz po moim przyjeździe. W myślach prosiłam, żeby mnie nie zobaczył, ale niestety im bardziej nie chcesz na kogoś wpaść to niestety wpadasz.
- Oh! Stefania! - usłyszałam jego głos, chyba był w dobrym humorze bo nazwał mnie po imieniu
Powoli się odwróciłam od razu przybierając na twarzy uśmiech, by nie wyczuł że chce go uniknąć.
- Tak? - podeszłam do niego i zamrugałam kilka razy zaskoczona, no bo po cholerę mnie wołał. Wszystko co było potrzebne do akt podałam i jestem czysta. Nic im już więcej nie muszę mówić - Coś się stało?
- A nic - uśmiechnął się i poklepał mnie po głowie - Wiesz co, wydajesz się milsza po ostatnim spotkani hihi
- Pan również - skrzywiłam się i odepchnęłam jego rękę poprawiając rozczochrane włosy - Właściwie to się spieszę, jakby coś jeszcze się nie zgadzało tam w papierach to mogę przyjść i jeszcze raz dać do potrzymania Panu jakąś broń - od razu w mojej dłoni pojawił się miecz, a na sam jego widok mężczyzna się skrzywił
- Jasne, wpadaj kiedy chcesz. Mam nadzieję, że inni są dla Ciebie mili i sama jesteś miła dla innych. Jakby co wiesz gdzie mnie znaleźć, a teraz zmykaj bo "spieszysz się" - zaśmiał się i popędził mnie machając ręką
Przez chwilę tak stałam jak słup, ale no dobra. Chyba wyczuł jednak, że nigdzie tak mi nie prędko, bo po chwili zawołał, że prosi mnie abym udała się do jednej z Sigm. No już nie będę na niego fukać, ładnie poprosił to pójdę. Przytakując głową udałam się na wskazane piętro w budynku mieszkalnym, który był specjalnie wydzielony dla Sigm. Właściwie to dopiero przed pokojem, w którym ów postać się znajdowała zaczęłam się bać. Nigdy nie miałam do czynienia z żadną Sigmą, a co jeśli to jakiś typ, który mi coś zrobi. Podrapałam się po głowie i ostatecznie zapukałam do drzwi. Po chwili drzwi otworzyła mi niebieskowłosa dziewczyna, której na ramieniu siedział biały kot. Zmierzyłam ją od stóp do głów, właściwie dziewczyna była ode mnie niższa. Jednak największą uwagę zwróciłam na kocie oczy. Jedno niebieskie, a drugie złote...przepiękne! Po chwili ponownie spojrzałam na dziewczynę, która pytająco się we mnie wpatrywała.
- ... naukowcy chcą z tobą rozmawiać, więc miałam tu przyjść - powiedziałam szybko, ale chyba zrozumiale - Ładny kotek heh - wskazałam na zwierzątko siedzące jej na ramieniu, które po chwili zeskoczyło na podłogę
- Nazywa się Yuki - odpowiedziała uśmiechając się, wpatrując się w zwierzaka - A ja jestem Nanami
- Stefka - uśmiechnęłam się
<Nanami?>
- Oh! Stefania! - usłyszałam jego głos, chyba był w dobrym humorze bo nazwał mnie po imieniu
Powoli się odwróciłam od razu przybierając na twarzy uśmiech, by nie wyczuł że chce go uniknąć.
- Tak? - podeszłam do niego i zamrugałam kilka razy zaskoczona, no bo po cholerę mnie wołał. Wszystko co było potrzebne do akt podałam i jestem czysta. Nic im już więcej nie muszę mówić - Coś się stało?
- A nic - uśmiechnął się i poklepał mnie po głowie - Wiesz co, wydajesz się milsza po ostatnim spotkani hihi
- Pan również - skrzywiłam się i odepchnęłam jego rękę poprawiając rozczochrane włosy - Właściwie to się spieszę, jakby coś jeszcze się nie zgadzało tam w papierach to mogę przyjść i jeszcze raz dać do potrzymania Panu jakąś broń - od razu w mojej dłoni pojawił się miecz, a na sam jego widok mężczyzna się skrzywił
- Jasne, wpadaj kiedy chcesz. Mam nadzieję, że inni są dla Ciebie mili i sama jesteś miła dla innych. Jakby co wiesz gdzie mnie znaleźć, a teraz zmykaj bo "spieszysz się" - zaśmiał się i popędził mnie machając ręką
Przez chwilę tak stałam jak słup, ale no dobra. Chyba wyczuł jednak, że nigdzie tak mi nie prędko, bo po chwili zawołał, że prosi mnie abym udała się do jednej z Sigm. No już nie będę na niego fukać, ładnie poprosił to pójdę. Przytakując głową udałam się na wskazane piętro w budynku mieszkalnym, który był specjalnie wydzielony dla Sigm. Właściwie to dopiero przed pokojem, w którym ów postać się znajdowała zaczęłam się bać. Nigdy nie miałam do czynienia z żadną Sigmą, a co jeśli to jakiś typ, który mi coś zrobi. Podrapałam się po głowie i ostatecznie zapukałam do drzwi. Po chwili drzwi otworzyła mi niebieskowłosa dziewczyna, której na ramieniu siedział biały kot. Zmierzyłam ją od stóp do głów, właściwie dziewczyna była ode mnie niższa. Jednak największą uwagę zwróciłam na kocie oczy. Jedno niebieskie, a drugie złote...przepiękne! Po chwili ponownie spojrzałam na dziewczynę, która pytająco się we mnie wpatrywała.
- ... naukowcy chcą z tobą rozmawiać, więc miałam tu przyjść - powiedziałam szybko, ale chyba zrozumiale - Ładny kotek heh - wskazałam na zwierzątko siedzące jej na ramieniu, które po chwili zeskoczyło na podłogę
- Nazywa się Yuki - odpowiedziała uśmiechając się, wpatrując się w zwierzaka - A ja jestem Nanami
- Stefka - uśmiechnęłam się
<Nanami?>
poniedziałek, 31 sierpnia 2015
Od Stefki - C.D Zandera
Gdy Zander udał się do kuchni od razu przeniosłam się do badania pokoju. Zeszłam z kanapy i podeszłam do półki, na której były książki i jakieś teczki. Moją uwagę przykuło małe zdjęcie oparte o figurkę czarnego ptaka. Znajdowały się na niej trzy postacie: dziewczyna i dwóch chłopaków, z czego jeden z nich był młodszy od reszty. Czy ten ze skrzywioną miną to był Zander, a ta reszta to jego przyjaciele albo rodzina? Miałam zamiar dotknąć zdjęcia, gdy usłyszałam jak chłopak woła, że herbata gotowa więc szybko wróciłam na miejsca jak gdyby nic. Zostałam poczęstowana herbatą, praktycznie od razu ją wypiłam bo była przepyszna. Odstawiłam kubek na stolik, natomiast chłopak jeszcze pił swoją herbatę.
- O co ja cię chciałam zapytać hmmm... zaraz sobie przypomnę... O! Już wiem! - zawołałam - Kim była ta dziewczyna z wcześniej? Znajoma? Przyjaciółka? Dziewczyna? - przeniosłam się obok chłopaka i przysunęłam się bliżej niego uśmiechając się
- Brzmisz jakbyś była zazdrosna! To była moja ... - przez chwilę się zawahał - siostra
Jego siostra...zaczęłam to sobie powtarzać w myślach, gdy obróciłam się i zerknęłam z powrotem na półkę na której było to zdjęcie. Jeśli dobrze pamiętam tamta dziewczyna była podobna do tej ze zdjęcia, tyle że chyba była na nim młodsza. To skoro oni są rodzeństwem to ten niski chłopak to ich brat?
- Fajna masz siostrę. Jest ładna, podobna jest do ciebie - uśmiechnęłam się do niego i podniosłam kubek w geście "Chce jeszcze"
Chłopak jedynie westchnął i wziął mój kubek udając się do kuchni. Teraz postanowiłam siedzieć, a nie dalej badać jego pokój. No niestety mój wzrok padł na laptop, który leżał pod stolikiem przede mną. Nowszy model...aż mnie korciło by załączyć go. Opamiętałam się, gdy przed oczami nagle pojawił się kubek. Uniosłam głowę do góry i zerknęłam na chłopaka lekko zaskoczona. Wzięłam od niego kubek i tym razem poczekałam, aż herbata się ostudzi. Nastała niezręczna cisza, ale chyba to mojemu towarzyszowi nie przeszkadzało.
- Masz brata? - spytałam, a Zander spojrzał na mnie zaskoczony i lekko się skrzywił
Czy temat o rodzinie wywoływał mu jakieś złe wspomnienia? Sięgnęłam po herbatę i upiłam mały łyczek dmuchając na nią.
- Wiesz, że nie ładnie myszkować po cudzym pokoju? - prychnął - Na tym zdjęciu na półce to ja z siostrą i bratem. Reachel mogłaś już zobaczyć. Jak ją spotkam przekaże jej, że powiedziałaś że jest ładna. Chwila...skoro ona jest ładna to ja też, bo jest do mnie podobna co? - wyszczerzył się do mnie
- Śnisz - pokazałam mu język i z powrotem wróciłam do picia herbaty - Masz ładne oczy i tyle...
- Możesz powtórzyć? Nie rozumiem twojego mamrotania
- Trudno... - burknęłam i odstawiłam kubek
Zostałam ponownie dźgnięta w bok na co się skuliłam i gdybym nie zdążyła ostawić kubka miałabym mokre ubranie przez rozlanie herbaty. Sięgnęłam po poduszkę, którą miałam za plecami i zamachnęłam się na chłopaka. Nawet się nie spodziewał, że zamierzam go walnąć.
- Cholera...ty mała! - fuknął - Skoro tak temat zszedł na naszą rodzinę może wreszcie ty coś powiesz, bo jak na razie setkami pytań mnie zamęczasz...
- Mama... z którą nie byłam w za dobrych kontaktach dlatego tu jestem. Ojca praktycznie nie widziałam bo ciągle pracuje, więc w opiece nade mną i dwójką mojego rodzeństwa pomagała ciocia. No mam młodszą siostrę o trzy lata i aż o osiem lat brata. Całkiem spora rodzinka co nie? - westchnęłam przeciągając się na kanapie i zamykając jedno oko - Włączysz komputer?
- Eeee...nie? - przesunął mnie bliżej oparcia, ale niestety w czasie tej "przeprowadzki" wywaliłam się na podłogę - Nie pozwalaj sobie za dużo
Zrobiłam smutną minę i rozłożyłam się na podłodze. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i zaczęłam robić zdjęcia na snapa z Zanderem w roli głównej podpisując "Zły człowiek laptopa mi nie chce dać". Wysłałam do wszystkich ludzi jakich miałam na snapie i z powrotem usadowiłam się na kanapie. Rozmowa tak jak wcześniej raz się kleiła raz nie, ale to ja zaczęłam o więcej wypytywać chłopaka. Czasami zachowywał się tak jakby mnie nie zrozumiał i nie odpowiadał na pytanie, pomimo że zapytałam na tyle by zrozumiał. Wyszło na to, że siedziałam u chłopaka prawie, że dwie godziny! To nowy rekord, gdy to nie było mnie w pokoju z powodu zaśnięcia na ławce lub wezwania przez naukowców.
- Dziękuję za gościnę, ale ja się już będę zbierać - podniosłam się z kanapy i obdarowałam chłopaka uśmiechem
- Jak chcesz możesz wpadać czasami...ale by nie męczyć mnie o włączenie komputera
- Miałam właśnie taki zamiar hihi. Jaka szkoda - podeszłam do drzwi i machając zamknęłam za sobą drzwi, od razu skierowałam się w podskokach do swojego pokoju i wywaliłam się na łóżko
Zostawiłam otwarte okno, więc pościel była chłodna i ładnie pachniała wiosną. Leżałam tak z kilka minut miętoląc i za razem wąchając poduszkę gdy usłyszałam dźwięk smsa. Nie musiałam wstawać by od razu wiedzieć kto do mnie napisał. Jedno było pewne...nie mam zamiaru odpisywać za nic w świecie. Ignorując drugi dźwięk wiadomości dalej wałkowałam się po pościeli, gdy ciszę zaprzestało moje burczenie w brzuchu. Skrzywiona podniosłam się...no tak dziś jadłam tylko śniadanie zanim wyszłam z pokoju i piłam herbatę u nowego znajomego. Szybko znalazłam się w kuchni i zaczęłam szperać w szafkach. Jedyne co znalazłam to wszystkie składniki, z których mogłam zrobić babeczki z płatkami czekolady. Takie słodkości wystarczą mi do końca dnia. Od razu zabrałam się do roboty. Jak na jedną osobę, która miała zjeść babeczki zrobiłam ich trochę za dużo, bo aż trzydzieści sztuk. Siedziałam przy piekarniku i wpatrywałam się jak ciasto rośnie, aż zaczęło się rumienić i rozbrzmiał odgłos w piekarniku, że mogę już babeczki wyciągać. Słodki zapach zaczął się roznosić po pokoju. Biorąc dziesięć sztuk przeniosłam się z nimi na sofę i włączyłam telewizor na jakiś program. Jadłam i oglądałam jednocześnie jakieś informację, od czasu do czasu mrużyłam oczy na kilka sekund. Pomimo, że się "wysypiam" wciąż ziewam i zasypiam gdzie popadnie w dzień. Przeciągnęłam się i zmieniłam pozycje na fotelu tak, że siedziałam bokiem i nogi mi zwisały.Trochę mi zajęło zanim sobie przypomniałam, że w kuchni zostało jeszcze dwadzieścia babeczek, których i tak dzisiaj nie zjem bo jestem już napchana. Wzięłam tacę i wyszłam z nimi z pokoju. Jakoś udało mi się rozdać pięć babeczek, bo akurat jak szłam pięć osób zechciało spróbować moich wypieków no i były zadowolone. Próbowałam jednej osobie wcisnąć piętnaście pozostałych, ale podziękowała i szybko się ulotniła. No cóż chyba złożę po raz drugi wizytę Zanderowi i poczęstuje go. Gdy znalazłam się przed jego drzwiami i już miałam pukać drzwi same się otworzyły, a w nich stał nikt inny tylko Zander. Chyba gdzieś wychodził...a może wiedział, że przyjdę?
- Stefka? - spytał zaskoczony, ale już mogłam wiedzieć że nie spodziewał się mnie
- Głodny? - uniosłam tackę z babeczkami do góry
<Zander :v?>
- O co ja cię chciałam zapytać hmmm... zaraz sobie przypomnę... O! Już wiem! - zawołałam - Kim była ta dziewczyna z wcześniej? Znajoma? Przyjaciółka? Dziewczyna? - przeniosłam się obok chłopaka i przysunęłam się bliżej niego uśmiechając się
- Brzmisz jakbyś była zazdrosna! To była moja ... - przez chwilę się zawahał - siostra
Jego siostra...zaczęłam to sobie powtarzać w myślach, gdy obróciłam się i zerknęłam z powrotem na półkę na której było to zdjęcie. Jeśli dobrze pamiętam tamta dziewczyna była podobna do tej ze zdjęcia, tyle że chyba była na nim młodsza. To skoro oni są rodzeństwem to ten niski chłopak to ich brat?
- Fajna masz siostrę. Jest ładna, podobna jest do ciebie - uśmiechnęłam się do niego i podniosłam kubek w geście "Chce jeszcze"
Chłopak jedynie westchnął i wziął mój kubek udając się do kuchni. Teraz postanowiłam siedzieć, a nie dalej badać jego pokój. No niestety mój wzrok padł na laptop, który leżał pod stolikiem przede mną. Nowszy model...aż mnie korciło by załączyć go. Opamiętałam się, gdy przed oczami nagle pojawił się kubek. Uniosłam głowę do góry i zerknęłam na chłopaka lekko zaskoczona. Wzięłam od niego kubek i tym razem poczekałam, aż herbata się ostudzi. Nastała niezręczna cisza, ale chyba to mojemu towarzyszowi nie przeszkadzało.
- Masz brata? - spytałam, a Zander spojrzał na mnie zaskoczony i lekko się skrzywił
Czy temat o rodzinie wywoływał mu jakieś złe wspomnienia? Sięgnęłam po herbatę i upiłam mały łyczek dmuchając na nią.
- Wiesz, że nie ładnie myszkować po cudzym pokoju? - prychnął - Na tym zdjęciu na półce to ja z siostrą i bratem. Reachel mogłaś już zobaczyć. Jak ją spotkam przekaże jej, że powiedziałaś że jest ładna. Chwila...skoro ona jest ładna to ja też, bo jest do mnie podobna co? - wyszczerzył się do mnie
- Śnisz - pokazałam mu język i z powrotem wróciłam do picia herbaty - Masz ładne oczy i tyle...
- Możesz powtórzyć? Nie rozumiem twojego mamrotania
- Trudno... - burknęłam i odstawiłam kubek
Zostałam ponownie dźgnięta w bok na co się skuliłam i gdybym nie zdążyła ostawić kubka miałabym mokre ubranie przez rozlanie herbaty. Sięgnęłam po poduszkę, którą miałam za plecami i zamachnęłam się na chłopaka. Nawet się nie spodziewał, że zamierzam go walnąć.
- Cholera...ty mała! - fuknął - Skoro tak temat zszedł na naszą rodzinę może wreszcie ty coś powiesz, bo jak na razie setkami pytań mnie zamęczasz...
- Mama... z którą nie byłam w za dobrych kontaktach dlatego tu jestem. Ojca praktycznie nie widziałam bo ciągle pracuje, więc w opiece nade mną i dwójką mojego rodzeństwa pomagała ciocia. No mam młodszą siostrę o trzy lata i aż o osiem lat brata. Całkiem spora rodzinka co nie? - westchnęłam przeciągając się na kanapie i zamykając jedno oko - Włączysz komputer?
- Eeee...nie? - przesunął mnie bliżej oparcia, ale niestety w czasie tej "przeprowadzki" wywaliłam się na podłogę - Nie pozwalaj sobie za dużo
Zrobiłam smutną minę i rozłożyłam się na podłodze. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i zaczęłam robić zdjęcia na snapa z Zanderem w roli głównej podpisując "Zły człowiek laptopa mi nie chce dać". Wysłałam do wszystkich ludzi jakich miałam na snapie i z powrotem usadowiłam się na kanapie. Rozmowa tak jak wcześniej raz się kleiła raz nie, ale to ja zaczęłam o więcej wypytywać chłopaka. Czasami zachowywał się tak jakby mnie nie zrozumiał i nie odpowiadał na pytanie, pomimo że zapytałam na tyle by zrozumiał. Wyszło na to, że siedziałam u chłopaka prawie, że dwie godziny! To nowy rekord, gdy to nie było mnie w pokoju z powodu zaśnięcia na ławce lub wezwania przez naukowców.
- Dziękuję za gościnę, ale ja się już będę zbierać - podniosłam się z kanapy i obdarowałam chłopaka uśmiechem
- Jak chcesz możesz wpadać czasami...ale by nie męczyć mnie o włączenie komputera
- Miałam właśnie taki zamiar hihi. Jaka szkoda - podeszłam do drzwi i machając zamknęłam za sobą drzwi, od razu skierowałam się w podskokach do swojego pokoju i wywaliłam się na łóżko
Zostawiłam otwarte okno, więc pościel była chłodna i ładnie pachniała wiosną. Leżałam tak z kilka minut miętoląc i za razem wąchając poduszkę gdy usłyszałam dźwięk smsa. Nie musiałam wstawać by od razu wiedzieć kto do mnie napisał. Jedno było pewne...nie mam zamiaru odpisywać za nic w świecie. Ignorując drugi dźwięk wiadomości dalej wałkowałam się po pościeli, gdy ciszę zaprzestało moje burczenie w brzuchu. Skrzywiona podniosłam się...no tak dziś jadłam tylko śniadanie zanim wyszłam z pokoju i piłam herbatę u nowego znajomego. Szybko znalazłam się w kuchni i zaczęłam szperać w szafkach. Jedyne co znalazłam to wszystkie składniki, z których mogłam zrobić babeczki z płatkami czekolady. Takie słodkości wystarczą mi do końca dnia. Od razu zabrałam się do roboty. Jak na jedną osobę, która miała zjeść babeczki zrobiłam ich trochę za dużo, bo aż trzydzieści sztuk. Siedziałam przy piekarniku i wpatrywałam się jak ciasto rośnie, aż zaczęło się rumienić i rozbrzmiał odgłos w piekarniku, że mogę już babeczki wyciągać. Słodki zapach zaczął się roznosić po pokoju. Biorąc dziesięć sztuk przeniosłam się z nimi na sofę i włączyłam telewizor na jakiś program. Jadłam i oglądałam jednocześnie jakieś informację, od czasu do czasu mrużyłam oczy na kilka sekund. Pomimo, że się "wysypiam" wciąż ziewam i zasypiam gdzie popadnie w dzień. Przeciągnęłam się i zmieniłam pozycje na fotelu tak, że siedziałam bokiem i nogi mi zwisały.Trochę mi zajęło zanim sobie przypomniałam, że w kuchni zostało jeszcze dwadzieścia babeczek, których i tak dzisiaj nie zjem bo jestem już napchana. Wzięłam tacę i wyszłam z nimi z pokoju. Jakoś udało mi się rozdać pięć babeczek, bo akurat jak szłam pięć osób zechciało spróbować moich wypieków no i były zadowolone. Próbowałam jednej osobie wcisnąć piętnaście pozostałych, ale podziękowała i szybko się ulotniła. No cóż chyba złożę po raz drugi wizytę Zanderowi i poczęstuje go. Gdy znalazłam się przed jego drzwiami i już miałam pukać drzwi same się otworzyły, a w nich stał nikt inny tylko Zander. Chyba gdzieś wychodził...a może wiedział, że przyjdę?
- Stefka? - spytał zaskoczony, ale już mogłam wiedzieć że nie spodziewał się mnie
- Głodny? - uniosłam tackę z babeczkami do góry
<Zander :v?>
wtorek, 25 sierpnia 2015
Od Stefki - C.D Zandera
- Grrrr - prychnęłam wpatrując się na wyższego osobnika, który wpatrywał się we mnie pytającym wzrokiem
On to może się zamyślać i mnie ignorować phi. Mogłabym teraz na złość zignorować go, ale Zander znów by dźgał mnie chcąc zwrócić na siebie moją uwagę jak i chciałam się dowiedzieć więcej o tej osobie, która miała ze sobą eskortę. Musieli się znać, bo ja będąc na miejscu chłopaka do pierwszej lepszej osoby bym tak nie podskoczyła by ją ratować. Skrzyżowałam ręce na piersiach i gdy miałam powtórzyć to co mówiłam wcześniej do chłopaka zza drzwi usłyszałam swoje nazwisko. Westchnęłam niezadowolona, że ktoś mi przerywa ale mówi się trudno. Nie chce się jakoś sprzeciwiać tu nikomu by polecieć pierwsza na odstrzał. Pasuje mi to, że mam tu wszystko co mi jest do szczęścia potrzebne...no prawie wszystko. Odwróciłam się plecami do chłopaka i już miałam udać się do pomieszczenia, z którego mnie wołano gdy na ramieniu poczułam dłoń. Wzdrygnęłam się odruchowo przystając w miejscu i spojrzałam przez ramię w czarne oczy chłopaka. Przecież on przed chwilą miał złote, co jest grane...
- Nie zwracaj uwagi na moje oczy - westchnął i w tym samym momencie jego oczy przybrały pierwotną barwę, a ja otworzyłam buźkę zachwycona tą umiejętnością - Czekaj...co ty robisz?
- Też chce zmieniać kolor oczu...najlepiej żeby jedno było niebieskie, a drugie czerwone - powiedziałam mrużąc oczy i przyciskając ręce do głowy - Ugh...nie działa. Rozumiem, że to jakaś specjalna umiejętność... - chłopak przytaknął - Ale fajnie!... - w tym samym momencie chłopak zatkał mi ręką usta, a ja po raz kolejny obdarowałam go wściekłym wzrokiem
- Nie spowiadaj się tym w fartuszkach zbytnio, bo wykorzystają to przeciwko tobie - cofnął rękę i poklepał mnie po głowie
- Stefania Nowak! - ponownie rozbrzmiał z pokoju głos mężczyzny
- Już idę! - odkrzyknęłam i poprawiając rozczochraną fryzurę krótko pomachałam mojemu pierwszemu znajomemu (jeśli mogę go tak nazwać) i zniknęłam za przesuwanymi drzwiami
Czułam się tutaj normalnie jak na jakimś przesłuchaniu. Jedyne co mnie denerwowało w gadaniu z jednym z mężczyzn ubranym na biało, było to że mówił do mnie niezrozumiałe rzeczy. Teraz jakieś wytłumaczenie na dolnej karcie by mi się przydało a tu guzik. Powoli zasypiałam przez to jego ciągłe paplanie, od czasu kiwałam głową od niechcenia by było, że go słucham...nie chciałam by się powtarzał.
- Zaprezentuj swoje umiejętności, które zyskałaś z Arcaną... - rozbudzona rozszerzyłam zaskoczona w oczy wpatrując się w mężczyznę, a ten chyba zauważył że nie słuchałam i zacząwszy mamrotać coś pod nosem sięgnął do szafki - No pokażesz wreszcie swoje umiejętności? - uniósł brew, jak widać nie tylko ja zaczynałam się niecierpliwić
Zeszłam z krzesła i jak gdyby nic zmaterializowałam swój ukochany miecz z jednej z gier i zamachnęłam się nim, dało się usłyszeć gwizdnięcie jak ostrze przecinało powietrze. Mężczyzna rozbawiony wpatrywał się we mnie, no może nie mam specjalnych umiejętności jak niewidzialność, kule ognia czy chodzenie do góry nogami, ale ta jedna z danych mi umiejętności odpowiadała i byłam z niej bardzo zadowolona. Ciekawe jakby ten facet wyglądał jakbym rzuciła w jego stronę miecz i nagle został przygwożdżony do podłogi przez jego ciężar. No może się przekonajmy. Zamyślona stałam tak przez chwilę aż wreszcie podrzucając miecz do góry skierowałam go w stronę naukowca i gdy ten chwycił za jego rękojeść wylądował na ziemi. Nagle uśmiech z jego twarzy znikł i zastąpiło go wielkie zaskoczenie.
- Pomijając to, że mogę zmaterializować dowolną broń z dowolnej gry i jestem w stanie jej używać również mogę dowiedzieć się co tam trzymasz w tym sejfie otwierając go - wyszczerzyłam się do mężczyzny wróciłam na krzesło i jak mały dzieciak zaczęłam machać nogami - Wiesz, rozwijanie skilli się opłaciło - przeciągnęłam się i ziewnęłam
Poczekałam aż mężczyzna pod dźwignie się i odda mi moją własność, a zajęło mu to z około dziesięć minut. No ja tu zaraz zasnę...
- Dziękuję - powiedziałam wreszcie gdy chwyciłam za miecz, który po chwili rozpadł się na miliony kryształków [wyczuwasz SSAŁO? No i brawo :v] - O! Zapomniałam o najważniejszym. Mogę się teleportować do miejsca, w którym przynajmniej raz byłam hihi - klasnęłam w ręce
- Tak...tak. Na dziś tyle wystarczy - westchnął mężczyzna i machnął ręką w geście bym sobie poszła
Gdy się odwrócił pokazałam mu język i zeskoczyłam z krzesła kierując się w stronę drzwi. No tak...Zander też po coś miał tu przyjść, więc nic dziwnego że zniknął. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Recepcja, sofy, toalety...recepcja, sofy, toalety i inne pokoje...re...AUTOMATY Z PICIEM! Od razu podbiegłam do jednego z automatów i twarzą przyczepiłam się do szyby, która dzieliła mnie z Pepsi. Nie miałam żadnych monet przy sobie...no dobra miałam, ale może bym jeszcze pokazała jakieś umiejętności.
- A kto Pepsi za darmo ma? Ja! - zawołałam śmiejąc się i po chwili sięgnęłam po puszkę, która zleciała na dół
Z napojem przeniosłam się na pufy i czekałam, aż pojawi się moja pierwsza zaznajomiona osóbka. Właściwie wiem tylko, że jest płci mniej pięknej, ma na imię Zander i jego oczy zmieniają kolor. No niby coś tam wiem, ale nie za dużo. Gdy wypiłam zawartość puszki odstawiłam ją na stolik i przymknęłam oczy, krótka drzemka nie zaszkodzi jeśli nie zmieni się w drzemkę półtorej godzinną.
- Hę? - odwróciłam głowę w prawo i jeszcze zaspana poleciałam twarzą prosto na drugie miejsce koło mnie - Dzień dobry... - powiedziałam ziewając i podpierając się spojrzałam na postać, która mnie szturchnęła przez co się zbudziłam - Ile ty masz lat? - ziewnęłam przeciągając się i przenosząc się do pozycji siedzącej - Chce wiedzieć dokładnie czy mam się do ciebie zwracać Pan Zander czy elo pedzio...bo już nie jednego młodego dziadygę widziałam, który jest po osiemdziesiątce.
<Zander?>
On to może się zamyślać i mnie ignorować phi. Mogłabym teraz na złość zignorować go, ale Zander znów by dźgał mnie chcąc zwrócić na siebie moją uwagę jak i chciałam się dowiedzieć więcej o tej osobie, która miała ze sobą eskortę. Musieli się znać, bo ja będąc na miejscu chłopaka do pierwszej lepszej osoby bym tak nie podskoczyła by ją ratować. Skrzyżowałam ręce na piersiach i gdy miałam powtórzyć to co mówiłam wcześniej do chłopaka zza drzwi usłyszałam swoje nazwisko. Westchnęłam niezadowolona, że ktoś mi przerywa ale mówi się trudno. Nie chce się jakoś sprzeciwiać tu nikomu by polecieć pierwsza na odstrzał. Pasuje mi to, że mam tu wszystko co mi jest do szczęścia potrzebne...no prawie wszystko. Odwróciłam się plecami do chłopaka i już miałam udać się do pomieszczenia, z którego mnie wołano gdy na ramieniu poczułam dłoń. Wzdrygnęłam się odruchowo przystając w miejscu i spojrzałam przez ramię w czarne oczy chłopaka. Przecież on przed chwilą miał złote, co jest grane...
- Nie zwracaj uwagi na moje oczy - westchnął i w tym samym momencie jego oczy przybrały pierwotną barwę, a ja otworzyłam buźkę zachwycona tą umiejętnością - Czekaj...co ty robisz?
- Też chce zmieniać kolor oczu...najlepiej żeby jedno było niebieskie, a drugie czerwone - powiedziałam mrużąc oczy i przyciskając ręce do głowy - Ugh...nie działa. Rozumiem, że to jakaś specjalna umiejętność... - chłopak przytaknął - Ale fajnie!... - w tym samym momencie chłopak zatkał mi ręką usta, a ja po raz kolejny obdarowałam go wściekłym wzrokiem
- Nie spowiadaj się tym w fartuszkach zbytnio, bo wykorzystają to przeciwko tobie - cofnął rękę i poklepał mnie po głowie
- Stefania Nowak! - ponownie rozbrzmiał z pokoju głos mężczyzny
- Już idę! - odkrzyknęłam i poprawiając rozczochraną fryzurę krótko pomachałam mojemu pierwszemu znajomemu (jeśli mogę go tak nazwać) i zniknęłam za przesuwanymi drzwiami
Czułam się tutaj normalnie jak na jakimś przesłuchaniu. Jedyne co mnie denerwowało w gadaniu z jednym z mężczyzn ubranym na biało, było to że mówił do mnie niezrozumiałe rzeczy. Teraz jakieś wytłumaczenie na dolnej karcie by mi się przydało a tu guzik. Powoli zasypiałam przez to jego ciągłe paplanie, od czasu kiwałam głową od niechcenia by było, że go słucham...nie chciałam by się powtarzał.
- Zaprezentuj swoje umiejętności, które zyskałaś z Arcaną... - rozbudzona rozszerzyłam zaskoczona w oczy wpatrując się w mężczyznę, a ten chyba zauważył że nie słuchałam i zacząwszy mamrotać coś pod nosem sięgnął do szafki - No pokażesz wreszcie swoje umiejętności? - uniósł brew, jak widać nie tylko ja zaczynałam się niecierpliwić
Zeszłam z krzesła i jak gdyby nic zmaterializowałam swój ukochany miecz z jednej z gier i zamachnęłam się nim, dało się usłyszeć gwizdnięcie jak ostrze przecinało powietrze. Mężczyzna rozbawiony wpatrywał się we mnie, no może nie mam specjalnych umiejętności jak niewidzialność, kule ognia czy chodzenie do góry nogami, ale ta jedna z danych mi umiejętności odpowiadała i byłam z niej bardzo zadowolona. Ciekawe jakby ten facet wyglądał jakbym rzuciła w jego stronę miecz i nagle został przygwożdżony do podłogi przez jego ciężar. No może się przekonajmy. Zamyślona stałam tak przez chwilę aż wreszcie podrzucając miecz do góry skierowałam go w stronę naukowca i gdy ten chwycił za jego rękojeść wylądował na ziemi. Nagle uśmiech z jego twarzy znikł i zastąpiło go wielkie zaskoczenie.
- Pomijając to, że mogę zmaterializować dowolną broń z dowolnej gry i jestem w stanie jej używać również mogę dowiedzieć się co tam trzymasz w tym sejfie otwierając go - wyszczerzyłam się do mężczyzny wróciłam na krzesło i jak mały dzieciak zaczęłam machać nogami - Wiesz, rozwijanie skilli się opłaciło - przeciągnęłam się i ziewnęłam
Poczekałam aż mężczyzna pod dźwignie się i odda mi moją własność, a zajęło mu to z około dziesięć minut. No ja tu zaraz zasnę...
- Dziękuję - powiedziałam wreszcie gdy chwyciłam za miecz, który po chwili rozpadł się na miliony kryształków [wyczuwasz SSAŁO? No i brawo :v] - O! Zapomniałam o najważniejszym. Mogę się teleportować do miejsca, w którym przynajmniej raz byłam hihi - klasnęłam w ręce
- Tak...tak. Na dziś tyle wystarczy - westchnął mężczyzna i machnął ręką w geście bym sobie poszła
Gdy się odwrócił pokazałam mu język i zeskoczyłam z krzesła kierując się w stronę drzwi. No tak...Zander też po coś miał tu przyjść, więc nic dziwnego że zniknął. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Recepcja, sofy, toalety...recepcja, sofy, toalety i inne pokoje...re...AUTOMATY Z PICIEM! Od razu podbiegłam do jednego z automatów i twarzą przyczepiłam się do szyby, która dzieliła mnie z Pepsi. Nie miałam żadnych monet przy sobie...no dobra miałam, ale może bym jeszcze pokazała jakieś umiejętności.
- A kto Pepsi za darmo ma? Ja! - zawołałam śmiejąc się i po chwili sięgnęłam po puszkę, która zleciała na dół
Z napojem przeniosłam się na pufy i czekałam, aż pojawi się moja pierwsza zaznajomiona osóbka. Właściwie wiem tylko, że jest płci mniej pięknej, ma na imię Zander i jego oczy zmieniają kolor. No niby coś tam wiem, ale nie za dużo. Gdy wypiłam zawartość puszki odstawiłam ją na stolik i przymknęłam oczy, krótka drzemka nie zaszkodzi jeśli nie zmieni się w drzemkę półtorej godzinną.
- Hę? - odwróciłam głowę w prawo i jeszcze zaspana poleciałam twarzą prosto na drugie miejsce koło mnie - Dzień dobry... - powiedziałam ziewając i podpierając się spojrzałam na postać, która mnie szturchnęła przez co się zbudziłam - Ile ty masz lat? - ziewnęłam przeciągając się i przenosząc się do pozycji siedzącej - Chce wiedzieć dokładnie czy mam się do ciebie zwracać Pan Zander czy elo pedzio...bo już nie jednego młodego dziadygę widziałam, który jest po osiemdziesiątce.
<Zander?>
niedziela, 23 sierpnia 2015
Od Stefki
Po raz kolejny zarwałam noc by nabić ileś lvl pod rząd, abym mogła logować się na inne konta. Wpatrywałam się zaspanymi oczami w monitor, na którym pisało "Victor",a po bokach była animacja z trąbkami i confetti. Odetchnęłam z ulgą, że moja postać nie została zabita przez Smoczego Króla, który miał dwukrotnie większy ode mnie lvl. Wszystko dzięki mieczu, który zdobyłam zarywając dwie noce zanim zostałam wysłana do Rimear. Cofając ręce znad klawiatury zaczęłam sama sobie bić brawo, bo nikt inny nie mógł tego zrobić. No może pająki by mogły, bo one mi w ciemnych kątach pokoju pewnie towarzyszyły. Położyłam się na podłodze i wpatrywałam się w sufit. Pomimo tego, że moje oczy się zamykały nie miałam ochoty iść spać, tak naprawdę sama nie wiedziałam co zamierzam teraz robić. Noc jeszcze młoda, a lvl który nabiłam na noc dzisiejszą mi wystarczy. Przeciągnęłam się wstając z zimnej podłogi i klikając przycisk "Wyloguj" obok ikonki swojej postaci, a po chwili przycisk "Zamknij" odczekałam aż ekran komputera stanie się czarny i będę mogła zamknąć klapę. Sięgnęłam po bluzę, która przerzuciłam przez oparcie fotela i po chwili obrana w nią skierowałam się w stronę drzwi, przy których szybko założyłam kapcie z motywem kotków. Zamknęłam za sobą pokój i udałam się wzdłuż korytarza w kierunku schodów na najniższe piętro budynku. Miałam już to sprawdzone, że przed wejściem do budynku miałam najlepszy zasięg internetu. Wyjęłam telefon z kieszeni bluzy i zaczęłam przeglądać co nowego się działo na różnych portalach społecznościowych. Poczułam smutek widząc, że ominęła mnie jakaś afera ale teraz gdy już się zakończyła mogłam spokojnie wszystko czytać, bo jakbym była jej świadkiem wkurzałabym się, że cały czas mnie cofa do przodu bo jakaś osoba pisze. No jakie nudy...kłótnią to jednak nie powinnam tego nazywać. Zrezygnowana wyszłam ze strony, gdy już miałam wygasić ekran zauważyłam że ikonka wiadomości ma przy sobie jedynkę. Zaskoczona chwilę wpatrywałam się tak w ekran, aż wreszcie dotknęłam ikonki. Kolejne zaskoczenie mnie spotkało widząc, że dostałam sms'a od mamy. Nagle stęskniła się za córeczką i się pyta jak tam. Nie będę jej odpisywać, cieszę się że znalazłam się w nowym miejscu tylko minusem jest to, że mam sama odrębny pokój. Osobiście wolałabym z kimś mieszkać, żeby można było pogadać ale pamiętając o tym, że moja strefa to świętość i jej nie można przekraczać. Westchnęłam klikając zawracającą strzałkę i wpatrywałam się na ekran startowy i swoją tapetę.
- 2:45...dziękuję - usłyszałam głos po czym gwałtownie podniosłam głowę do góry i zerknęłam na swoje odbicie [stałam naprzeciwko lustra], po czym zauważyłam osóbkę która zaglądała mi przez ramię, a następnie również zerknęła na lustro - Interesująca tapeta...jakaś postać z gry to jest? - przytaknęłam równocześnie wyłączając ekran i przenosząc wzrok na postać, a raczej jak zaklęta wpatruje się w jej oczy które magicznie błyszczą w ciemności
Mam już się o coś spytać nocnego marka, a raczej przywitać się bo z chęcią poznam nowe osoby gdy nagle widzę mroczki. Pomimo, że zaczęłam mrugać obraz się ani na chwilę nie poprawia, jedyne co widzę to białe kontury, które z każdą chwilą bledną. Przechylam się w stronę lustra i powoli osuwam się na ziemie czekając aż wzrok powróci.
Ktoś coś? Płeć obojętna, chętnie popiszę :v
- 2:45...dziękuję - usłyszałam głos po czym gwałtownie podniosłam głowę do góry i zerknęłam na swoje odbicie [stałam naprzeciwko lustra], po czym zauważyłam osóbkę która zaglądała mi przez ramię, a następnie również zerknęła na lustro - Interesująca tapeta...jakaś postać z gry to jest? - przytaknęłam równocześnie wyłączając ekran i przenosząc wzrok na postać, a raczej jak zaklęta wpatruje się w jej oczy które magicznie błyszczą w ciemności
Mam już się o coś spytać nocnego marka, a raczej przywitać się bo z chęcią poznam nowe osoby gdy nagle widzę mroczki. Pomimo, że zaczęłam mrugać obraz się ani na chwilę nie poprawia, jedyne co widzę to białe kontury, które z każdą chwilą bledną. Przechylam się w stronę lustra i powoli osuwam się na ziemie czekając aż wzrok powróci.
Ktoś coś? Płeć obojętna, chętnie popiszę :v
piątek, 7 sierpnia 2015
Od Stefki - C.D Zandera
Stałam z walizką pod drzwiami pokoju, w którym miałam mieszkać. Podeszłam z kluczem do drzwi by móc je otworzyć, jednak po tym locie ręce mi się za bardzo trzęsły żebym mogła za pierwszym razem włożyć klucz do zamka. Przez chwile się tak męczyłam, aż wreszcie się udało. Znów usłyszałam kpiący śmiech chłopaka, ale zignorowałam go i otwarłszy drzwi wjechałam z walizką do pokoju. Odstawiłam ją tuż przy drzwiach, zdjęłam z ramienia torbę i powiesiłam ją na wieszaku. Westchnęłam z ulgą, że nie musiałam jeszcze chodzić po ciemnych uliczkach i wyczekując jakiejś żywej duszy, bo gdyby nie dobry człowiek, który był czarnowłosy albo bym dalej się pląsała nocą po dworze, albo zasnęła wtedy na tej ławce i tak spędziła swoją pierwszą noc w tym ośrodku. Zdjęłam z siebie brązową kurtkę i powiesiłam koło torby. Stanęłam przed lustrem zagarniając włosy do tyłu. Jako iż miałam zajęte rączki poradziłam sobie ustami zdejmując gumkę z nadgarstka. Robiąc "kucyka" nawet nie zauważyłam, że mam cały czas otwarte drzwi od pokoju, a w nich stoi chłopak i wpatruje się we mnie rozbawiony. Spięłam szybko gumką włosy i odwróciłam się do niego zezłoszczona, że nadal tu stoi i się wprasza, bo już jedną nogą stał w pokoju.
- Właściwie to jak ty się nazywasz? - spytałam przeciągając się i ziewając
- Zander
- A więc Zander, dziękuje ci za pomoc i za ten lot, ale chciałabym się przygotować do snu, więc sobie idź - podeszłam do drzwi i je popchnęłam, a te z hukiem się zatrzasnęły przed chłopakiem, który w ostatniej chwili cofnął nogę.
Przeciągnęłam się po raz kolejny i z niechęcią podeszłam do walizki by rozpakować swoje rzeczy. Zaczęłam od ubrań, które szybko znalazły się w szafie, a skończyłam na otwarciu torby i wyjęciu konsoli i laptopa. Przejechałam palcem po Stefanie i podłączyłam go do laptopa. No już jakoś w pół godziny rozpakowałam się szybko i usiadłam na fotelu nakrywając na siebie zielony koc w fioletowe kwiatki. Zdjęłam buty rzucając je na podłogę. Mogłam spokojnie wstać i udać się do łóżka, ale w domu byłam przyzwyczajona spać na fotelu no i trzeba tradycje dalej ciągnąć. Przyciągnęłam nogi do siebie i o dziwo jak na siebie bardzo szybko zasnęłam. Nawet jak byłam zmęczona trudno było mi zasnąć, kręciłam się w fotelu i po jakiś dwudziestu minutach zasypiałam. Przyciągnęłam pod twarz koc na śpiąco i przekręciłam głowę na lewo.
~~~
Otworzyłam zaspane oczka słysząc stukanie kropel deszczu o parapet. Poranny wiosenny deszczyk, dzień miło się zapowiada. Tak, lubiłam gdy padał deszcz w ciepłe dni takie jak ten. Słońce dawało mi znaki o sobie rażąc mnie w oczy. Nakryłam na głowę koc i jeszcze chwilę tak skulona siedziałam na fotelu, jednak musiałam oznajmić komuś, że dotarłam na miejsce nie wyrządzając szkód. Uniosłam ręce do góry w celu przeciągnięcia się i szybko udałam się po jakieś ubrania. Trzymając wszelkie potrzebne rzeczy do porannej toalety weszłam do łazienki. Nie używam specjalnie jakiś kosmetyków, jedynie maluje rzęsy więc raz ciach wyszłam z łazienki mając spięte czarnymi gumkami włosy w dwa kucyki, ubrana w miętową koszulkę i krótkie spodenki dżinsowe. Podeszłam do fotela i siadając na nim założyłam trampki - te same, które w nocy rzuciłam w kąt. Biorąc mniejszą torbę, w której miałam potrzebne dokumenty zamknęłam drzwi i zeszłam na parter po schodach. Pchnęłam za szklane wejściowe drzwi i już po chwili znalazłam się na dworze. Kilka kropel skapnęło z dachu na mój nos. No tak, ciągle pada ale coraz mniej. Zeszłam po schodach i zaczęłam się kierować wzdłuż alejki z drzewami. Zanim jeszcze znaleźliśmy się wczoraj przed drzwiami pokoju, chłopak powiedział mi jak trafić do biura i że mam nie robić kłopotów, bo ludzie w białych fartuchach zwani naukowcami nie byli dość wyrozumiali dla nas, ludzi z Arcanami nazywanymi przez naukowców projektami. Idąc ścieżką wpatrywałam się jak ostatnie krople deszczu lądują w kałużach.
Długo nie musiałam czekać aż na niebie pojawi się tęcza. Ale nie miałam czasu na oglądanie widoków, miałam podać papiery a już było po dwunastej. Słonce dawało się we znaki, cały czas musiałam zasłaniać oczy ręką bo nic nie widziałam. Na rozdrożu skręciłam w prawo i idąc jeszcze kilka minut znalazłam się przed szklanym budynkiem. Zaskoczyła mnie jego budowa. Już z daleka mogłam zauważyć jaki był okazały, aż z wrażenia otworzyłam buzię. Wchodząc od środka gwałtownie chciałam wyjść widząc jaka jest kolejka przede mną. Jakbym była w maku, gdy jest wycieczka czy też w Biedronce, gdy jest czynna jedna kasa, a już zamykają jednak wciąż jest dużo ludzi. Stanęłam za jakąś wyższą ode mnie postacią, która mogła mierzyć dwa metry. Czekałam z dziesięć minut i po raz kolejny się zdziwiłam widząc jak szybko poszło i już ja stałam przy okienku. Wyciągnęłam wszelkie papiery i podałam kobiecie, która oddając mi część z kartek miło mnie przywitała. Nie wiedziałam co mam o tych ludziach sądzić co są ubrani na biało. Jedni byli mili, a drudzy nie. Będąc nadal w biurze oparłam się o ścianę i westchnęłam. Jednak jeszcze coś miałam zrobić i miałam czekać aż ktoś się po mnie zgłosi. Może jakieś gratisy chcą mi dać? Stałam tak czekając, gdy nagle usłyszałam krótkie "Cześć" przy uchu. Wzdrygnęłam się, a papiery które trzymałam w ręce wylądowały na podłodze, a ja omal nie krzyknęłam. Od razu przykucnęłam by je pozbierać, po chwili zerkając na tego kto mnie przestraszył. Zander? A po co on tu przyszedł? Podniosłam się z podłogi i z powrotem stanęłam przy ścianie ignorując chłopaka.
- Już nie potrzebujesz pomocy to możesz mnie ignorować? - spytał oburzony dźgając mnie w bok, a ja lekko się skuliłam
- Jakoś tak wyszło - powiedziałam przystawiając kartki do twarzy i zerkając na postać stojącą obok - Na kogoś czekasz? - spytałam rozglądając się wokół
<Zander?>
- Właściwie to jak ty się nazywasz? - spytałam przeciągając się i ziewając
- Zander
- A więc Zander, dziękuje ci za pomoc i za ten lot, ale chciałabym się przygotować do snu, więc sobie idź - podeszłam do drzwi i je popchnęłam, a te z hukiem się zatrzasnęły przed chłopakiem, który w ostatniej chwili cofnął nogę.
Przeciągnęłam się po raz kolejny i z niechęcią podeszłam do walizki by rozpakować swoje rzeczy. Zaczęłam od ubrań, które szybko znalazły się w szafie, a skończyłam na otwarciu torby i wyjęciu konsoli i laptopa. Przejechałam palcem po Stefanie i podłączyłam go do laptopa. No już jakoś w pół godziny rozpakowałam się szybko i usiadłam na fotelu nakrywając na siebie zielony koc w fioletowe kwiatki. Zdjęłam buty rzucając je na podłogę. Mogłam spokojnie wstać i udać się do łóżka, ale w domu byłam przyzwyczajona spać na fotelu no i trzeba tradycje dalej ciągnąć. Przyciągnęłam nogi do siebie i o dziwo jak na siebie bardzo szybko zasnęłam. Nawet jak byłam zmęczona trudno było mi zasnąć, kręciłam się w fotelu i po jakiś dwudziestu minutach zasypiałam. Przyciągnęłam pod twarz koc na śpiąco i przekręciłam głowę na lewo.
~~~
Otworzyłam zaspane oczka słysząc stukanie kropel deszczu o parapet. Poranny wiosenny deszczyk, dzień miło się zapowiada. Tak, lubiłam gdy padał deszcz w ciepłe dni takie jak ten. Słońce dawało mi znaki o sobie rażąc mnie w oczy. Nakryłam na głowę koc i jeszcze chwilę tak skulona siedziałam na fotelu, jednak musiałam oznajmić komuś, że dotarłam na miejsce nie wyrządzając szkód. Uniosłam ręce do góry w celu przeciągnięcia się i szybko udałam się po jakieś ubrania. Trzymając wszelkie potrzebne rzeczy do porannej toalety weszłam do łazienki. Nie używam specjalnie jakiś kosmetyków, jedynie maluje rzęsy więc raz ciach wyszłam z łazienki mając spięte czarnymi gumkami włosy w dwa kucyki, ubrana w miętową koszulkę i krótkie spodenki dżinsowe. Podeszłam do fotela i siadając na nim założyłam trampki - te same, które w nocy rzuciłam w kąt. Biorąc mniejszą torbę, w której miałam potrzebne dokumenty zamknęłam drzwi i zeszłam na parter po schodach. Pchnęłam za szklane wejściowe drzwi i już po chwili znalazłam się na dworze. Kilka kropel skapnęło z dachu na mój nos. No tak, ciągle pada ale coraz mniej. Zeszłam po schodach i zaczęłam się kierować wzdłuż alejki z drzewami. Zanim jeszcze znaleźliśmy się wczoraj przed drzwiami pokoju, chłopak powiedział mi jak trafić do biura i że mam nie robić kłopotów, bo ludzie w białych fartuchach zwani naukowcami nie byli dość wyrozumiali dla nas, ludzi z Arcanami nazywanymi przez naukowców projektami. Idąc ścieżką wpatrywałam się jak ostatnie krople deszczu lądują w kałużach.
Długo nie musiałam czekać aż na niebie pojawi się tęcza. Ale nie miałam czasu na oglądanie widoków, miałam podać papiery a już było po dwunastej. Słonce dawało się we znaki, cały czas musiałam zasłaniać oczy ręką bo nic nie widziałam. Na rozdrożu skręciłam w prawo i idąc jeszcze kilka minut znalazłam się przed szklanym budynkiem. Zaskoczyła mnie jego budowa. Już z daleka mogłam zauważyć jaki był okazały, aż z wrażenia otworzyłam buzię. Wchodząc od środka gwałtownie chciałam wyjść widząc jaka jest kolejka przede mną. Jakbym była w maku, gdy jest wycieczka czy też w Biedronce, gdy jest czynna jedna kasa, a już zamykają jednak wciąż jest dużo ludzi. Stanęłam za jakąś wyższą ode mnie postacią, która mogła mierzyć dwa metry. Czekałam z dziesięć minut i po raz kolejny się zdziwiłam widząc jak szybko poszło i już ja stałam przy okienku. Wyciągnęłam wszelkie papiery i podałam kobiecie, która oddając mi część z kartek miło mnie przywitała. Nie wiedziałam co mam o tych ludziach sądzić co są ubrani na biało. Jedni byli mili, a drudzy nie. Będąc nadal w biurze oparłam się o ścianę i westchnęłam. Jednak jeszcze coś miałam zrobić i miałam czekać aż ktoś się po mnie zgłosi. Może jakieś gratisy chcą mi dać? Stałam tak czekając, gdy nagle usłyszałam krótkie "Cześć" przy uchu. Wzdrygnęłam się, a papiery które trzymałam w ręce wylądowały na podłodze, a ja omal nie krzyknęłam. Od razu przykucnęłam by je pozbierać, po chwili zerkając na tego kto mnie przestraszył. Zander? A po co on tu przyszedł? Podniosłam się z podłogi i z powrotem stanęłam przy ścianie ignorując chłopaka.
- Już nie potrzebujesz pomocy to możesz mnie ignorować? - spytał oburzony dźgając mnie w bok, a ja lekko się skuliłam
- Jakoś tak wyszło - powiedziałam przystawiając kartki do twarzy i zerkając na postać stojącą obok - Na kogoś czekasz? - spytałam rozglądając się wokół
<Zander?>
czwartek, 6 sierpnia 2015
Od Stefki
Czarne auto jak szybko przyjechało tak szybko odjechało. Nawet nie zdążyłam się z rodziną pożegnać. Przecież zostaje tu prawdopodobnie do końca życia, a czułam się jakbym była na wakacjach. Stałam z walizką i z torbą przepasaną na ramieniu, a w ręce trzymałam coś na styl mapy. Niby wszystko wyjaśnione, ale co tu ukrywać...nic a nic nie rozumiałam z tego skrawka papieru, który mogłabym dać komuś by się podtarł. Mrucząc pod nosem zaczęłam zgniatać "mapę". Przynajmniej zostałam tu podwieziona jak normalny człowiek, a nie spakowana do ciężarówki. Jacyś dwaj starsi mężczyźni wypytywali się rodziców czy aby na pewno nie wykazywałam niebezpiecznych zachowań związanych z tym, że stałam się użytkownikiem Arcany ale mama z prawdą powiedziała, że nie i pozwolili mnie tutaj samemu dowieźć. Nie spodziewałam się, że to będzie aż tak duży obszar. Ten cały ośrodek wyobrażałam sobie jak psychiatryk czy coś takiego, a tu proszę. Wszystko wygląda na takie bardzo nowoczesne i nowe, chociaż zapewne budowla ma kilka lat i nadal wygląda jak nowa dzięki tym ludziom ubranym na biało. Grzebiąc w kieszeni wyjęłam kartkę na której było moje zdjęcie i wszelkie dane. Jednej rzeczy nie rozumiałam, a właściwie dlaczego przy mojej nazwie było napisane "Projekt". Nie jestem żadnym projektem, tylko żywą istotą która posiadła dziwną umiejętność. Obym nie skończyła jak króliczki, które testują kosmetyki. Coś ta przygoda nie za bardzo mi się widzi. Zrezygnowanie pociągnęłam za sobą walizkę i przeszłam obok czegoś w rodzaju bramki przygranicznej. Teraz to powinnam znaleźć jakąś żywą duszę, bo już dawno jest noc a ja sama się włóczę po uliczkach. Na jednym z budynków był wyświetlony hologram z napisem jaka jest pora roku, godzina i temperatura. Wpatrywałam się w po kolei budynki, które dawały światło i szłam cały czas oświetloną uliczką. Pogłaskałam torbę mówiąc w myślach "Już zaraz was wyjmę". Coraz bardziej przestawało mi się tu podobać, za cicho było. Cały czas prosiłam by kogoś spotkać, a jedynie to wystraszyłam się kota, który przeleciał pod moimi nogami. Wredny sierściuch. Miałam ochotę wywalić mu z buta, ale ten już zniknął w jakiś krzakach, a nie będę za nim łaziła by kopnąć go tylko. Nawet nie ruszyłam dalej gdy usłyszałam jakieś głośne radosne krzyki.
- Wreszcie ludzie! - zawołałam sama do siebie i chwyciłam mocniej walizkę
Przeszłam może dwie uliczki i w tym samym momencie co przystanęłam moja radość całkowicie odfrunęła. Brakowało mi tutaj nawalonych ludzi, którzy podtrzymują się na sobie a i tak zaraz każdy z nich się wywali.
- Diefinko! - rzucił jeden machając do mnie rękami, jednak ja gwałtownie odbiegłam i tyle po mnie było
Ciekawe gdzie podziewali się ci, którzy chcieli mnie do ciężarówki wsadzić. Gdy teraz ich potrzebowała nagle wyparowali i jedynie spotkałam kota oraz grupkę napitych ludzi. Odliczyłam w myślach od trzech do zera gdy rozeszło się głośne wołanie "Wstawaj!". No ktoś zaliczył glebę. Udałam się dalej ciągnąc tobołek i spoglądając na kolejne budynki. Czułam się tu jak w przyszłości. Nie licząc tego, że mieli mnie w dupie i było ciemno, spotkałam pijaków i wystraszyłam się kota zaczynało mi się tu podobać. Może będą mieli jakieś nowe gry?! Przepiękna wizja pojawiła się w mojej głowie jak to mam zapełniony pulpit, zakładki internetowe i półkę różnymi grami. Chyba trafiłam do raju. Ale teraz bardziej od grania chciałam trafić do łóżka i iść spać, a nie włóczyć się w poszukiwaniu kogoś kto mi wskażę drogę lepiej niż ta mapa, z której nic nie rozumiałam, a gdy mi ją dali potakiwałam głową, że wszystko idealnie rozumiem. Może by mi dali przewodnika, gdybym nie rozumiała...ale i tak jakbym chciała spojrzeć na mapę dawno wylądowała w śmietniku na początku mojej wędrówki. Fakt, mogę się cofnąć teleportując się, ale chce już dotrzeć do swojego pokoju. Tym razem skręciłam w jedną z ciemniejszych uliczek, która wyprowadziła mnie na jakieś alejki z drzewami. Wyszłam na teren poza miasta tego ośrodka czy co? Wszystko tak tu ładnie wyglądało i była ładna ławka. Nie czekając długo usiadłam na niej. No trudno, chyba dzisiaj muszę tutaj nocować. Rozłożyłam się na ławce zostawiając koło niej i torbę, i walizkę. Przymknęłam oczy, gdy nagle mignęło mi coś przed oczami. Zignorowałam to coś za pierwszym razem, jednak po kilku minutach podniosłam głowę i wpatrywałam się jak ruchomy obiekt coraz dalej się oddala. Przecierając oczy mogłam stwierdzić, że to człowiek. No dobra, może jakiś miejscowy co mi pomoże. Zeszłam z ławki i chwytając podręczne bagaże zaczęłam biec w kierunku postaci. Zatrzymałam się na bezpieczną odległość od niej.
- JA NIE TUTEJSZA - krzyknęłam podbiegając do jakiejś postaci, nie wiem czy to była dziewczyna czy chłopak bo widziałam tył pleców i było ciemno - ROZUMIESZ CO MÓWIĘ? - zaczęłam machać rękami, a postać się odwróciła
Nadal nie wiedziałam z kim mam do czynienia bo człowiek milczał wpatrując się we mnie spod kaptura. Zrezygnowana, że to jakiś cudzoziemiec wyjęłam z kieszeni kartkę papieru i napisałam to co wcześniej, tyle że "Rozumiesz co mówię" zmieniłam na "Umiesz to przeczytać?". Jakby jeszcze było mało, że się zgubiłam postać zaczęła się śmiać.
- I z czego rżysz - prychnęłam, zdając sobie sprawę że zrobiłam z siebie głupią
<pelerynko niewidko aka czerwony kapturku? :v>
- Wreszcie ludzie! - zawołałam sama do siebie i chwyciłam mocniej walizkę
Przeszłam może dwie uliczki i w tym samym momencie co przystanęłam moja radość całkowicie odfrunęła. Brakowało mi tutaj nawalonych ludzi, którzy podtrzymują się na sobie a i tak zaraz każdy z nich się wywali.
- Diefinko! - rzucił jeden machając do mnie rękami, jednak ja gwałtownie odbiegłam i tyle po mnie było
Ciekawe gdzie podziewali się ci, którzy chcieli mnie do ciężarówki wsadzić. Gdy teraz ich potrzebowała nagle wyparowali i jedynie spotkałam kota oraz grupkę napitych ludzi. Odliczyłam w myślach od trzech do zera gdy rozeszło się głośne wołanie "Wstawaj!". No ktoś zaliczył glebę. Udałam się dalej ciągnąc tobołek i spoglądając na kolejne budynki. Czułam się tu jak w przyszłości. Nie licząc tego, że mieli mnie w dupie i było ciemno, spotkałam pijaków i wystraszyłam się kota zaczynało mi się tu podobać. Może będą mieli jakieś nowe gry?! Przepiękna wizja pojawiła się w mojej głowie jak to mam zapełniony pulpit, zakładki internetowe i półkę różnymi grami. Chyba trafiłam do raju. Ale teraz bardziej od grania chciałam trafić do łóżka i iść spać, a nie włóczyć się w poszukiwaniu kogoś kto mi wskażę drogę lepiej niż ta mapa, z której nic nie rozumiałam, a gdy mi ją dali potakiwałam głową, że wszystko idealnie rozumiem. Może by mi dali przewodnika, gdybym nie rozumiała...ale i tak jakbym chciała spojrzeć na mapę dawno wylądowała w śmietniku na początku mojej wędrówki. Fakt, mogę się cofnąć teleportując się, ale chce już dotrzeć do swojego pokoju. Tym razem skręciłam w jedną z ciemniejszych uliczek, która wyprowadziła mnie na jakieś alejki z drzewami. Wyszłam na teren poza miasta tego ośrodka czy co? Wszystko tak tu ładnie wyglądało i była ładna ławka. Nie czekając długo usiadłam na niej. No trudno, chyba dzisiaj muszę tutaj nocować. Rozłożyłam się na ławce zostawiając koło niej i torbę, i walizkę. Przymknęłam oczy, gdy nagle mignęło mi coś przed oczami. Zignorowałam to coś za pierwszym razem, jednak po kilku minutach podniosłam głowę i wpatrywałam się jak ruchomy obiekt coraz dalej się oddala. Przecierając oczy mogłam stwierdzić, że to człowiek. No dobra, może jakiś miejscowy co mi pomoże. Zeszłam z ławki i chwytając podręczne bagaże zaczęłam biec w kierunku postaci. Zatrzymałam się na bezpieczną odległość od niej.
- JA NIE TUTEJSZA - krzyknęłam podbiegając do jakiejś postaci, nie wiem czy to była dziewczyna czy chłopak bo widziałam tył pleców i było ciemno - ROZUMIESZ CO MÓWIĘ? - zaczęłam machać rękami, a postać się odwróciła
Nadal nie wiedziałam z kim mam do czynienia bo człowiek milczał wpatrując się we mnie spod kaptura. Zrezygnowana, że to jakiś cudzoziemiec wyjęłam z kieszeni kartkę papieru i napisałam to co wcześniej, tyle że "Rozumiesz co mówię" zmieniłam na "Umiesz to przeczytać?". Jakby jeszcze było mało, że się zgubiłam postać zaczęła się śmiać.
- I z czego rżysz - prychnęłam, zdając sobie sprawę że zrobiłam z siebie głupią
<pelerynko niewidko aka czerwony kapturku? :v>
Subskrybuj:
Posty (Atom)