Nie ma co, tylko pozazdrościć takiego zwierzaczka. Mówię serio, bardzo
spodobał mi się taki cienisty stworek. A gdyby jeszcze był kotem, to
chyba całkowicie bym się w nim zakochała. Takie to urocze. Poczułam się
odrobinę, kiedy towarzysz Reny zniknął. Ale wciąż pozostawała mi jego
właścicielka, jeśli mogę się tak wyrazić, a to właśnie "ludzkiego"
towarzystwa szukałam.
Kiedy Rena wspomniała o nudzie, wzruszyłam bezradnie ramionami. W końcu
nic nie mogłam na to poradzić. Poza tym, jak do tej pory nie
zastanawiałam się nad wyjściem gdzieś, bo nawet nie miałam z kim. Teraz
jednak ta propozycja wydała mi się bardzo kusząca.
Zawirowałam w miejscu w parodii piruetu, wprawiając tym samym w ruch
dolną część sukienki, którą miałam na sobie. Zatrzymałam się w miejscu,
splotłam dłonie za plecami i spojrzałam z uśmiechem na nową znajomą.
- Z przyjemnością wreszcie się stąd ruszę - wyznałam zgodnie z prawdą. - Prowadź, Reira.
Dziewczyna wyszczerzyła zęby w uśmiechu i ruszyła przodem w stronę wyjścia.
- A tak przy okazji - dodałam, doganiając ją. - Opowiesz mi coś więcej o
sobie? I o swoich zwierzaczkach? Wspominałaś coś o Hekate, prawda? Jak
wygląda? To znaczy... Nie musisz odpowiadać na wszystkie pytania, wiem,
że potrafię zadawać ich więcej niż ludzie są w stanie odpowiedzieć...
Zadowolę się czymkolwiek, serio. Więc... Co powiesz mi ciekawego na swój
temat? Oczywiście mogę się później odwdzięczyć tym samym, żeby nie
było.
Zaczerpnęłam głęboko powietrza po wyrzuceniu z siebie tych pytań jedno
po drugim niczym karabin maszynowy. Takie paplanie było nieodłączną
cechą mojego charakteru, więc już współczułam dziewczynie.
Spojrzałam na nią wyczekującą, bawiąc się słuchawkami jak zwykle zawieszonymi na mojej szyi.
<Rena? ^^>
poniedziałek, 19 października 2015
Od Shannon - C.D Kidy
To wcale nie jest tak, że w ogóle nie odczuwam emocji. Gdyby tak było,
byłabym bardziej Omicronem niż Deltą... A że tak nie jest, wnioskować
można że jednak coś czuję. Mimo to wszelkie uczucia wyczuwam nikle: mam
świadomość np. złości, ale niezbyt moje ciało ją w jakiś sposób wyraża.
Czuję tyle ile mniej więcej czuje się kiedy dużo kurzu dotyka ciała.
Czyli mało.
A propos kurzu, znajdowałam się w mocno zakurzonym, starym labolatorium naukowców. Pozwalali mi w nim realizować moje chemiczne zainteresowania (czyli właściwie oddali do dewastacji, nie poniżam tu swego... Ym bespiecznego hobby). Szczerze mówiąc, spędzam tu wiele czasu. W samotności, ciszy i w pełni oddając się swojej radosnej i śmierdzącej pasji. Nikt nie ma odwagi tu wchodzić ze strachu przed moją pierwszą arcaną, a raczej przed mocnym zatruciem.
W pomieszczeniu rozbrzmiewał tylko stukot opadających na podłogę moich okutych stalą butów wojskowych. Spękane ściany jęczały za każdym wywołanym przeze mnie wybuchem, a betonowa podłoga trzęsła się przy każdej możliwej okazji. Ja tymczasem wdychałam powietrze pełne chemikaliów, zapach tak miły moim nozdrzom. To było jedyne miejsce, w którym byłam w stanie czuć mocniej uczucie zwane "szczęściem". Bo szczęście to spełnianie swych pragnień i marzeń, a ja cały czas marzę tylko o oddaniu się w objęcia nauki.
Usłyszałam znajome kichnięcie, a już chwilę później nad urządzeniami labolatoryjnymi doskonale znaną mi blond czuprynę.
- Sie masz - wydukał Kida pomiędzy jednym kichnięciem a drugim.
<Kida? Kurz specjalnie for ju xD>
A propos kurzu, znajdowałam się w mocno zakurzonym, starym labolatorium naukowców. Pozwalali mi w nim realizować moje chemiczne zainteresowania (czyli właściwie oddali do dewastacji, nie poniżam tu swego... Ym bespiecznego hobby). Szczerze mówiąc, spędzam tu wiele czasu. W samotności, ciszy i w pełni oddając się swojej radosnej i śmierdzącej pasji. Nikt nie ma odwagi tu wchodzić ze strachu przed moją pierwszą arcaną, a raczej przed mocnym zatruciem.
W pomieszczeniu rozbrzmiewał tylko stukot opadających na podłogę moich okutych stalą butów wojskowych. Spękane ściany jęczały za każdym wywołanym przeze mnie wybuchem, a betonowa podłoga trzęsła się przy każdej możliwej okazji. Ja tymczasem wdychałam powietrze pełne chemikaliów, zapach tak miły moim nozdrzom. To było jedyne miejsce, w którym byłam w stanie czuć mocniej uczucie zwane "szczęściem". Bo szczęście to spełnianie swych pragnień i marzeń, a ja cały czas marzę tylko o oddaniu się w objęcia nauki.
Usłyszałam znajome kichnięcie, a już chwilę później nad urządzeniami labolatoryjnymi doskonale znaną mi blond czuprynę.
- Sie masz - wydukał Kida pomiędzy jednym kichnięciem a drugim.
<Kida? Kurz specjalnie for ju xD>
Od Kanoe - C.D Kidy
Byłam na siebie zła, że znów nie potrafiłam sprzeciwić się nowo
poznanemu chłopakowi. Myślał, że może mną rządzić i nic sobie nie
pomyślę? Moja "pewność siebie" wygasła... Ale z tym psem to wywalił, co
ja miałam wspólnego z tym wszystkim? Nic. To jego sprawa. Tak, wiem,
mogłam powiedzieć to wcześniej, że mam to gdzieś, ale coś mnie
powstrzymywało... W efekcie jestem w tym jakże dziwnym miejscu, w którym
nie powinno mnie być. Nawet nie rozumiałam, o czym temat więc tylko
założyłam nogę na nogę i oparłam się łokciem o jakiś stolik obok mojego
siedzenia. Wiem akurat to, że osoby, które się tu zebrały... Są o wiele
silniejsze niż jakaś tam niedoświadczona Arcana. Ziewnęłam przeciągle.
Absolutnie nie wiedziałam, co mam tutaj robić, i coraz bardziej
zastanawiały mnie ich dialogi a także fakt, że jeden z drugim o mało się
nie pobili. I jaki ja miałam w tym udział? Żaden. Nawet nie wiem, po co
tu jestem.
- Hej, a co ma na celu te spotkanie? - zapytałam niepewnie, ale postanowiłam się udzielić i pokazać, że nie jestem duchem. Dopiero za chwilę miałam się dowiedzieć o konsekwencjach.
- Bądź cicho, jeśli chcesz dożyć kolejnego dnia - Kida, osoba z którą tu przyszłam, uśmiechnął się chytrze jednocześnie zamykając wzrokiem moją buzię.
"Napuczyłam się" i wbiłam spojrzenie w podłogę. Cóż, wydawała mi się w tej chwili najciekawsza. Potem słyszałam już tylko niewyraźne dźwięki tego, o czym rozmawiają... Aż o uszy obił mi się niepokojący chichot Kidy. To nie mogło dobrze zwiastować z tym, że po chwili blondyn otrzymał zamaszysty cios od prawej pięści wcześniej nazwanego "Heaven'a", prosto w jego uroczą buźkę. Spojrzałam na to, aczkolwiek nie wywołało na mnie większego wrażenia. W końcu jestem tutaj tylko po to, żeby siedzieć, a nie go ubezpieczać. Nie obchodzi mnie to, co ma się zdarzyć jeszcze. Inni też jakoś niespecjalnie ich powstrzymywali.
Kida otarł zakrwawioną szczękę i gdy wydawałoby się, iż są kwita, prowokujący blondyn odwrócił się, oddając niespodziewanie równie mocny cios. Raczej nie zanosiło się na wesoły kompromis, więc po jakimś czasie wyrównania liczby zamachów po obu stronach, Heaven wykonał zwinny ruch, który zmusił Kidę do odskoczenia prosto pod moje nogi.
- Tylko na to cię stać, pączusiu? - posłał temu drugiemu prowokujący do działania uśmiech.
Aż nerwica brała, gdy pomyślało się o tym, jak ten szaro włosy podatny był na gniew, naprawdę. Chwilę później wzrok Kidy spoczął na mnie. Wow, ktoś zauważył tu Naturalną, niedoświadczoną Arcanę, która ciągle zastanawia się nad swoim sensem bycia tutaj.
- A ty? Miałaś mnie chronić... Głupia - podniósł kącik ust, wypluwając małą strużkę krwi, wydobywająca się z jego ust.
- Wybacz, próbuje tylko dożyć jutra - uśmiechnęłam się promiennie, mając na uwadze wcześniejsze, godne podziwu ostrzeżenie. - Zostanę ukarana? - ziewnęłam przeciągle, gdy w wir walki weszła jakąś baba z sąsiednich drzwi.
Zanim wyraziła swoje niezadowolenie dotyczące zaistniałej sytuacji, złapała się pod boki.
- Mam cię opatrzyć, czy jeszcze nie skończyliście udowadniać sobie swojej siły? - zaoferowałam pomoc, czekając w bezruchu na odpowiedź.
< Kida albo chopoki? >
- Hej, a co ma na celu te spotkanie? - zapytałam niepewnie, ale postanowiłam się udzielić i pokazać, że nie jestem duchem. Dopiero za chwilę miałam się dowiedzieć o konsekwencjach.
- Bądź cicho, jeśli chcesz dożyć kolejnego dnia - Kida, osoba z którą tu przyszłam, uśmiechnął się chytrze jednocześnie zamykając wzrokiem moją buzię.
"Napuczyłam się" i wbiłam spojrzenie w podłogę. Cóż, wydawała mi się w tej chwili najciekawsza. Potem słyszałam już tylko niewyraźne dźwięki tego, o czym rozmawiają... Aż o uszy obił mi się niepokojący chichot Kidy. To nie mogło dobrze zwiastować z tym, że po chwili blondyn otrzymał zamaszysty cios od prawej pięści wcześniej nazwanego "Heaven'a", prosto w jego uroczą buźkę. Spojrzałam na to, aczkolwiek nie wywołało na mnie większego wrażenia. W końcu jestem tutaj tylko po to, żeby siedzieć, a nie go ubezpieczać. Nie obchodzi mnie to, co ma się zdarzyć jeszcze. Inni też jakoś niespecjalnie ich powstrzymywali.
Kida otarł zakrwawioną szczękę i gdy wydawałoby się, iż są kwita, prowokujący blondyn odwrócił się, oddając niespodziewanie równie mocny cios. Raczej nie zanosiło się na wesoły kompromis, więc po jakimś czasie wyrównania liczby zamachów po obu stronach, Heaven wykonał zwinny ruch, który zmusił Kidę do odskoczenia prosto pod moje nogi.
- Tylko na to cię stać, pączusiu? - posłał temu drugiemu prowokujący do działania uśmiech.
Aż nerwica brała, gdy pomyślało się o tym, jak ten szaro włosy podatny był na gniew, naprawdę. Chwilę później wzrok Kidy spoczął na mnie. Wow, ktoś zauważył tu Naturalną, niedoświadczoną Arcanę, która ciągle zastanawia się nad swoim sensem bycia tutaj.
- A ty? Miałaś mnie chronić... Głupia - podniósł kącik ust, wypluwając małą strużkę krwi, wydobywająca się z jego ust.
- Wybacz, próbuje tylko dożyć jutra - uśmiechnęłam się promiennie, mając na uwadze wcześniejsze, godne podziwu ostrzeżenie. - Zostanę ukarana? - ziewnęłam przeciągle, gdy w wir walki weszła jakąś baba z sąsiednich drzwi.
Zanim wyraziła swoje niezadowolenie dotyczące zaistniałej sytuacji, złapała się pod boki.
- Mam cię opatrzyć, czy jeszcze nie skończyliście udowadniać sobie swojej siły? - zaoferowałam pomoc, czekając w bezruchu na odpowiedź.
< Kida albo chopoki? >
Od Reny - C.D. Eriki
Obejrzałam się do tyłu chcąc sprawdzić pozycję na której znajdowała się teraz Erika. Gdy z powrotem popatrzylam do przodu o mało co nie uderzyłam w drzwi. Natychmiast wyhamowałam piętami i tylko lekko się o nie obiłam. Znaczy.. Byłoby lekko,gdyby nie wpadła na mnie też Erika, to już kompletnie wytrąciło mnie z równowagi i rozplaszczyłam się na drzwiach zamykając je równocześnie. Co za tym szło również upadłam,a blondynka cudem nie upadła na mnie.
- Kuźwa - zaklęłam w myślach to przeklęte i tak zwierzę już nigdy więcej nie przyzwę go, gdy będzie o to prosił. Otarłam czerwone czoło i spojrzałam do góry. Widząc minę prpbującej opanować równowagę dziewczyny zaśmiałam się donośnie. W trakcie,gdy my sobie urządzałyśmy konkurs kto upadnie pierwszy albo kto zobaczy pierwszy czyjeś majtki Anubis już stał na końcu korytarza. Spojrzałam w jego kierunku jakbym miała go zaraz zaciumkać nożem i pokiwalam palcem,że ma do mnie przyjść.
- Chodź tutaj ty martwy kundlu! - warknęłam nieco już poirytowana. Erika spojrzała w tamtą stronę razem ze mną,a dodatkowo podeszła nieco bliżej.
- Będziesz chciała go pogłaskać? - zapytałam spoglądając na nią kątem oka - W końcu niecodzienniemozna zobaczyć TAKIE zwierzę - wyciagnęłam dłoń w kierunku czarnego psiska i pogłaskałam go po pysku. Usiadł grzecznie obok mnie. Właściwie to jak siedział.. Był mojej wielkości, takie to z niego bydle. Zresztą jak i z każdego z tych umarłych. Złapałam za dłoń Eriki ciągnąc ją do siebie, a potem dotknęłam nią głowy cienistego sierściucha.
- Zaskakująco miękki - zachwyciła się prawdziwie kucając przed Anubisem. Zwierzę polizało ją po ręce, a potem zaczęło domagać się więcej pieszczot tykając jej rękę nosem.
- Fajnie tak siedzieć sobie na holu, co nie? - zaśmiałam się,gdy i ona usiadła coraz to głębiej zapuszczając się w sierść czarnego. Ja za czasu rozciągnęłam się trochę i wreszcie wstałam pokazując tym samym,żeby i Anubis wstał. Następnie podniosła się Erika, wyglądała jak zaczarowana.
- Wiesz.. On jest pieszczochem tylko wtedy,gdy ktoś mu się spodoba - wyznalam obserwując zachowanie cienistego - I najwyraźniej jesteś jedną z tych osób, a jest ich niewiele, zdecydowanie bardziej przyjazna jest Hekate- uśmiechnęłam się na samą myśl o niej - Masz ochotę gdzieś wyjść? - zapytałam w końcu - Tutaj jestnaprawde nudno, nie rozumiem jak możecie cały czas tak siedzieć - podrapałam się poplecach, potem pstryknęłam palcami i Anubis zniknął, rozpłynął się jak we mgle pozostawiając samą Erikę.
- Właściwie to chyba mi się nie przedstawilas.. Kim właściwie jesteś? - zapytała przekręcając głowę na prawo. Wystawiłam dłoń do przodu najpoerw wyciągając jeden palec:
- Sur un.. Nowa mam na imię Rena, możesz mi mówić Reira - uśmiechnęłam się przyjaźnie - Sur deux jestem Sigmą. Miło mi - skloniłam się przed nią zamykając oczy,a gdy się podniosłam dodałam jeszcze - Teraz chyba możemy iść - wskazalam głową na wyjście.
(Erika :))))?)
- Kuźwa - zaklęłam w myślach to przeklęte i tak zwierzę już nigdy więcej nie przyzwę go, gdy będzie o to prosił. Otarłam czerwone czoło i spojrzałam do góry. Widząc minę prpbującej opanować równowagę dziewczyny zaśmiałam się donośnie. W trakcie,gdy my sobie urządzałyśmy konkurs kto upadnie pierwszy albo kto zobaczy pierwszy czyjeś majtki Anubis już stał na końcu korytarza. Spojrzałam w jego kierunku jakbym miała go zaraz zaciumkać nożem i pokiwalam palcem,że ma do mnie przyjść.
- Chodź tutaj ty martwy kundlu! - warknęłam nieco już poirytowana. Erika spojrzała w tamtą stronę razem ze mną,a dodatkowo podeszła nieco bliżej.
- Będziesz chciała go pogłaskać? - zapytałam spoglądając na nią kątem oka - W końcu niecodzienniemozna zobaczyć TAKIE zwierzę - wyciagnęłam dłoń w kierunku czarnego psiska i pogłaskałam go po pysku. Usiadł grzecznie obok mnie. Właściwie to jak siedział.. Był mojej wielkości, takie to z niego bydle. Zresztą jak i z każdego z tych umarłych. Złapałam za dłoń Eriki ciągnąc ją do siebie, a potem dotknęłam nią głowy cienistego sierściucha.
- Zaskakująco miękki - zachwyciła się prawdziwie kucając przed Anubisem. Zwierzę polizało ją po ręce, a potem zaczęło domagać się więcej pieszczot tykając jej rękę nosem.
- Fajnie tak siedzieć sobie na holu, co nie? - zaśmiałam się,gdy i ona usiadła coraz to głębiej zapuszczając się w sierść czarnego. Ja za czasu rozciągnęłam się trochę i wreszcie wstałam pokazując tym samym,żeby i Anubis wstał. Następnie podniosła się Erika, wyglądała jak zaczarowana.
- Wiesz.. On jest pieszczochem tylko wtedy,gdy ktoś mu się spodoba - wyznalam obserwując zachowanie cienistego - I najwyraźniej jesteś jedną z tych osób, a jest ich niewiele, zdecydowanie bardziej przyjazna jest Hekate- uśmiechnęłam się na samą myśl o niej - Masz ochotę gdzieś wyjść? - zapytałam w końcu - Tutaj jestnaprawde nudno, nie rozumiem jak możecie cały czas tak siedzieć - podrapałam się poplecach, potem pstryknęłam palcami i Anubis zniknął, rozpłynął się jak we mgle pozostawiając samą Erikę.
- Właściwie to chyba mi się nie przedstawilas.. Kim właściwie jesteś? - zapytała przekręcając głowę na prawo. Wystawiłam dłoń do przodu najpoerw wyciągając jeden palec:
- Sur un.. Nowa mam na imię Rena, możesz mi mówić Reira - uśmiechnęłam się przyjaźnie - Sur deux jestem Sigmą. Miło mi - skloniłam się przed nią zamykając oczy,a gdy się podniosłam dodałam jeszcze - Teraz chyba możemy iść - wskazalam głową na wyjście.
(Erika :))))?)
Subskrybuj:
Posty (Atom)