Właściwie to co ja robiłem około trzeciej u jednej z Sigm? Zadałem sobie to pytanie zaraz po tym jak zapukałem. Było już niestety za późno na wycofanie się do siebie. Zmrużyłem oczy, gdy właściciel pokoju wyszedł w szlafroczku. Oh daj Boże więcej wstrzemięźliwości! Potem naszła mnie myśl, że właściwie to dawno nie piłem krwi. Mógłbym posilić się z kogokolwiek właściwie. Z rozmyślań wytrącił mnie głos Sztucznego.
- Haloo..Po co tutaj przyszedłeś? - zapytał machając mi ręką przed twarzą. Gdy spojrzałem nieco w dół, zauważyłem, że nie był zbytnio zadowolony z tego, że odwiedzam go o tej porze. Przekręciłem głowę w prawo i obejrzałem go sobie od stóp do głowy.
- Właściwie to nie wiem.. Może chciałem dowiedzieć się czy to na pewno twój apartament - oparłem się plecami zaraz obok framugi drzwi. Przygryzłem sobie policzek od wewnętrznej strony podnosząc głowę do góry.
- Jestem trochę spragniony - mruknąłem patrząc intensywnie w sufit - Może wezmę się za Azusę..Dawno chyba ostro nie dostał..
Przez chwilę zapomniałem się, kto tu jest większy rangą. Spojrzałem ukradkiem na stojącego nadal w drzwiach chłopaka. Nie wyglądał mi na starszego, chociaż może to i przez ten wzrost.. Chociaż właściwie to ja byłem bardzo wysoki, a nie wszyscy niscy. Dostrzegłem zaczerwienienie na jego policzkach.
- Masz gorączkę, Panie Sigmo? - zapytałem odpychając się od ściany. Zrobił dziwną minę i popatrzył gdzie indziej jakby nie wiedział co powiedzieć. Czerwienił się jak mała dziewczynka. Wyciągnąłem dłoń z krzyża na piersi i dotknąłem jego czoła. No nie było gorące.
- Co ty sobie myślisz, mówiąc takie dziwne rzeczy na głos? - zapytał speszony. Odsunąłem głowę do tyłu jak zdziwiony koń i zrobiłem minę głupka.
- Hm..Nie uważam, żebym powiedział coś nie tak - zaśmiałem się zdając sobie sprawę jak to mogło zabrzmieć - Piję krew.. Wiesz, zupełnie jak wampir - poruszyłem palcami jak w jakimś strasznym filmie, gdy opowiada się paranormalną historię. Zaraz po tym jak powiedziałem wampir, coś za mną strzeliło i sekundę potem cały korytarz był już skąpany w mroku, a jedynym światłem było to księżyca wchodzące przez małe okienka. Zaśmiałem się upiornie, hu hu hu...
- No teraz to już jest kompletnie jak w horrorze.. - zkwitowałem przerywając ciszę panującą między nami - No dobra, ja wracam do swojego pokoju, a ty..A Pan, Panie Sigmo niech sobie siedzi tutaj spokojnie na tyłeczku opatulonym w ten śliczny szlafroczek...Chociaż lepiej by było, gdyby nie było tego szlafroczka, ale nie wszystkie życzenia się spełniają - poklepałem go po ramieniu, ale zanim zdążyłem sobie odejść to poczułem rękę na swojej. Usłyszałem tylko "Jeszcze nie trafisz i co wtedy.. Wejdź do środka", a potem pociągnął mnie delikatnie do siebie. Jeju..I co ja biedny teraz zrobię..Oj, Oj.. Ja biedny..W pokoju także zabrakło prądu więc prowadził mnie po omacku, aż nie walnęliśmy w jakiś mebel..A dokładniej ja nie walnąłem się nogą o stolik.
- Kuźwa.. - warknąłem łapiąc się za nogę. Rozsmarowałem bolące miejsce, a potem usiadłem na kanapie, którą wymacałem..Gdy już się przyzwyczaiłem, widziałem chociaż jakieś zarysy wszystkich mebli, a potem również i sylwetkę Pana Sigmy.
- Czemu tak stoisz? - zapytałem. Zauważyłem,że chyba zaczął się trząść. - Te.. Panie Sigmo - mruknąłem łapiąc go za rękę - Nie mów,że taki wielki pan boi się ciemności - zaśmiałem się. Usłyszałem warknięcie z jego strony, to było coś podobnego do "głupiego pojebusa". Zaśmiałem się głośniej, a potem jeszcze dodatkowo pociągnąłem go do siebie, żeby usiadł... Hah, może i mi się oberwie ale no jak się boi to co.
- Wujcio Rene cię obroni - powiedziałem czule, gdy usiadł obok mnie na kanapie. Potem słyszałem jeszcze tylko jakieś ciche pomrukiwania i w końcu spokojny oddech śpiącego. Odleciał na dobre, a ja będę teraz robił za Matkę Teresę i siedział przez całą noc jak taki dureń.
(Reiko?)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rene. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rene. Pokaż wszystkie posty
sobota, 19 września 2015
czwartek, 20 sierpnia 2015
Od Rene - C.D Riuki'ego
Mój braterski instynkt (heeeh :3 ) poinformował mnie, że coś było nie tak.. Coś nie tak z moim kochanym braciszkiem. Podniosłem się z łóżka i tak jakby nigdy nic wyszedłem z mojego apartamentu kierując się do jego. Wcześniej jeszcze narzuciłem na siebie jakąś koszulkę, żeby nie paradować jedynie w bokserkach po korytarzach..Nie wiadomo jacy zboczeńcy (oprócz mnie) tu chodzą. Gdy byłem już pod jego drzwiami, usłyszałem jakieś dziwne dźwięki. Odróżniłem w nich na pewno głos Cini, ale Riukiego jakoś nie usłyszałem. Wszedłem tam bez zastanowienia zamykając drzwi za sobą. Od razu poczułem jakąś dziwną atmosferę, gdy tylko przekroczyłem próg drzwi. Zobaczyłem jego siedzącego na podłodze, a Cinia klęczała obok niego z twarzą zakrytą przez grzywkę. Wyraziłem swoją opinię na jej temat i tego co się stało, nie spotkałem jednak żadnej odpowiedzi ani niczego z tych rzeczy. Podniosłem Riukiego do góry i usiadłem z nim na łóżku. Zakryłem mu oczy dłonią i delikatnie otarłem z łez jego policzki. Nie zdało się to na wiele, ponieważ i tak zaraz zrobiły się mokre jakby włożył go kto do basenu i porządnie wymoczył. Usłyszałem jakieś mamrotanie w moim kierunku. Najprawdopodobniej mówił, żebym nie był za ostry dla Cini, a potem odpłynął. Spojrzałem na jego bezwładne ciało, a potem ułożyłem je na łóżku w miarę możliwości. Kiwnąłem do Cini, żeby pomogła mi go okryć kołdrą jakkolwiek. Potem wyszedłem z nią na chwilę do innego pokoju.
- Cinia.. Co ty mu zrobiłaś? - zapytałem patrząc na nią z wyrzutem. Głowę trzymała przez cały czas w dole obserwując dokładnie swoje stopy. Zachowywała się zupełnie tak jakby bała się mi spojrzeć w oczy.
- Podnieś głowę jak do ciebie mówię, Złotowłosko - westchnąłem ruszając dłonią w górę, żeby zachęcić ją do podniesienia głowy. Zrobiła to posłusznie jak piesek. Przekręciłem głowę w taki sposób jakbym powtarzał pytanie, tylko nie głośno, ale w jej myślach. Uśmiechnąłem się do tego zachęcająco i ponagliłem ruchem ramion.
- Nie zjem cię..Może - dodałem po chwili ciszej nieco bardziej przyjaznym tonem. Wydawało się jakby patrzyła na mnie, a jednak nie czułem jej wzroku na sobie tylko tam gdzieś hen daleko za mną, na horyzoncie. Otworzyła usta z zamiarem wypowiedzenia kilku słów, ale w końcu nie wydobyła z siebie żadnego dźwięku. Zaniechała próby i spojrzała po raz kolejny w dół. Stuknąłem stopą ze zniecierpliwieniem w podłogę dając jej do zrozumienia, że zaraz wyciągnę z niej to siłą. Przygryzła dolną wargę intensywnie myśląc nad odpowiedzią. Wreszcie spróbowała: "Zrobiłam mu krzywdę..Wielką krzywdę.." Mówiła cicho i tak,że prawie nic nie rozumiałem, dlatego podszedłem do niej bliżej i schyliłem się lekko.
- Powiedziałam mu, że załatwię sobie kochanka..Do łóżka - ostatnie słowa powiedziała tak,że prawie ich nie usłyszałem. Wytężałem się niemożliwie, ale doszła do mnie cała jej wypowiedź. Westchnąłem głośno robiąc zdecydowanie nieprzewidywalny ruch rękoma jakbym prosił samego Boga o to,żeby się zlitował.
- On za takie coś się tak załamał? - zapytałem nieco zdziwiony. Przecież..Nigdy by go to nie ruszyło, ona naprawdę go bardzo zmieniła..Albo to właśnie jest po prostu miłość..Chociaż jest jeszcze możliwość z zamianą osobowości od tych eksperymentów różnych. Powtórzyłem mój ruch robiąc tym razem bardziej falę. Cinia spojrzała na mnie jak na idiotę i odsunęła się o krok. Mimo że miała wyraz twarzy jaki miała to zauważyłem cień uśmiechu.
- Ja cię tutaj nie rozśmieszam idiotko - mruknąłem - Próbuję tylko wyprosić tego pana na górze,żeby dał wam chociaż trochę mózgu - dodałem ciszej spoglądając w inną stronę. Jakbym mówił do kogoś kto stał zaraz obok mnie.
- A co jeszcze zrobiłaś? - zapytałem po skończeniu "wydurniania". Przełknęła ślinę zupełnie jakby to były najgorsze grzechy, które popełniła. Modliłem się po prostu w głowie, żeby O Najwyższy dał mi siłę.
- Wyszłam od niego wcześniej krzycząc i w ogóle..Dałam się ponieść emocjom - mruknęła. Pokiwałem głową wymijając ją zgrabnie. Wróciłem się do pokoju, gdzie leżał Riuki. Nadal spał, jego czerwone policzki w ogóle nie pasowały do reszty bladej cery...I te zaschnięte łzy. Usiadłem obok niego ze zmartwieniem wypisanym na twarzy. Pogłaskałem go po policzku, potem usłyszałem delikatne uderzanie o podłogę. Stworzycielem tych ów dźwięków byłą Cinia, weszła do sypialni i stanęła obok mnie przyglądając się z jeszcze większym żalem niż ja. Dziwiłem się, że jeszcze nie płakała, ani w ogóle chyba nie płakała bo nie miała tak opuchniętej twarzy jak Riuki. Popatrzyłem na nią domagając się jeszcze większych wyjaśnień. Ona za to spojrzała na mnie i pokiwała głową. Usiadła obok niego na łóżku spoglądając to na mnie, to na niego.
- No mów, mów..Wyrzuć to z siebie bo będziesz z tym żyła do końca życia.. A ja chętnie dowiem się czemu stał się taki miękki - ponagliłem ją. Znowu zebrałem się na delikatny uśmiech w jej kierunku, żeby się wreszcie przemogła. No serio, ja nie jestem taki straszny jak Riuki..Chyba.
- Po tym jak się pokłóciliśmy powiedziałam trochę słów za dużo, wyszłam..Nie myślałam o mówię, nie myślałam, że tak go zranię - mruknęła zmieszana. Przejmowała się tak bardzo, Riuki przejmował się tym tak bardzo. Przecież oni się tak bardzo nawzajem kochają. Zakryłem twarz dłonią, a potem przesunąłem palcami po włosach, zaczesując je chociaż trochę do tyłu. Po chwili i tak spadły mi na oczęta.
- Kochasz go, prawda? Bardzo mocno chyba, co? - zapytałem, odpowiedziała mi kiwnięciem z miną pełną smutku, wyglądała po prostu tak żałośnie.. - On ciebie też kocha gupolu ty mały. Musisz zważać na słowa Cinia, naprawdę.. Przez ciebie Riuki stał się taki bardziej uczuciowy, prawie go nie poznaję..Wcześniej nie płakał..Był z niego zimny drań. Ty go naprawdę zmieniłaś..Nie znałem cię wcześniej, ale wydaje mi się, ze ty też się trochę zmieniłaś - uśmiechnąłem się szerzej - Jeżeli oboje się kochacie to powinien wybaczyć ci to co zrobiłaś...Postaraj się o to, on jest tego wart, naprawdę. A teraz połóż się obok niego i go przytul, żeby nie śniło mu się nic złego - poruszyłem dłońmi popędzając ją,żeby się obok niego położyła. - Ja mogę być gdzieś tam w pobliżu jeżeli chcesz - zaproponowałem.. - Mogę położyć się z wami..- gdy zobaczyłem jej wzrok od razu mi się odechciało - No dobra to jak co to będę w pogotowiu na kanapie. To powiedziawszy wyszedłem z sypialni, a potem pokierowałem swe małeduże ciało na kanapę w celu leżingu i wypoczynku stałego czekając na wezwanie.
(Cinia, Riuki? Gołąbki?)
- Cinia.. Co ty mu zrobiłaś? - zapytałem patrząc na nią z wyrzutem. Głowę trzymała przez cały czas w dole obserwując dokładnie swoje stopy. Zachowywała się zupełnie tak jakby bała się mi spojrzeć w oczy.
- Podnieś głowę jak do ciebie mówię, Złotowłosko - westchnąłem ruszając dłonią w górę, żeby zachęcić ją do podniesienia głowy. Zrobiła to posłusznie jak piesek. Przekręciłem głowę w taki sposób jakbym powtarzał pytanie, tylko nie głośno, ale w jej myślach. Uśmiechnąłem się do tego zachęcająco i ponagliłem ruchem ramion.
- Nie zjem cię..Może - dodałem po chwili ciszej nieco bardziej przyjaznym tonem. Wydawało się jakby patrzyła na mnie, a jednak nie czułem jej wzroku na sobie tylko tam gdzieś hen daleko za mną, na horyzoncie. Otworzyła usta z zamiarem wypowiedzenia kilku słów, ale w końcu nie wydobyła z siebie żadnego dźwięku. Zaniechała próby i spojrzała po raz kolejny w dół. Stuknąłem stopą ze zniecierpliwieniem w podłogę dając jej do zrozumienia, że zaraz wyciągnę z niej to siłą. Przygryzła dolną wargę intensywnie myśląc nad odpowiedzią. Wreszcie spróbowała: "Zrobiłam mu krzywdę..Wielką krzywdę.." Mówiła cicho i tak,że prawie nic nie rozumiałem, dlatego podszedłem do niej bliżej i schyliłem się lekko.
- Powiedziałam mu, że załatwię sobie kochanka..Do łóżka - ostatnie słowa powiedziała tak,że prawie ich nie usłyszałem. Wytężałem się niemożliwie, ale doszła do mnie cała jej wypowiedź. Westchnąłem głośno robiąc zdecydowanie nieprzewidywalny ruch rękoma jakbym prosił samego Boga o to,żeby się zlitował.
- On za takie coś się tak załamał? - zapytałem nieco zdziwiony. Przecież..Nigdy by go to nie ruszyło, ona naprawdę go bardzo zmieniła..Albo to właśnie jest po prostu miłość..Chociaż jest jeszcze możliwość z zamianą osobowości od tych eksperymentów różnych. Powtórzyłem mój ruch robiąc tym razem bardziej falę. Cinia spojrzała na mnie jak na idiotę i odsunęła się o krok. Mimo że miała wyraz twarzy jaki miała to zauważyłem cień uśmiechu.
- Ja cię tutaj nie rozśmieszam idiotko - mruknąłem - Próbuję tylko wyprosić tego pana na górze,żeby dał wam chociaż trochę mózgu - dodałem ciszej spoglądając w inną stronę. Jakbym mówił do kogoś kto stał zaraz obok mnie.
- A co jeszcze zrobiłaś? - zapytałem po skończeniu "wydurniania". Przełknęła ślinę zupełnie jakby to były najgorsze grzechy, które popełniła. Modliłem się po prostu w głowie, żeby O Najwyższy dał mi siłę.
- Wyszłam od niego wcześniej krzycząc i w ogóle..Dałam się ponieść emocjom - mruknęła. Pokiwałem głową wymijając ją zgrabnie. Wróciłem się do pokoju, gdzie leżał Riuki. Nadal spał, jego czerwone policzki w ogóle nie pasowały do reszty bladej cery...I te zaschnięte łzy. Usiadłem obok niego ze zmartwieniem wypisanym na twarzy. Pogłaskałem go po policzku, potem usłyszałem delikatne uderzanie o podłogę. Stworzycielem tych ów dźwięków byłą Cinia, weszła do sypialni i stanęła obok mnie przyglądając się z jeszcze większym żalem niż ja. Dziwiłem się, że jeszcze nie płakała, ani w ogóle chyba nie płakała bo nie miała tak opuchniętej twarzy jak Riuki. Popatrzyłem na nią domagając się jeszcze większych wyjaśnień. Ona za to spojrzała na mnie i pokiwała głową. Usiadła obok niego na łóżku spoglądając to na mnie, to na niego.
- No mów, mów..Wyrzuć to z siebie bo będziesz z tym żyła do końca życia.. A ja chętnie dowiem się czemu stał się taki miękki - ponagliłem ją. Znowu zebrałem się na delikatny uśmiech w jej kierunku, żeby się wreszcie przemogła. No serio, ja nie jestem taki straszny jak Riuki..Chyba.
- Po tym jak się pokłóciliśmy powiedziałam trochę słów za dużo, wyszłam..Nie myślałam o mówię, nie myślałam, że tak go zranię - mruknęła zmieszana. Przejmowała się tak bardzo, Riuki przejmował się tym tak bardzo. Przecież oni się tak bardzo nawzajem kochają. Zakryłem twarz dłonią, a potem przesunąłem palcami po włosach, zaczesując je chociaż trochę do tyłu. Po chwili i tak spadły mi na oczęta.
- Kochasz go, prawda? Bardzo mocno chyba, co? - zapytałem, odpowiedziała mi kiwnięciem z miną pełną smutku, wyglądała po prostu tak żałośnie.. - On ciebie też kocha gupolu ty mały. Musisz zważać na słowa Cinia, naprawdę.. Przez ciebie Riuki stał się taki bardziej uczuciowy, prawie go nie poznaję..Wcześniej nie płakał..Był z niego zimny drań. Ty go naprawdę zmieniłaś..Nie znałem cię wcześniej, ale wydaje mi się, ze ty też się trochę zmieniłaś - uśmiechnąłem się szerzej - Jeżeli oboje się kochacie to powinien wybaczyć ci to co zrobiłaś...Postaraj się o to, on jest tego wart, naprawdę. A teraz połóż się obok niego i go przytul, żeby nie śniło mu się nic złego - poruszyłem dłońmi popędzając ją,żeby się obok niego położyła. - Ja mogę być gdzieś tam w pobliżu jeżeli chcesz - zaproponowałem.. - Mogę położyć się z wami..- gdy zobaczyłem jej wzrok od razu mi się odechciało - No dobra to jak co to będę w pogotowiu na kanapie. To powiedziawszy wyszedłem z sypialni, a potem pokierowałem swe małeduże ciało na kanapę w celu leżingu i wypoczynku stałego czekając na wezwanie.
(Cinia, Riuki? Gołąbki?)
niedziela, 16 sierpnia 2015
Od Rene - C.D Azusy
- Powiem ci, że leżysz w bardzo dogodnej dla mnie pozycji - mruknąłem z uśmiechem. Usłyszałem ponowne prychnięcie. Nie odwrócił się do mnie ani na chwilę, tylko wgapiał się w tą pustą przestrzeń przed sobą. Podniósł nogi do góry, a rękami podparł brodę. Potem przekręcił się na plecy i zaczął patrzeć w sufit. Widocznie bardzo mu się nudziło. Zbliżyłem dłoń do ust mając w zamiarze ukrycie mojego uśmiechu.
- Widzę, że straaasznie ci się nudzi - powiedziałem będąc już całkiem blisko jego twarzy - Proponuję wyjście na spacer..Mamy naprawdę piękną noc - dodałem wpatrując się w widok za oknem z błogim uśmiechem. Poczułem jego wzrok na sobie, krzyczał do mnie "Ty sobie żartujesz?". Pokręciłem wtedy głową z powagą godną prezydenta. Złapałem go delikatnie za rękę, a wtedy moje oczy zabłysły w świetle księżyca dodając tej chwili na romantyczności.
- Chodźmy - uśmiechnąłem się zniewalająco i pociągnąłem go delikatnie za rękę tym samym zachęcając go do wyjścia. Po wielu próbach wstał z łóżka, cały czas trzymając go za rękę. Wyrwał się, a gdy popatrzyłem na niego przez ramię wskazał na buty. Pozwoliłem mu, żeby je założył, bo bo tak bez butów? No jak on to sobie wyobrażał? Gdy był już ubrany wyszliśmy z jego apartamentu. Zamknął za sobą drzwi, przeszliśmy przez korytarze uważając na każdy nasz ruch. Czułem już powiew wiatru na mojej twarzy. Coraz bardziej zbliżaliśmy się do wyjścia. Zamknąłem oczy, uśmiechnąłem się szeroko i wziąłem głęboki oddech.
- Noc jest naprawdę piękna - szepnąłem otwierając oczy, wzrok skierowałem od razu na księżyc. Z transu obudził mnie Azusa, gdy dotknął mojego ramienia.
- Po co chciałeś wyjść? - zapytał zwykłym - choć mogłoby się wydawać, że jest trochę zniecierpliwiony - tonem stając bardziej obok mnie. Westchnąłem tylko, żeby potem ruszyć się z miejsca. Zostawiłem go trochę w tyle. Dzieciaczek musiał napatrzeć się oczywiście na księżyc i zachwycać się jego pięknym światłem. Tak właściwie noc nie wyglądała jak noc, było naprawdę jasno. Odwróciłem się z uśmieszkiem przyglądając się Azusie.
- Zamierzasz tam teraz tak stać, Mint Boy? - zapytałem czerpiąc z tego jak największą satysfakcję - Chodźmy dalej. - zaśmiałem się. Zachęciłem go ruchem dłoni, przez cały czas uśmiechałem się w sposób bardzo delikatny, ale szarmancki. Stał przez chwilę w miejscu zupełnie tak jakby się zastanawiał czy dalej podążać za mną, czy iść do spokojnego mieszkanka. I chyba wybrał tę drugą opcję, bo odwrócił się na pięcie i ruszył jak błyskawica w kierunku budynku, z którego przed chwilą udało mi się go wyciągnąć. Przecież było tak pięknie! No kurde! Pobiegłem za nim wyciągając rękę w kierunku jego ramienia. Złapałem za nie, a potem pociągnąłem do siebie. Całe szczęście,że wszyscy spali - a przynajmniej tak mi się wydawało - i nie widzieli co dzieje się na zewnątrz. Objąłem go ramionami i zbliżyłem twarz do jego policzka z delikatnym uśmiechem.
- Nigdzie nie uciekniesz Azusa - mruknąłem mu rozbawionym tonem. Zaczął ruszać ramionami chcąc się wyrwać jak najszybciej z moich objęć. Odwrócił się do mnie, gdy już to zrobił zauważyłem jak jego ręka zbliża się bardzo szybko w kierunku mojego policzka. Złapałem ją w ostatnim momencie za nadgarstek.
- Musisz cały czas się uśmiechać? - zapytał już spokojniej widząc moje opanowanie - Jesteś jakiś nienormalny, Rene?
- Być może jestem, lecz żaden lekarz, który mnie badał tego nie stwierdził - odpowiedziałem szybko. Przewrócił oczami oraz założył ręce na piersi odwracając głowę w inną stronę. No po prostu jak obrażona baba! (Foszasta xDD)
- Zachowaj powagę chociaż przez chwilę. - mruknął nadal nie patrząc w moim kierunku. Przekręciłem głowę na lewo, jak pies nierozumiejący komendy właściciela.
- Właśnie teraz jestem poważny Azusa. Może jestem trochę nienormaln-
- NIE TROCHĘ - wciął mi się w pół zdania. Uśmiechnąłem się szeroko na jego uwagę. No dobra nie byłem "trochę" nienormalny.
- No dobra, dobra - pomachałem przed nim ręką z uśmieszkiem - Nie jestem trochę nienormalny tylko bardzo, pasuje? Uwielbiam się uśmiechać, myślę zawsze pozytywnie i nie lubię łapać dołków więc zazwyczaj staram się wszystko wyjaśniać. A także..Uśmiech jest zaraźliwy więc jestem potencjalnym nosicielem - zachichotałem. Doprawdy patrzył na mnie z szokiem, a ja się chichrałem. Uwielbiam swój humor..Zawsze i wszędzie, hah.
- To teraz pójdziemy na ten spacer? Zaraz skończy nam się noc - wskazałem palcem na pusty chodnik za mną.
(Azusa?)
- Widzę, że straaasznie ci się nudzi - powiedziałem będąc już całkiem blisko jego twarzy - Proponuję wyjście na spacer..Mamy naprawdę piękną noc - dodałem wpatrując się w widok za oknem z błogim uśmiechem. Poczułem jego wzrok na sobie, krzyczał do mnie "Ty sobie żartujesz?". Pokręciłem wtedy głową z powagą godną prezydenta. Złapałem go delikatnie za rękę, a wtedy moje oczy zabłysły w świetle księżyca dodając tej chwili na romantyczności.
- Chodźmy - uśmiechnąłem się zniewalająco i pociągnąłem go delikatnie za rękę tym samym zachęcając go do wyjścia. Po wielu próbach wstał z łóżka, cały czas trzymając go za rękę. Wyrwał się, a gdy popatrzyłem na niego przez ramię wskazał na buty. Pozwoliłem mu, żeby je założył, bo bo tak bez butów? No jak on to sobie wyobrażał? Gdy był już ubrany wyszliśmy z jego apartamentu. Zamknął za sobą drzwi, przeszliśmy przez korytarze uważając na każdy nasz ruch. Czułem już powiew wiatru na mojej twarzy. Coraz bardziej zbliżaliśmy się do wyjścia. Zamknąłem oczy, uśmiechnąłem się szeroko i wziąłem głęboki oddech.
- Noc jest naprawdę piękna - szepnąłem otwierając oczy, wzrok skierowałem od razu na księżyc. Z transu obudził mnie Azusa, gdy dotknął mojego ramienia.
- Po co chciałeś wyjść? - zapytał zwykłym - choć mogłoby się wydawać, że jest trochę zniecierpliwiony - tonem stając bardziej obok mnie. Westchnąłem tylko, żeby potem ruszyć się z miejsca. Zostawiłem go trochę w tyle. Dzieciaczek musiał napatrzeć się oczywiście na księżyc i zachwycać się jego pięknym światłem. Tak właściwie noc nie wyglądała jak noc, było naprawdę jasno. Odwróciłem się z uśmieszkiem przyglądając się Azusie.
- Zamierzasz tam teraz tak stać, Mint Boy? - zapytałem czerpiąc z tego jak największą satysfakcję - Chodźmy dalej. - zaśmiałem się. Zachęciłem go ruchem dłoni, przez cały czas uśmiechałem się w sposób bardzo delikatny, ale szarmancki. Stał przez chwilę w miejscu zupełnie tak jakby się zastanawiał czy dalej podążać za mną, czy iść do spokojnego mieszkanka. I chyba wybrał tę drugą opcję, bo odwrócił się na pięcie i ruszył jak błyskawica w kierunku budynku, z którego przed chwilą udało mi się go wyciągnąć. Przecież było tak pięknie! No kurde! Pobiegłem za nim wyciągając rękę w kierunku jego ramienia. Złapałem za nie, a potem pociągnąłem do siebie. Całe szczęście,że wszyscy spali - a przynajmniej tak mi się wydawało - i nie widzieli co dzieje się na zewnątrz. Objąłem go ramionami i zbliżyłem twarz do jego policzka z delikatnym uśmiechem.
- Nigdzie nie uciekniesz Azusa - mruknąłem mu rozbawionym tonem. Zaczął ruszać ramionami chcąc się wyrwać jak najszybciej z moich objęć. Odwrócił się do mnie, gdy już to zrobił zauważyłem jak jego ręka zbliża się bardzo szybko w kierunku mojego policzka. Złapałem ją w ostatnim momencie za nadgarstek.
- Musisz cały czas się uśmiechać? - zapytał już spokojniej widząc moje opanowanie - Jesteś jakiś nienormalny, Rene?
- Być może jestem, lecz żaden lekarz, który mnie badał tego nie stwierdził - odpowiedziałem szybko. Przewrócił oczami oraz założył ręce na piersi odwracając głowę w inną stronę. No po prostu jak obrażona baba! (Foszasta xDD)
- Zachowaj powagę chociaż przez chwilę. - mruknął nadal nie patrząc w moim kierunku. Przekręciłem głowę na lewo, jak pies nierozumiejący komendy właściciela.
- Właśnie teraz jestem poważny Azusa. Może jestem trochę nienormaln-
- NIE TROCHĘ - wciął mi się w pół zdania. Uśmiechnąłem się szeroko na jego uwagę. No dobra nie byłem "trochę" nienormalny.
- No dobra, dobra - pomachałem przed nim ręką z uśmieszkiem - Nie jestem trochę nienormalny tylko bardzo, pasuje? Uwielbiam się uśmiechać, myślę zawsze pozytywnie i nie lubię łapać dołków więc zazwyczaj staram się wszystko wyjaśniać. A także..Uśmiech jest zaraźliwy więc jestem potencjalnym nosicielem - zachichotałem. Doprawdy patrzył na mnie z szokiem, a ja się chichrałem. Uwielbiam swój humor..Zawsze i wszędzie, hah.
- To teraz pójdziemy na ten spacer? Zaraz skończy nam się noc - wskazałem palcem na pusty chodnik za mną.
(Azusa?)
czwartek, 13 sierpnia 2015
[QS Team 1] Od Rene - C.D Takako
Wsłuchiwałem się w Takako i jej plan zagonienia Ace'a w kozi róg. Nie wiedziałem czy to będzie dobry pomysł, jednak trzeba by było to wykorzystać w jakiś sposób. Coraz bardziej traciłem nadzieję, że damy mu radę w walce, a poza tym..Przecież on potrafi mówić, czuć, myśleć w jakiś tam sposób także. Zacisnąłem szczęki czując ból w zębach, zastanawiałem się co zrobić, żeby jak najszybciej się z nim uporać. Przygryzłem wargę rozglądając się w okół szukając budynku wskazanego przez Takako. Mógł się nam przydać, chociaż wątpiłem w to szczerze, że to go "złamie". Nie widząc żadnych sprzeciwów ze strony moich wspólników pokiwałem głową zatwierdzając tym samym plan brunetki. Rick, Stein, Levi pokiwali zgodnie głowami, ale w ich minach nie widziałem przekonania co do tego. Trudno jest być do czegoś przekonanym skoro nie ma się pewności, że to zadziała. Ja im wcale w tym nie pomagałem, moje optymistyczne myślenie, właściwie to nic się z nim nie stało.
- Damy z nim radę! - rzuciłem pokrzepiająco - Naukowcy mają nas w dupie, ale co tam! Damy mu radę, przecież nie było wygodnie ani łatwo do tej pory - uśmiechnąłem się szeroko - Na razie wykorzystajmy plan Takako, gdy przygniecie go ta góra gruzu, wtedy pomyślimy co dalej.. Może przyszedłby nam do głowy bardziej "pokojowy" pomysł - starałem się jakoś ich podnieść na duchu, czy coś. Co jak co, ale ja jestem stuknięty pozytywnie, więc nie powinienem tracić nadziei. Podobno ona umiera ostatnia. Ruszyłem pierwszy, kurz już opadł więc wszystko widać było wręcz idealnie. Naprawdę ładna pogoda, piękne zniszczone budynki dookoła, jak po jakieś apokalipsie czy trzęsieniu ziemi. Nad nami kopuła. Dookoła słychać jakieś zgrzyty przerwanych kabli elektrycznych. Wszystko było jak najbardziej idealnie, tylko nie widziałem w ogóle naszego żółtego celu. Pewnie poszedł robić dalej rozpierduchę jak to buntownik. Buntownik? Prawie jak człowiek.
- No, ruszajmy - pogoniłem ich trochę. Trucht zmieniał się w szybszy bieg i omijanie wielkich gruzowych przeszkód. Szło nam to nadzwyczaj sprawnie, w ciągu jakichś pięciu minut lub nawet krótszego czasu dotarliśmy do jeszcze - o dziwo - stojącego budynku. Zobaczyłem Ace'a rozpierdzielającego właśnie coś co - przed rozwaleniem - chyba miało przypominać figurę.. Lub coś podobnego, na pewno było z jakiegoś białego materiału. Rick - jak mi później powiedział - zauważył, że podniósł głowę ów figury. Obchodził się z nią bardzo delikatnie i przyglądał się najmniejszym detalom, jakby był zaciekawiony wykonaniem czy czymś podobnym. Tym razem Levi i Stein mieli go jakoś do nas przywołać. Takako, Rick i ja ustawiliśmy się tak, aby jakkolwiek rozwalić ten budynek. Przyzwałem do siebie kilka demonów, Takako użyła swoich cierni, żeby obalić wielką konstrukcję. Ja zaś posłałem demony, żeby dokończyły dzieła. Wszystko oczywiście poleciało na Ace'a zmierzającego właśnie za Steinem i Levi'em. Oni uskoczyli chroniąc się w bezpiecznych miejscach, a gruz przykrył całego robota. Usłyszeliśmy brzęk metalu, jednak byłem pewien, że nic mu się nie stało. Obserwowaliśmy go z bezpiecznej odległości. Przez około dziesięć minut kompletnie nic się nie działo. Aż prawie dałem się nabrać, że jednak się zniszczył. Lecz niestety to się nie stało. Spod kamieni zaczął wydobywać się ten sam ciemny dym oznaczający wybuchy. Bardzo szybko pokrył dużą część obszaru, na którym się znajdowaliśmy i już po minucie czy dwóch wszystko zaczęło wybuchać...
(Teamie? :>)
- Damy z nim radę! - rzuciłem pokrzepiająco - Naukowcy mają nas w dupie, ale co tam! Damy mu radę, przecież nie było wygodnie ani łatwo do tej pory - uśmiechnąłem się szeroko - Na razie wykorzystajmy plan Takako, gdy przygniecie go ta góra gruzu, wtedy pomyślimy co dalej.. Może przyszedłby nam do głowy bardziej "pokojowy" pomysł - starałem się jakoś ich podnieść na duchu, czy coś. Co jak co, ale ja jestem stuknięty pozytywnie, więc nie powinienem tracić nadziei. Podobno ona umiera ostatnia. Ruszyłem pierwszy, kurz już opadł więc wszystko widać było wręcz idealnie. Naprawdę ładna pogoda, piękne zniszczone budynki dookoła, jak po jakieś apokalipsie czy trzęsieniu ziemi. Nad nami kopuła. Dookoła słychać jakieś zgrzyty przerwanych kabli elektrycznych. Wszystko było jak najbardziej idealnie, tylko nie widziałem w ogóle naszego żółtego celu. Pewnie poszedł robić dalej rozpierduchę jak to buntownik. Buntownik? Prawie jak człowiek.
- No, ruszajmy - pogoniłem ich trochę. Trucht zmieniał się w szybszy bieg i omijanie wielkich gruzowych przeszkód. Szło nam to nadzwyczaj sprawnie, w ciągu jakichś pięciu minut lub nawet krótszego czasu dotarliśmy do jeszcze - o dziwo - stojącego budynku. Zobaczyłem Ace'a rozpierdzielającego właśnie coś co - przed rozwaleniem - chyba miało przypominać figurę.. Lub coś podobnego, na pewno było z jakiegoś białego materiału. Rick - jak mi później powiedział - zauważył, że podniósł głowę ów figury. Obchodził się z nią bardzo delikatnie i przyglądał się najmniejszym detalom, jakby był zaciekawiony wykonaniem czy czymś podobnym. Tym razem Levi i Stein mieli go jakoś do nas przywołać. Takako, Rick i ja ustawiliśmy się tak, aby jakkolwiek rozwalić ten budynek. Przyzwałem do siebie kilka demonów, Takako użyła swoich cierni, żeby obalić wielką konstrukcję. Ja zaś posłałem demony, żeby dokończyły dzieła. Wszystko oczywiście poleciało na Ace'a zmierzającego właśnie za Steinem i Levi'em. Oni uskoczyli chroniąc się w bezpiecznych miejscach, a gruz przykrył całego robota. Usłyszeliśmy brzęk metalu, jednak byłem pewien, że nic mu się nie stało. Obserwowaliśmy go z bezpiecznej odległości. Przez około dziesięć minut kompletnie nic się nie działo. Aż prawie dałem się nabrać, że jednak się zniszczył. Lecz niestety to się nie stało. Spod kamieni zaczął wydobywać się ten sam ciemny dym oznaczający wybuchy. Bardzo szybko pokrył dużą część obszaru, na którym się znajdowaliśmy i już po minucie czy dwóch wszystko zaczęło wybuchać...
(Teamie? :>)
środa, 29 lipca 2015
[QS Team 1] Od Rene - C.D Steina
No więc wszystko ustalone, pięknie. Rick i Takako pobiegli odciągnąć robota, a ja
ruszyłem w bezpiecznej odległości za nim, znaczy... Wydawało mi się, że była
bezpieczna. Wysłałem Letchku i Netchku, żeby obserwowały go z góry. Usiadłem w
jednym z wyższych punktów i obserwowałem dwie sowy. Po woli zbliżały się do
Omicrona obniżając loty. Zamknąłem oczy, a gdy ponownie je otworzyłem widziałem
wszystko oczami jednej z sów. Druga obserwowała Ricka i Takako w razie czego,
żeby mogła na cokolwiek się zdać. Ten mechanizm zatrzymał się na chwilę, a
potem w mgnieniu oka odwrócił się łapiąc Letchku za szyję. Czułem jego uścisk
także i na swojej szyi. Zobaczyłem jednak wszystko to czego potrzebowałem na
tamten moment. Ace obserwował konającego „ptaka” jak ciekawskie dziecko, które
nie wie, że życie to kruche tworzywo.
- Odejdź – mruknąłem skupiając się na tym,żeby oszczędzić
cierpienia demonowi.Chociaż może się wydawać,że nie czuje nic, a nic to
jednak..Człowiek, który nie zawarł kontraktu z demonem nie dowie się co to za
uczucie, gdy jeden z kontrahent umiera w naszym świecie. [...] Ace wydawał
sie być zdziwiony tym jak szybko Letchku rozpłynął się w powietrzu. Westchnąłem
tylko przechodząc na drugiego chowańca. Leciał tuż przy naszych przynętach, a raczej
usiadł na jednej ze zniszczonych ścian laboratorium tuż obok nich.
- Zatrzymał się – mruknęła Takako obserwując robota. Rick
kiwnął tylko głową, zaczął machać rękami i krzyczeć.
- No chodź tu ty pierdolony robocie! – krzyknął,a wtedy Ace
odwrócił się w jego kierunku i ruszył po woli mijając gruzy. Chodzenie po tym
terenie najwyraźniej nie sprawiało mu żadnego problemu, poruszał się zgrabnie
omijając lub przeskakując co większą przeszkodę. Ale czegóż innego spodziewać
się po „idealnym” robocie? Chociaż to i tak nadal robot, coś zgrzytnie i koniec
ideału, apotem dzieją się takie rzeczy i my kochane Arcany musimy sprzątać ^^.
Zanim się obejrzeli robot był już tuż przy nich. Rejestrując ich jako
zagrożenie, podniósł jakiś mniejszy kawał gruzu i rzucił w ich kierunku. Odłamek
leciał wprost na Takako. Rick zareagował w dobrym momencie i popchnął Takako za
„skałę”,na której siedział Netchku. Odłamek uderzył o resztkę ściany i nieco
się pokruszył.. Silny. Pokazałem mu,żeby to on tym razem zbliżył się do bestii
i poobserwował. Nasze przynęty (hehehe jak to brzmi :’D) Pozbierały się w
trymiga i zaczęły zwracać na siebie uwagę. Ace zaczął na nowo zbliżać się do
nich, coraz bliżej i bliżej. Netchku podleciał na tyle, żeby przyjrzeć się
dokładniej całemu pancerzowi tej maszyny,wyglądał zupełnie jak jakiś żakiet
założony na gołą , bladą, gdzieniegdzie sinawą skórę.Uszy jak u królika, a za
nimi wystające przewody. Tak wyglądał także jego kark oraz nadgarstki. Wyglądał
na nieco podniszczonego, ale też przypominał..Hm, zwykłego człowieka po jakichś
naprawdę dużych przeżyciach. Zauważyłem także kilka odkrytych miejsc mogących
przydać się w sprawie. Kilka pęknięć w pancerzu znajdowało się na karku oraz z
przodu na torsie Omicrona. Potem już tylko kilka pojedynczych kabli wystających
spod nogawek metalowych spodni czy też z butów. Moją uwagę przykuły także „włosy”
i tro co znajdowało się pod nimi. Najwyraźniej ktoś już do niego strzelił bądź
uszkodził jakąś inną bronią w próbie złapania. Uznałem, że dowiedziałem się
wszystkiego co może się przydać, więc przywołałem sowę do siebie z powrotem. Po
wypowiedzeniu „Odejdź” demon rozpłynął się w powietrzu jak jego poprzednik. Ja
zaś ruszyłem w kierunku wyższego piętra,żeby dać znak Steinowi. Zobaczyłem
jeszcze tylko na Ricka i Takako czy jakoś sobie radzą, nie radzili sobie jakoś
tylko naprawdę dobrze, odciągnęli go dosyć daleko.Tylko, żeby potem chciał
jeszcze wracać (xD). Machnąłem do Steina, gdy akurat leciał w kierunku moim i
Levi’a. Ten zleciał do nas z zaciekawieniem wypisanym na twarzy.
(To jak dalej? )
niedziela, 26 lipca 2015
[QS Team 1] Od Rene[+12]
Odpoczynek? Chillout? Ha wsadźcie se to w dupe. W tym ośrodku nie ma czegoś takiego, już nad ranem mężczyźni w czarnych przebraniach wparowali mi do pokoju i zaczęli podnosić z łóżka. Powiedzieli coś tam,że mam się ubrać, ogarnąć.
- Ale chociaż kołderkę... - jęknąłem machając rękami, nadal jeszcze zaspany, gdy wyszedłem z łazienki. Wynieśli mnie z pokoju, a potem postawili i "Won na własnych odnóżach" przez ten korytarz za nimi. Przewróciłem oczami, ale wreszcie jak się ruszyli tak poszedłem i ja.
- Jak dla Księcia to powinniście przynieść jakiś tron.. - westchnąłem drapiąc się po karku. Jeden z nich kikutnął mnie w bok łokciem rzucając mi takie spojrzenie jakbym miał za chwilkę umrzeć. Przewróciłem tylko oczami i poszliśmy dalej. Po jakichś piętnastu minutach przeszliśmy w nieco bardziej zniszczoną część laboratoriów. Zauważyłem przez pęknięte okno ruch, szybki, nieprzewidywalny wprawiając w lot najprawdopodobniej sprzęt naszych doktorków.Weszliśmy do jakiegoś zamkniętego pomieszczenia. Przekręciłem głowę obserwując inne osoby. Trzech mężczyzn i dziewczynę. Uśmiechnąłem się machając do tego ze szwami i siwymi włosami. Niestety nie odpowiedział na mój przemiły gest więc odwróciłem się z powrotem do drzwi, przez które zostałem wprowadzony. Okazało się, że do środka wszedł naukowiec w białym kitlu (jakby to nie było rutyną :") ) przemówił od razu po tym jak poprawił okulary z cienkimi oprawkami.
- Zostaliście tu przyprowadzeni po to, aby naprawić kilka szkód... Stworzonych jak pewnie się domyślacie przez nas - mruknął poprawiając po raz kolejny okulary, wyraźnie był zestresowany, krople potu spływały mu po czole.
- Same kłopoty z tymi badaniami - mruknął mężczyzna z siwymi włosami. Uśmiechnąłem się na to oraz jeszcze po zobaczeniu min pilnujących naukowca facetów. Wyraźnie zgadzali się z tym co powiedział przedmówca. Wydało mi się to wprost komiczne, naukowcy..Wprost idealny ośrodek a było tyle "niedomówień" związanych z tymi badaniami. Nie wszystko zawsze idzie jak po maśle, ale zdając się na tak wysoki poziom można by było zapobiec takim wydarzenio...A no tak! Ja zapomniałem! Przecież to właśnie my - te niby naturalne arcany jesteśmy od tego żeby naprawiać ich błędy i ewentualnie zginąć. Ci ludzie są niemożliwi..Tak szastają ludzkimi życiami, jakby o było coś podrabialnego. I najwyraźniej tak jest skoro tworzą jakieś tam Omicrony (jak już zdołaliśmy się dowiedzieć po wyjaśnieniach białego kitla). Odwróciłem się więc do mojej drużyny. No tak, bo jakoś wyszło, że jestem kapitanem. Nie wiem czemu, ale no co poradzę.
- Doktorek powiedział, że mamy ustalić z innymi drużynami z jakim blaszakiem walczymy - uśmiechnąłem się - To z jakim chcielibyście walczyć wy? Dostaliśmy krótkie ich opisy..
- Jak oni się postarali - mruknęła brązowowłosa dziewczyna zerkając na kartki, popatrzyłem na nią z uśmieszkiem, bo wyczułem tę ironię. Ah.. CUDOWNE ME TOWARZYSTWO !! ^^
- Tak. Mi też się tak wydaje - westchnął jak już zdążyłem się dowiedzieć Rick - Chyba coraz lepiej wychodzi im wymyślanie eksperymentów kończących się fiaskiem - dodał biorąc kartkę od Takako. Podniosłem wzrok na pozostałą dwójkę, jeden uśmiechał się niczym wariat (zupełnie jak ja) a drugi miał minę jakby codziennie obchodził stypę lub stał nad grobem.
- No to po zapoznaniu się z różnymi rzeczułkami może spotkamy się z inną grupą? - zaproponowałem.
(Moja kochana grupa? Abo może inna jakaś jeszcze nie kochana, ale zapewne nie za długo tak pozostanie )
- Ale chociaż kołderkę... - jęknąłem machając rękami, nadal jeszcze zaspany, gdy wyszedłem z łazienki. Wynieśli mnie z pokoju, a potem postawili i "Won na własnych odnóżach" przez ten korytarz za nimi. Przewróciłem oczami, ale wreszcie jak się ruszyli tak poszedłem i ja.
- Jak dla Księcia to powinniście przynieść jakiś tron.. - westchnąłem drapiąc się po karku. Jeden z nich kikutnął mnie w bok łokciem rzucając mi takie spojrzenie jakbym miał za chwilkę umrzeć. Przewróciłem tylko oczami i poszliśmy dalej. Po jakichś piętnastu minutach przeszliśmy w nieco bardziej zniszczoną część laboratoriów. Zauważyłem przez pęknięte okno ruch, szybki, nieprzewidywalny wprawiając w lot najprawdopodobniej sprzęt naszych doktorków.Weszliśmy do jakiegoś zamkniętego pomieszczenia. Przekręciłem głowę obserwując inne osoby. Trzech mężczyzn i dziewczynę. Uśmiechnąłem się machając do tego ze szwami i siwymi włosami. Niestety nie odpowiedział na mój przemiły gest więc odwróciłem się z powrotem do drzwi, przez które zostałem wprowadzony. Okazało się, że do środka wszedł naukowiec w białym kitlu (jakby to nie było rutyną :") ) przemówił od razu po tym jak poprawił okulary z cienkimi oprawkami.
- Zostaliście tu przyprowadzeni po to, aby naprawić kilka szkód... Stworzonych jak pewnie się domyślacie przez nas - mruknął poprawiając po raz kolejny okulary, wyraźnie był zestresowany, krople potu spływały mu po czole.
- Same kłopoty z tymi badaniami - mruknął mężczyzna z siwymi włosami. Uśmiechnąłem się na to oraz jeszcze po zobaczeniu min pilnujących naukowca facetów. Wyraźnie zgadzali się z tym co powiedział przedmówca. Wydało mi się to wprost komiczne, naukowcy..Wprost idealny ośrodek a było tyle "niedomówień" związanych z tymi badaniami. Nie wszystko zawsze idzie jak po maśle, ale zdając się na tak wysoki poziom można by było zapobiec takim wydarzenio...A no tak! Ja zapomniałem! Przecież to właśnie my - te niby naturalne arcany jesteśmy od tego żeby naprawiać ich błędy i ewentualnie zginąć. Ci ludzie są niemożliwi..Tak szastają ludzkimi życiami, jakby o było coś podrabialnego. I najwyraźniej tak jest skoro tworzą jakieś tam Omicrony (jak już zdołaliśmy się dowiedzieć po wyjaśnieniach białego kitla). Odwróciłem się więc do mojej drużyny. No tak, bo jakoś wyszło, że jestem kapitanem. Nie wiem czemu, ale no co poradzę.
- Doktorek powiedział, że mamy ustalić z innymi drużynami z jakim blaszakiem walczymy - uśmiechnąłem się - To z jakim chcielibyście walczyć wy? Dostaliśmy krótkie ich opisy..
- Jak oni się postarali - mruknęła brązowowłosa dziewczyna zerkając na kartki, popatrzyłem na nią z uśmieszkiem, bo wyczułem tę ironię. Ah.. CUDOWNE ME TOWARZYSTWO !! ^^
- Tak. Mi też się tak wydaje - westchnął jak już zdążyłem się dowiedzieć Rick - Chyba coraz lepiej wychodzi im wymyślanie eksperymentów kończących się fiaskiem - dodał biorąc kartkę od Takako. Podniosłem wzrok na pozostałą dwójkę, jeden uśmiechał się niczym wariat (zupełnie jak ja) a drugi miał minę jakby codziennie obchodził stypę lub stał nad grobem.
- No to po zapoznaniu się z różnymi rzeczułkami może spotkamy się z inną grupą? - zaproponowałem.
(Moja kochana grupa? Abo może inna jakaś jeszcze nie kochana, ale zapewne nie za długo tak pozostanie )
czwartek, 16 lipca 2015
Od Rene - C.D Azusy
- Dlaczego właściwie pytasz sugerując,że cię wykorzystuję,
co? – zapytałem podnosząc na niego głowę. Skierowałem na niego wzrok i
wyczekiwałem odpowiedzi. Jak on w ogóle może tak myśleć. Uśmiechnąłem się
delikatnie do siebie, gdy przez moją myśl przechodziły właśnie te oto myśli.Tak
już mam nic nie poradzę Xd. Chyba nie
miał zamiaru nic powiedzieć.
- Nie wykorzystałem cię – westchnąłem w jego kierunku – A
przynajmniej nie w moim mniemaniu. Nie mam też zamiaru szukać sobie jak to
powiedziałeś kogoś „następnego”. To co mówiłem o tym,że mi się spodobałeś wcale
nie było jakimś głupim tekstem na podryw czy żartem – leżał do mnie głową więc
przysunąłem się i oparłem ręce po obu stronach jego brzucha na pościeli.
Pochyliłem się do niego z delikatnym uśmiechem.
- To była szczera prawda – wymruczałem,a potem połączyłem nasze wargi, obaj
zamknęliśmy oczy w tym samym momencie.
Delikatnie przesunąłem dłoń na jego policzek i pogłębiłem pocałunek.
Poczułem jak on także dotyka dłonią mojej twarzy. Uśmiechnąłem się szeroko
przygryzając mu wargę, w tym też czasie otworzyłem oczy kierując wzrok od razu
na jego.
- No nie wiem – mruknął odwracając się na prawy bok.
Prychnąłem z uśmiechem prostując się, przy okazji także pokręciłem głową.
- Znowu strzeliłeś buraka,że tak się odwróciłeś nagle? –
zapytałem zbliżając usta do jego uszka. Przesunąłem po nim zostawiając mokry
ślad. I w tamtym właśnie momencie przypomniałem sobie coś bardzo ważnego.
Wybałuszyłem oczy i prawie spadłem z łóżka próbując bardzo szybko się z niego
ewakuować . Azusa popatrzył za mną, gdy w pośpiechu ubirałem koszulkę. Przy
drzwiach mruknąłem tylko,że zaraz wrócę. Potem pobiegłem do swojego
pokoju..Przecież mój cudny gad nie jadł cały dzień! Wparowałem tam na parówkę i
od razu skierowałem się do terrarium. A no tak! Przecież zostawiłem go na
drzewie, wróciłem się do drzewa. Wąż drzemał sobie w najlepsze, odetchnąłem z
ulgą. No dobra trochę,prawda,pośpieszyłem się, bo on mógłby wytrzymać dłużej
niż ja bez jedzenia, ale to i tak było potworne! Zapomniałem o nim trochę. Po
chwili usłyszałem, że ktoś wszedł do mojego apartamentu.Odwróciłem się w tamtą
stronę spodziewając się pewnego jegomościa. Tak jak myślałem był to Miętek, w
tej swojej koszulce i spodenkach.
- Czemu tak wyleciałeś? – zapytał zdziwiony.
- No bo przypomniałem sobie o nim – tu wskazałem palcem na
śpiącego gada – Jeju,jestem jednak głupi jakiś – zaśmiałem się z zakłopotaniem.
- Jesteś – odburknął Azusa z cieniem uśmiechu. Przewróciłem
oczami z uśmiechem i podszedłem do niego.
- Właściwie to po co za mną przyszedłeś co? – zapytałem zawijając
sobie jego miętowe włosy na palcu.
(Azusa?Sory,że takie denne ;_;)
czwartek, 9 lipca 2015
Od Rene - C.D Azusy [+18]
Uśmiechnąłem się nonszalancko w jego kierunku. Na początku nie miałem pojęcia o co może mu chodzić z "kopnięciem". Zanim zdążyłem odpowiedzieć on już zrobił swoje. Zamknąłem oczy łapiąc oddech, gdy nagle powiedział, że mnie chce.. Oh. To był już dostateczny tzw. bodziec zewnętrzny żebym spełnił jego życzenie. Być może, to jak się zachowywał było przez niegobwykreowane w jakiś sposób, ale postanowiłem się nad tym nie zastanawiać dłużej tylko działać. Zebrałem się w sobie i podniosłem do góry.
- Ah.. Chyba nie mogę odmówić - zachichotałem - Takie okazje nie zdarzają się zbyt często.. Jeszcze dodatkowo przy takim facecie - zamruczałem powoli przesuwając go pod siebie. - Moim zdaniem twoje ciało jest wspaniałe - westchnąłem wpatrując się mu w oczy (Ta, jasne, w oczy. Kogo chcesz oszukać? xD). Oblizałem wargi a następnie pocałowałem go po raz setny (chyba) tego wieczoru, nocy czy chuj wie czego. Tym razem zgrabnie wszedłem do jego ust doprowadzając do spotkania naszych języków. Przy okazji pozbyłem się bokserek uwalniając bestię (no nie wiem czy taka bestia) na jasne światło nocy. Nadal nie odrywając ust od tych Azusy podsunąłem jego uda do góry. Gdy dotknąłem jego przyrodzenia jęknął znowu uśmiechając się przy tym. Nie dopowiedziałem jeszcze czegoś - jęknął mi w usta. Gorąco rozpierało mnie całego, jeszcze nawet do niczego.. No dobra doszło już do tego tzw. "Czegoś" ale nie do końca. Najpoerw wsunąłem w niego palec, uśmiechnął się do mnie ponaglając do dalszych działań. Prowokuje,. Ajajajajajaj. Po chwili dodałwm kolejny palec, tym razem westchnął całkiem głośno. Przez jego twarz przemykały różne grymasy czy nie grymasy w ciągu tych kilkunastu minut,ale ten wyrażał podniecenie i przyjemność. Uśmiechnąłem się szamrancko.
- No.. daj spokój.. - wydyszał wpatrując mi się w oczy, zamknąłem je i wyciągnąłem palce. Gdy ponownie ujrzałem twarz Azusy byłem już w nim. Obaj jęknęliśmy w tym samym momencie, tylko że Miętek zaczął wić się jak wąż jęcząc z przyjemności przy każdym moim ruchu. A poruszałem się na początku powoli i miarowo, żeby z czasem przyspieszyć. Azusa owinął moje biodra nogami, a rękami objął w pasie przyciskając mnie do siebie. Praktycznie przez cały czas nie odczepialiśmy naszych ust od siebie. Gdy wykonałem kilka gwałtownych ruchów w przód i tył poczułem jak Miętowy wciska mi paznokcie w plerki (auu ;_;). Zasyczałem z bólu dodatkowo po tym jak poczułem w nich mrowienie.
- To taki... impuls..dla zaostrzenia wrażeń - wyjęczał odchylając głowę do tyłu. Wykorzystałem tę chwilę i zbliżyłem usta do jego szyi. Oblizałem miejsce obrane przeze mnie za cel.
- Nie...gryź - jęknął, gdy poczuł moje kły przy skórze. Spojrzałem mu w oczy, on również zatrzymał wzrok na moich. Ciężko było mi się powstrzymać, ponieważ pachniał idealnie.. Jego zapach sprawiał, że miałem ochotę gryźć go bez końca i pozbawić choćby najmniejszej kropelki krwi....Opamiętaj się! Tak nie wolno Rene! ~ mówił mi mój wewnętrzny głos ~ Nie wolno nawet tak myśleć!
Wziąłem głęboki oddech, powietrze wydychane drżało jakbym był jakimś koteckiem (^^). Pochyliłwm się nad torsem chłopaka delikatnie przesuwając językiem po kego bladej skórze, zahaczyłem kilka razy o sutki. Azusa zwieńczył moje starania g
£ębokim jęknięciem. Dłoń powędrowała na jego przyrodzenie,przesunąłem po nim dłonią w górę i w dół. Jęknęliśmy obaj w tym samym momencie dochodząc, ja w nim a on mi w dłoni. Uśmiechnąłem się tryumfalnie widząc jego minę. On także uśmiechnął się po chwilce zadziornie i złapał mnie za w£osy, zbliżając moje usta do jego.
- Eh, było lepiej - westchnął mi w twarz uśmiechając się bezczelnie. Przewróciłem oczami z uśmieszkiem.
- Będzie lepiej w miarę powtórek.. - wyszeptałem seksownym tonem, zbliżając wargi do jego ucha. Zobaczyłem dreszcze na jego skórze, gdy poczuł ciepły oddech. Wykonałem ostatni, gwałtowny ruch i wyszedłem z niego. Wpatrując się mu w oczy zaplątałem na palcach jego miętowe włoski, rozlane na poduszce oraz oparciu. Wyglądał nieziemsko, gdy tak się przyglądałem jego rozpalonej twarzy i niemiarowemu oddechowi. Sam nie byłem lepszy, na marnę szukałem u Miętowego jakiegokolwiek chłodnego miejsca. On również był rozpalony zupełnie jakby miał gorączkę. Podniosłem się powoli oswobadzając go z pułapki. On również podniósł się do góry lustrując mnie wzrokiem.
- Ta... nie jestem strongmenem - zaśmiałem się. Zauważyłem także, że zawiesił się na moich oczach.. A raczej tak to wyglądało.
- Świecą - mruknął z zafascynowaniem jak małe dziecko. Nie miałem pojęcia co na to odpowiedzieć więc pozostawiłem to bez takowej.
- Wypadałoby się umyć - westchnął patrząc to na siebie, to na mnie.
- To co druga rundka pod prysznicem? - zapytałem zbliżając się do niego ze śmiechem. Przy okazji złożyłem na jego ustach zadziorny pocałunek.
- Jeżeli chcesz się umyć to proszę bardzo, chętnie zobaczę te twoje pośladeczki w ruchu - zachochotałem mu przy uchu.
(Azusa?)
- Ah.. Chyba nie mogę odmówić - zachichotałem - Takie okazje nie zdarzają się zbyt często.. Jeszcze dodatkowo przy takim facecie - zamruczałem powoli przesuwając go pod siebie. - Moim zdaniem twoje ciało jest wspaniałe - westchnąłem wpatrując się mu w oczy (Ta, jasne, w oczy. Kogo chcesz oszukać? xD). Oblizałem wargi a następnie pocałowałem go po raz setny (chyba) tego wieczoru, nocy czy chuj wie czego. Tym razem zgrabnie wszedłem do jego ust doprowadzając do spotkania naszych języków. Przy okazji pozbyłem się bokserek uwalniając bestię (no nie wiem czy taka bestia) na jasne światło nocy. Nadal nie odrywając ust od tych Azusy podsunąłem jego uda do góry. Gdy dotknąłem jego przyrodzenia jęknął znowu uśmiechając się przy tym. Nie dopowiedziałem jeszcze czegoś - jęknął mi w usta. Gorąco rozpierało mnie całego, jeszcze nawet do niczego.. No dobra doszło już do tego tzw. "Czegoś" ale nie do końca. Najpoerw wsunąłem w niego palec, uśmiechnął się do mnie ponaglając do dalszych działań. Prowokuje,. Ajajajajajaj. Po chwili dodałwm kolejny palec, tym razem westchnął całkiem głośno. Przez jego twarz przemykały różne grymasy czy nie grymasy w ciągu tych kilkunastu minut,ale ten wyrażał podniecenie i przyjemność. Uśmiechnąłem się szamrancko.
- No.. daj spokój.. - wydyszał wpatrując mi się w oczy, zamknąłem je i wyciągnąłem palce. Gdy ponownie ujrzałem twarz Azusy byłem już w nim. Obaj jęknęliśmy w tym samym momencie, tylko że Miętek zaczął wić się jak wąż jęcząc z przyjemności przy każdym moim ruchu. A poruszałem się na początku powoli i miarowo, żeby z czasem przyspieszyć. Azusa owinął moje biodra nogami, a rękami objął w pasie przyciskając mnie do siebie. Praktycznie przez cały czas nie odczepialiśmy naszych ust od siebie. Gdy wykonałem kilka gwałtownych ruchów w przód i tył poczułem jak Miętowy wciska mi paznokcie w plerki (auu ;_;). Zasyczałem z bólu dodatkowo po tym jak poczułem w nich mrowienie.
- To taki... impuls..dla zaostrzenia wrażeń - wyjęczał odchylając głowę do tyłu. Wykorzystałem tę chwilę i zbliżyłem usta do jego szyi. Oblizałem miejsce obrane przeze mnie za cel.
- Nie...gryź - jęknął, gdy poczuł moje kły przy skórze. Spojrzałem mu w oczy, on również zatrzymał wzrok na moich. Ciężko było mi się powstrzymać, ponieważ pachniał idealnie.. Jego zapach sprawiał, że miałem ochotę gryźć go bez końca i pozbawić choćby najmniejszej kropelki krwi....Opamiętaj się! Tak nie wolno Rene! ~ mówił mi mój wewnętrzny głos ~ Nie wolno nawet tak myśleć!
Wziąłem głęboki oddech, powietrze wydychane drżało jakbym był jakimś koteckiem (^^). Pochyliłwm się nad torsem chłopaka delikatnie przesuwając językiem po kego bladej skórze, zahaczyłem kilka razy o sutki. Azusa zwieńczył moje starania g
£ębokim jęknięciem. Dłoń powędrowała na jego przyrodzenie,przesunąłem po nim dłonią w górę i w dół. Jęknęliśmy obaj w tym samym momencie dochodząc, ja w nim a on mi w dłoni. Uśmiechnąłem się tryumfalnie widząc jego minę. On także uśmiechnął się po chwilce zadziornie i złapał mnie za w£osy, zbliżając moje usta do jego.
- Eh, było lepiej - westchnął mi w twarz uśmiechając się bezczelnie. Przewróciłem oczami z uśmieszkiem.
- Będzie lepiej w miarę powtórek.. - wyszeptałem seksownym tonem, zbliżając wargi do jego ucha. Zobaczyłem dreszcze na jego skórze, gdy poczuł ciepły oddech. Wykonałem ostatni, gwałtowny ruch i wyszedłem z niego. Wpatrując się mu w oczy zaplątałem na palcach jego miętowe włoski, rozlane na poduszce oraz oparciu. Wyglądał nieziemsko, gdy tak się przyglądałem jego rozpalonej twarzy i niemiarowemu oddechowi. Sam nie byłem lepszy, na marnę szukałem u Miętowego jakiegokolwiek chłodnego miejsca. On również był rozpalony zupełnie jakby miał gorączkę. Podniosłem się powoli oswobadzając go z pułapki. On również podniósł się do góry lustrując mnie wzrokiem.
- Ta... nie jestem strongmenem - zaśmiałem się. Zauważyłem także, że zawiesił się na moich oczach.. A raczej tak to wyglądało.
- Świecą - mruknął z zafascynowaniem jak małe dziecko. Nie miałem pojęcia co na to odpowiedzieć więc pozostawiłem to bez takowej.
- Wypadałoby się umyć - westchnął patrząc to na siebie, to na mnie.
- To co druga rundka pod prysznicem? - zapytałem zbliżając się do niego ze śmiechem. Przy okazji złożyłem na jego ustach zadziorny pocałunek.
- Jeżeli chcesz się umyć to proszę bardzo, chętnie zobaczę te twoje pośladeczki w ruchu - zachochotałem mu przy uchu.
(Azusa?)
poniedziałek, 6 lipca 2015
Od Rene - C.D Azusy
Pokręciłem głową wciąż mając na twarzy naprawdę niesamowity
uśmieszek. Przesunąłem się delikatnie tym samym łapiąc Azusę za dłoń. Wplotłem
palce pomiędzy jego i zrobiłem minę podrywacza.
- Ja mogę cię ogrzać..- wyszeptałem obserwując jak
przechodzą go ciarki od chłodnych paneli – Jutro pójdziemy ulepić bałwana Elzo
– wyszczerzyłem kły. Gdy próbował mnie uderzyć złapałem jego rękę w nadgarstku,
żeby po chwili złożyć na niej delikatny pocałunek – Nie przemęczaj się
księżniczko, bo musisz mi starczyć na dłużej – w ruch poszła druga ręka, ją
także złapałem i przycisnąłem do podłogi – Musisz być grzeczny, żebym mógł cię
wypuścić – zachichotałem, w jednej chwili puściłem jedną z jego rąk a za drugą
pociągnąłem, żeby pomóc mu wstać. Miał minę jakby chciał mnie zabić, cmoknąłem
w jego stronę na przepraszam. Najprawdopodobniej jego rządza mordu wynosiła
najwyższy poziom i to akurat skierowany w moją stronę.
- Nie denerwuj się tak, bo żyłka ci pęknie. Tak na
marginesie to naprawdę słodkie te rumieńce – puściłem mu oczko z uśmiechem.
Naburmuszył się cały, wszystkie jego mięśnie napięły się niesamowicie.
Zlustrowałem go całego – od stóp do głowy, a potem znowu zatrzymując się na
torsie. Przez te kilka chwil miałem czas, żeby przemyśleć to co wcześniej
powiedział. Zmusić? To mi się nawet podoba.. A więc zamiast myśleć, zacząłem
działać. Złapałem go ponownie za rękę poprzedzając to słodkimi słówkami
wyszeptanymi wprost do jego ucha: „Rozumiem, że mam wziąć cię siłą?”, tak
właśnie brzmiały te słówka. Znów te niesamowite ciarki przechodzące przez jego
ciało. Zamknąłem oczy zbliżając usta do jego szyi, przesunąłem po niej językiem
zostawiając mokry ślad. Jego krew pachniała tak niesamowicie. Przygryzłem mu
skórę, jednak nie wgryzłem się na tyle, żeby krew zaczęła ciec. Do moim uszu
doszedł niezidentyfikowany dźwięk wychodzący wprost z ust Azusy. – Czyli jednak
to jest przyjemne, hę? – zapytałem głupkowato trzymając usta nadal przy jego
szyi. Wszystkie te najmniejsze czynniki wpływały na to, że coraz bardziej się
nakręcałem. Przesunąłem go nieco w stronę ściany, żeby następnie oprzeć o nią
Azusę. Przez chwilę przyglądałem się jego oczom z zaciekawieniem, cały czas z
uśmiechem na twarzyczce badałem jego ciało dłonią od czasu do czasu szczypiąc
go gdzie niegdzie. Przy okazji połączyłem nasze usta, na początku trochę
nieśmiało, ale potem zauważyłem, że ustąpił, więc pozwoliłem sobie najśmielsze
ruchy. Obie dłonie przesunąłem na policzki stopniowo przechodząc na tył głowy
wplątując palce we włosy chłopaka. Pogłębiliśmy pocałunek na tyle, że stał się
on istnym tańcem języków. Przesuwałem go w stronę kanapy coraz bardziej
oddalając się od ściany, nie przerywając pocałunków. Poczułem jak delikatnie
zacisnął palce na mojej koszulce przy okazji coraz bardziej zamykając mnie w
uścisku. Wreszcie dotarliśmy do tej jakże wyczekiwanej sofy, Azusa usiadł na
kanapie w rozkroku. Stanąłem mu więc między nogami obdarowując jego blade usta
milionami pocałunków. Jedną dłoń oparłem po jego lewej, a drugą nadal trzymałem
za podbródek. Uśmiechnąłem się zadziornie, gdy wreszcie nadeszła chwila na
pierwszy wdech po tej niesamowitej wymianie śliny. Jego mina nie wyrażała
zbytniego szczęścia. A może on tak po prostu ma?
- Uśmiechnij się – zamruczałem zbliżając wargi do jego ucha,
po chwili pocałowałem je delikatnie i przenosiłem się stopniowo coraz niżej, na
obojczyki, ramiona, klatkę piersiową. Zatrzymał mnie, gdy przygryzłem mu skórę
na brzuchu.
- Niby się nie uśmiecham? – zapytał nieco nieobecnie.
Zauważyłem cień uśmiechu na jego twarzy, ale co to był za lichy uśmieszek? –
Jesteś nawet delikatny jak na tego, który ma wziąć mnie siłą.. – westchnął
udając zwód.
- Jeżeli bym się nie powstrzymywał to dawno miałbyś już
kilkanaście ugryzień i najprawdopodobniej umarłbyś z wycieńczenia – mruknąłem
poważnie wpatrując mu się w oczy – A nie chcę, żebyś umarł – i właśnie wtedy
delikatnie dziabnąłem go w wewnętrzną część uda. Nie piłem krwi, ale zostawiłem
dwa małe ślady po kłach.
- Jesteś naznaczony jak krowa – zachichotałem zbliżając
twarz do jego. Dłoń z policzka przesunąłem na udo uprzednio zahaczając wrażliwe
miejsca. Zacisnąłem palce na jego skórze. Jak na razie trzymał się bardzo
dobrze, wydał z siebie kilka podniecających odgłosów. Coraz bardziej się
rajcowałem. Przesunąłem go, żeby położył się na całej długości kanapy, ja zaś
oparłem się centralnie nad nim, a raczej nad gumką od jego bokserek. Patrzyłem
na nią jak na jakiś skarb, którego muszę pilnować za wszelką cenę. Złapałem za
nią palcami i delikatnie podniosłem, przesunąłem językiem w miejscu gdzie
wcześniej zaciskała się guma. Znów to drżenie całego ciała. Moje spodnie stawały się coraz bardziej
ciasne, chyba wiadomo czemu ( ͡° ͜ʖ ͡°).
Wreszcie ściągnąłem mu te
bokserki odsłaniając to co najbardziej mnie interesowało. Zerknąłem w te niesamowicie
malinowe oczy..Chociaż było ciemno to ja nadal widziałem ich kolor. Po raz
kolejny wpiłem się w jego usta. Błądził rączkami po mojej koszulce, rozporku,
wreszcie pozbył się górnej warstwy ubrań, a potem zajął się dolną, przez cały
czas byliśmy do siebie przyczepieni jak glonojady. Pozbawiał mnie kolejnych
części garderoby trafiając wreszcie na bokserki.
(Azuska?)
Od Rene - C.D Azusy
Zerknąłem na niego z pogardą, żeby po chwili zacząć się
śmiać. Przez cały czas patrzyłem mu w oczy, nawet na chwilę nie spuściłem
wzroku.
- Krzywdy? – zapytałem z uśmieszkiem odsuwając się od niego
o krok – Myślisz, że to co bym z tobą zrobił byłoby dla ciebie krzywdą? Hah..
Nie rozśmieszaj mnie. To byłaby najprzyjemniejsza rzecz w twoim życiu. –
zmarszczyłem brwi.
- No to pokaż mi tę przyjemność skoro tak to wychwalasz –
zbliżył twarz całkiem blisko mojej, utrzymywaliśmy kontakt wzrokowy przez
dłuższy czas trwając w ciszy.
- Jakoś straciłem ochotę -
odwróciłem wreszcie głowę – Zbieraj się sam – zrobiłem taki ruch ręką
jakbym miał to co zrobi w kompletnym poważaniu – Ale nie myśl sobie, że nie
będziesz moim dawcą – uśmiechnąłem się zadziornie – To tylko takie kłótnie małżeńskie. Nie
przejmuj się. Hahah, do zobaczenia My Mint Boy – puściłem w jego kierunku całuska
– Zbieraj się, bo szybko robię się głodny – puściłem mu zalotne spojrzenie i
wyszedłem z jego pokoju zamykając za sobą drzwi. Swoją drogą w jego pokoju było
o wiele cieplej niż na korytarzu, a może atmosfera wrzała tam w środku(albo na
korytarzu po prostu nie ma tak idealnego
ogrzewania jak mogłoby się zdawać po tym jakże obiecującym ośrodku. Zadrżałem czując jak zimno przenika przez warstwę
ubrań docierając do ciała. Przez to zimno zebrało mi się na kichnięcie, los
chciał abym akurat mijał Riuki’ego. Obrzucił mnie takim spojrzeniem, jakby
chciał ukatrupić, zjeść, potem zszyć na nowo( tak po zjedzeniu).
- Kichnąłem Riuki – uśmiechnąłem się w jego kierunku – Nic mi
nie powiesz? – zapytałem.
- Nie powiem – odpowiedział jak zwykle chłodno, choć ten
chłód nie mógł równać się z tym na korytarzu.. Ochłodził dodatkowo atmosferę,
ale co poradzę, jak nic nie poradzę? – O już wiem. Uduś się – na jego twarzy
pojawił się cień uśmiechu, oh jakie to było słodkie, gdy ten „cień” zmienił się
w nieco bardziej widoczny uśmieszek.
- Jeju.. Co to za piękna chwila, mój kochany braciszek się
uśmiechnął! I to całkiem prawdziwie! – krzyknąłem jak podniecona nastolatka po
teście ciążowym, który wyszedł pozytywnie. Popatrzył na mnie jak na idiotę, gdy
dodałem do tego jeszcze, że zaraz polecę po aparat i zrobię piękne zdjęcie.
Następnie powieszę je sobie na ścianie, a dodatkową kopię oddam Cini, żeby
miała na pamiątkę albo co tam będzie chciała z tym zrobić ( ͡° ͜ʖ ͡°). (może coś niegrzecznego jak na przykład spalenie?).
Jednak czas, w którym ukochany brat to zrobił nie pozwalał na jakiekolwiek
manewry świadczące przeciwko niemu. Zasmuciło mnie to niesamowicie, ale nic nie
zrobię.
- Uśmiechnij
się jeszcze raz tak ładnie – wyciągnąłem ręce w jego stronę, kierowałem je
prosto na policzki. Chciałem złapać je jak cioteczka, ale nie udało się gdyż
zrobił zwinny unik do tyłu, a ja klasnąłem w dłonie pochylając się do przodu z
figlarnym uśmieszkiem.
-
Jesteś naprawdę okropny, Riuki – mruknąłem łapiąc równowagę.
-
Miałeś sprzeczkę z tym miętowym? – zapytał wprost, nie zwracając zupełnie uwagi
na to co wcześniej powiedziałem ani zrobiłem.
- Nie
twój interes braciszku – westchnąłem próbując uniknąć tego tematu – Idź i
zajmij się misiem bo chyba potrzebuje twojej bliskości. W moje sprawy łaskawie
się nie wtrącaj – chyba po raz pierwszy przybrałem tak poważny ton głosu, gdy
zapytał o Azusę poczułem napływ gorąca w środku i ogólnie zdenerwowanie – No, a
teraz opuszczam cię braciszku – rzuciłem na odchodne, aby wreszcie pójść do
mojego przytulnego ciepłego pokoiku. […] Nareszcie! Dotarłem do mego Edenu,
przywitałem się z gadem wijącym się akurat na drzewku, a potem poszedłem zrobić
sobie coś do zjedzenia.. Zbaczając z tematu (albo i nie) pomyślałem, że mógłbym
znów wpić się w soczystą szyję Azusy. Myśląc o tym poczułem przybierające na
sile pragnienie, no ale chyba nie poszedłbym do niego po tak krótkim czasie? (ja
też mam serce mimo różnorakich wątpliwości i więzów krwi z niejakim Riuki’m)
Zrobiłem jedzonko i wiadomo co się z nim stało. Trafiło do brzuszka :> .
Rozglądając się po pokoju, (nie) myślałem coraz więcej o tym zielonkawym
stworze siedzącym w apartamencie obok. Nie mogłem już wytrzymać, nie dość, że
nudno to jeszcze głód krwi..Postanowiłem coś z tym zrobić, muszę jeść, muszę jeść dużo. Wyszedłem więc przez drzwi,
jak to robią normalni ludzie(chociaż nie zawsze). I skierowałem się do apartamentu
Azusy. Zastając otwarte drzwi wszedłem do środka. Cały pokój ogarniała
ciemność. Podczas penetracji(nocna wena) wnętrza zauważyłem (mimo, że było
ciemno) jak Azusa śpi na kanapie. Podszedłem do niego, a gdy zobaczyłem tę
piękną twarz skrytą w ciemności(ale zauważyłem) przez myśl przeszło mi, że JEST
SŁODKI, tak jak jego krew. Oszczędziłem sobie głębszego rozczulania nad jego
słodyczą. Uklęknąłem obok jego łoża i przesunąłem dłonią po jego policzku.
(Miałem ochotę zrobić mu coś więcej, jednak..bolałby go tyłek) Zlustrowałem
sobie jego nagi tors, oraz bokserki. Odkryte nogi miały stać się moim celem.
Schyliłem się chcąc go ugryźć, w ostatnim momencie poczułem jak ktoś (a
mianowicie Miętek) złapał mnie za koszulkę. Azusa pociągnął mnie w swoją stronę,
a ja będąc fajtłapą straciłem równowagę na czworaka i wylądowałem na podłodze.
Chłopak usiadł na mnie okrakiem i pochylił się do przodu nadal trzymając za
materiał.
- Aż
tak chciałbyś się ze mną przespać? – zamruczał mi do ucha. Zdziwił mnie, no nie
powiem.
-
Myślę, że tak – odpowiedziałem po chwili przemyślenia – Spodobałeś mi się od
początku.. To może zabrzmieć bardzo płytko, ale nie oceniam po wyglądzie, aż
tak bardzo. Coś w tobie jest – uśmiechnąłem się leciutko.
(Azusa?)
sobota, 4 lipca 2015
Od Rick'a
Rick odsunął się
kilka kroków od nieprzytomnego chłopaka, z którym się pobił. Oczywiście, byli
pod wpływem alkoholu., a szatyn nie był zbyt przyjazny w stosunku do idioty,
który postanowił się go zaczepić. Skończyło się tak jak skończyło. Rick
przesadził i to bardzo. Teraz stał jak słup nie wiedząc, co ze sobą zrobić. Coś wbiło mu się w szyję. Dotknął miejsca
ukłucia, jednak nic nie wyczuł. Niespodziewanie nogi pod nim ugięły się i padł
z hukiem na asfalt.
Do jego oczu dobiło się nieprzyjemnie jasne
światło. Przewrócił się na bok, przy okazji zaczynając kląć pod nosem jak
szewc. Był w tym ośrodku wystarczająco długo by zacząć go nienawidzić. Po
godzinie od przebudzenia, postanowił się ruszyć i wstać z łóżka z czarną
pościelą. Sypialnia była dość ustronnym miejscem, w której lubił przebywać. W
końcu spanie to najprzyjemniejsza rzecz na świecie, no prawie, ale jednak
przyjemna. Przeciągnął się leniwie i powędrował niechętnie w stronę łazienki.
Gdy odświeżył się, wyszedł z przestronnego apartamentu. Spojrzał na szklaną barierę oddzielającą go
od świata, westchnął ciężko i jakby w bezsilności ruszył dalej. Szedł między
ludźmi, nie zwracając na nich większej uwagi. Nigdy go nie interesowało, co
robią, jacy są. Miał to po prostu gdzieś. Wszedł do siłowni i chowając ręce do
kieszenie, rozejrzał się. Rozejrzał się za ulubionym, po czym podszedł tam.
Opasał ręce białą owijką i strzyknął karkiem. Uderzył w worek. Potem znowu.
Robił to z coraz większą zawziętością. Przerwało mu to, że worek uderzył jakiś
idiota, przechodzący obok. Spojrzał na osobę obojętnym wyrazem twarzy. Znikąd
pojawił się u niego uśmiech , po czym Rick wybuchnął głośnym, drwiącym śmiechem.
- Jak można być takim niedorozwojem, aby przejść
obok worka treningowego?!- nie przestawał drwić. Wytarł wyimaginowaną łezkę i
spojrzał na postać, leżącą na podłodze, z pogardą.
<Ktoś? :v>
czwartek, 25 czerwca 2015
Od Rene - Do Azusy
Po Bitwie Grupowej wszyscy
jak nigdy nic wróciliśmy do naszych apartamentów, a raczej zostaliśmy tam
przeniesieni niczym zwierzęta z zoo. Gdy otworzyłem oczy zobaczyłem znajomy mi
widok, „mój” pokój? Szybko się uporali..Ah. Spełzłem z kanapy niczym wąż spoglądając
kątem oka na terrarium. Atheris siedział, wylegiwał się, czy co tam wąż może
robić, na małej półeczce. Podsunąłem się do niego i od razu wziąłem w rączki.
Te chropowate łuski, na moją twarz wkradł się uśmiech. Zacząłem głaskać gada to
po głowie, to po szyi i tułowiu przesuwając palce aż do samego ogona, przy
okazji popatrzyłem na obrazek za oknem – miasto stworzone przez naukowców,
szklana kopuła rozciągająca się nad budynkami. Zaśmiałem się pod nosem czując
tak wielką bezradność. Byliśmy zamknięci jak chomiczki w szklanej kulce. Z
zamyślenia wyrwał mnie gad, który zaczął wpełzać coraz wyżej, na ramiona.
Podniosłem się z tureckiego siadu i poszedłem odłożyć zwierzę na drzewo. Potem
ruszyłem szybszym krokiem do łazienki zbierając przy okazji rzeczy do ubrania.
Załatwiłem wszystko bardzo szybko i wyszedłem z pokoju. Przez głowę przeszła mi
pewna myśl, więc od razu ruszyłem się w tamtym kierunku będąc ciekawym, czy ta
osoba w ogóle jeszcze dycha, a jak tak to, czy jest w stanie dowalić mi
niesamowitą ripostą. Nie zapukałem, tylko wszedłem od razu (na tzw. chama ;*).
Zobaczyłem obiekt mojego zainteresowania, a raczej na początku go nie
zauważyłem. Poszedłem więc dalej, do sypialni. Leżał sobie na łóżku i drzemał.
Uśmiechnąłem się chytrze podchodząc oraz bliżej. Usiadłem na nim okrakiem i
zbliżyłem palec do tego niesamowicie wyrzeźbionego noska.
- Pam – mruknąłem dotykając
jego czubka opuszką palca, widząc jak zareagował – a podrapał się po nosie –
zacząłem chichotać, co wreszcie przerodziło się w głośniejszy śmiech. Zanim się
obejrzałem Azusa wpatrywał się we mnie tymi swoimi malinowymi paczałami,
ucichłem w jedną sekundę choć miałem ochotę dalej się śmiać. Przekręciłem głowę
na prawo wystawiając język z uśmieszkiem. Dostałem poduchą w twarz, ale nie
zszedłem.
- No złaź ze mnie ty
zboczeńcu – warknął marszcząc nos. Sięgał już po drugą poduszkę, ale złapałem
jego rękę w nadgarstku i przyszpiliłem do pościeli pochylając się bliżej jego
twarzy.
- A jak powiem, że nie? -
zapytałem bezczelnie wpatrując mu się w oczęta. Zapomniałem, że ma jeszcze
drugą rękę i to właśnie nią dostałem w ramię. Syknąłem cicho odsuwając się od
niego. Zszedłem na bok, na łóżko i zacząłem wpatrywać się w niego z niezmierną
ciekawością. Właściwie to nie miał na sobie koszulki więc mogłem zobaczyć nieco
więcej.
- Zaraz sobie gdzieś wyjdziemy,
ale najpierw musisz się ubrać – powiedziałem całkiem spokojnie nadal
intensywnie wpatrując się w delikatnie zarysowane mięśnie oraz bladą skórę.
Zsunął nogi z łóżka i wyszedł z sypialni jak, gdyby nigdy nic. Po raz kolejny
przyszedł mi niesamowity pomysł do głowy, uderzyłem piąstką w otwartą dłoń i
poszedłem w ślad za Miętowym.
- Jeżeli powiem ci, że się
nie ubiorę? - zapytał odwracając się w moim kierunku.
- To ja ci pomogę – puściłem
mu zalotne spojrzenie, następnie podszedłem nieco bliżej cały czas patrząc mu w
oczy – Chętnie napiłbym się czegoś – mruknąłem zmieniając obiekt
zainteresowania, z oczu na jego szyję.
- Ty jeszcze śpisz, prawda?
- zapytał ironicznie Azusa patrząc na mnie z politowaniem – Zapomnij... - niby
stanowczo, ale jednak wyczułem w tym jakąś nutkę zawahania.
- Hah, jasne, zapomnę zaraz
po odczepieniu się od twojej szyi.. Albo obojczyka lub ramienia – popatrzyłem
na niego w taki niesamowity sposób, a potem spuściłem wzrok – Mogę ewentualnie
pożywić się z twojej nogi lub ręki.. - dałem jeszcze więcej możliwych opcji
zbliżając się do niego coraz bardziej. Wreszcie przygwoździłem go do ściany bez
możliwości ucieczki, oczywiście były próby odepchnięcia mnie, ale gdy jestem
głodny nic mnie nie powstrzyma. Do tego bardziej podniecające było to, że stał
bez koszulki. Instynkt zwierzaczka się odezwał, oblizałem kły, oparłem dłonie
na jego torsie. Wpiłem się w jego szyję uprzednio obdarowując ją kilkoma
pocałunkami. Usłyszałem ciche westchnięcie, a potem dłonie napierające na mnie.
- Odsuń się ode mnie! -
warknął, tak jak to robią niektóre psy, na ostrzeżenie. Uśmiechnąłem się
szerzej i przygryzłem go obok, nieco niżej na ramieniu. Spiłem krew wydostającą
się z pary dziurek i zbliżyłem usta do jego ucha.
- Nie chcę.. - szepnąłem
uśmiechając się szarmancko. Zacisnął dłonie w pięści na mojej koszulce, gdy po
raz kolejny zrobiłem mu parkę dziurek, tym razem jeszcze niżej, pod
obojczykiem. Jego krew była naprawdę pyszna, lepsza niż jakakolwiek inna, którą
piłem. Odrywając się od niego spojrzałem mu w oczy, oblizałem wargi, a potem
jeszcze przetarłem je kciukiem. Twarz Miętowego wyrażała naprawdę miłe
odczucia.. Przecież gryzienie boli tylko na początku, potem jest to niesłychana
przyjemność. Tym razem nie piłem tak, żeby ugasić całe pragnienie więc kolana
nie powinny się pod nim uginać, a jednak nieco się zachwiał, gdy próbował do
mnie podejść. Napawałem się tym widokiem, aż wreszcie postanowiłem, że złapię
go za rączkę. Tak właśnie zrobiłem, a potem przyciągnąłem go lekko do siebie
obracając go – niczym w tańcu. - Chciałbyś pójść ze mną na ten bal, który
odbędzie się niedługo? - zapytałem wpatrując się w jego malinowe oczy nad wyraz
intensywnie.
(Azusa?)
Subskrybuj:
Posty (Atom)