Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pojedynek #1. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pojedynek #1. Pokaż wszystkie posty

sobota, 25 kwietnia 2015

Od Aki'ego - C.D Rene [Pojedynki]

Nie powinienem startować w pojedynkach, niepotrzebnie mnie zgłosili. Wolałbym teraz siedzieć w swoim pokoju. Czemu dałem mu tak po prostu wygrać bez walki? Byłem gotów, ale tuż przed jego atakiem nie obroniłem się. Poleciałem daleko ku ścianie za mną i w nią walnąłem. Będę miał przynajmniej swoją własną ścianę. Po chwili wylądowałem na ziemi twarzą i całkowicie mi się film urwał. Przegrałem, ale jakoś zbytnio samo to słowo mi nie przeszkadzało. Gdy wreszcie świadomość wróciła zdałem sobie sprawę, że już nie byłem na arenie lecz leżałem na jakimś łóżku, a wokół mnie wszystko było białe od mebli do ściany i podłogi. Zamrugałem kilka razy, aby obraz wreszcie się połączył w całość i mogłem normalnie widzieć. Odpiąłem od siebie jakieś urządzenie i wylazłem z białego pokoju kierując się z pamięci do swojego pokoju. Wlazłem na łóżko i poszedłem spać.

< ... >

wtorek, 21 kwietnia 2015

Od Misaki - C.D Rosie [Pojedynki]

Czułam się strasznie źle. W tej chwili chciałam jedynie jak najszybciej umrzeć, ponieważ nie mogłam wytrzymać tego bólu. Najbardziej się bałam tego, że Rosie będzie chciała mnie zabić przy pierwszej lepszej okazji. Jakaś kobieta wstrzyknęła jej jakiś płyn, po czym wszyscy odeszli. Po mnie przyszli zaraz potem. Leżałam na ziemi skulona krwawiąc, a także płacząc cicho z bólu. W niektórych miejscach miałam trochę dziwnej mazi z kolców, którymi Rosie (najprawdopodobniej) mnie zaatakowała. Po około dwóch minutach ktoś po mnie przyszedł. Naukowcy zabrali mnie i położyli na łóżko, do którego przypięli mnie pasami. Gdy mnie dotykali, wszystko mnie okropnie bolało.
- Zabijcie mnie... - cicho powiedziałam. Nikt nie zwrócił na to uwagi.
Jeden z naukowców wziął strzykawkę automatyczną, napełnił ją, a potem wycelował w moją rękę. Zmierzał do wbicia tam igły i wstrzyknięcia przezroczystego płynu. W międzyczasie próbowali mnie przypiąć do łóżka, co im się udało dopiero po dwóch minutach.
- Ja nie chcę! Nie chcę! Nie chcę żadnych zastrzyków! - darłam się próbując wstać. Uniemożliwiały to pasy, które były bardzo mocno zaciśnięte. I tak cały czas się wyrywałam.
- Co jej jest? - zapytał jeden z naukowców. - Z psychiatryka uciekła?
- Po pojedynkach jest - odpowiedział inny.
- Aż tak źle?
- Jak widać. Nawet przypiąć ją ciężko było.
Po chwili dostałam bardzo mocnych drgawek i czułam cały czas ból, który narastał. Przez drgawki pozostałe w moim ciele kolce (było ich dość sporo) zaczęły się we mnie wbijać coraz głębiej, przez co mocniej krwawiłam, a ból jeszcze się dodatkowo nasilał. Naukowcy próbowali mnie unieruchamiać i podawać mi różne lekarstwa, ale nie pomagały, przynajmniej w tej chwili. Dwie minuty później zaczęłam się krztusić krwią, która w dużych ilościach wyciekała z moich ust. Straciłam przytomność po kolejnej minucie mając nadzieję, że to już mój koniec.
Jednak z nadziei nic nie zostało, ponieważ właśnie otworzyłam oczy. Nic nie widziałam, jedynie oślepiały mnie lampy tego pomieszczenia. Wszystko było strasznie rozmazane. Zaraz po chwili zaczęłam bardzo mocno kaszleć. Trwało to kilka minut, ale podczas kaszlenia czułam ogromny ból. Naprawdę miałam już dość swojego życia. Znowu byłam przypięta do łóżka pasami najmocniej, jak to było możliwe. Spojrzałam na swoje ręce - były niemalże białe i całe w opatrunkach. Co się ze mną stało? Co oni ze mną zrobili? Co zamierzają robić ze mną dalej? Nerwowo rozejrzałam się po pomieszczeniu. Dalej nic nie widziałam, ale wiedziałam, że byłam tutaj sama. Po chwili usłyszałam czyjeś kroki i odgłos otwieranych drzwi. Znowu się rozejrzałam i zobaczyłam naukowca, który znowu chciał mi coś wstrzyknąć. Próbowałam zabrać rękę spod igły, ale byłam za mocno przypięta. Poczułam ukłucie i to, jak ten ktoś mi coś wstrzykuje. Po tym odszedł, a ja chwilę później poczułam, jak krew ciekła mi po gardle, na pewno miałam tak po tym, co mi podali. Kilka godzin później znowu poczułam się słabo. Ponownie straciłam przytomność.
Znowu otworzyłam oczy, już lepiej wszystko widziałam. Dalej byłam bardzo mocno przypięta, prawie w ogóle nie mogłam się ruszyć. Wokół mnie było pięciu naukowców.
- Co się dzieje...? - zapytałam trochę przestraszona i bardzo osłabiona.
- Nic - lakonicznie odpowiedział jeden z nich.
- To co tu robicie...? - zapytałam.
- Sprawdzamy stan twojego zdrowia - inny odpowiedział.
Po chwili notowania czegoś na swoich kartkach odeszli.
Wyszłam stamtąd dopiero po trzech miesiącach. Cały czas źle się czułam i chodziłam jakbym zaraz znowu miała zemdleć. Nikt na mnie nie zwracał uwagi, a niektórzy wręcz dziwnie się patrzyli. Po około godzinie przechodziłam przez opustoszałą ulicę i zobaczyłam Rosie. Bardzo się jej przestraszyłam.

<Rosie?>

Od Cinii - C.D Heaven`a [Pojedynki]

Ciachałam nożykiem jak nienormalna, starając się jak najbardziej zranić chłopaka. Jednak większość ciosów był w stanie zablokować, odrzucając mnie do tyłu. Szybko jednak ponownie znajdywałam się obok niego i znowu rozpoczynałam swoje ataki. Strasznie denerwowało mnie to, że chłopak jest tak wysoki. Czemu nie mogłabym powalczyć z kimś, mojego wzrostu? Jedyne co mogłam mu zrobić, to w głównej mierze zadawać mu ciosy w nogi. Cholera, dobrze się trzymał. Kiedy kolejny raz oberwałam, tym razem w bok, pisnęłam. To ciągłe skakanie obok niego, nie przyjdzie mi na dobre, tylko się tym męczę i opóźniam czas swojej własnej reakcji. Jednak niech sobie nawet nie myśli, że to wszystko, co mam mu do zaoferowania. Dopiero się rozkręcam. Przez krzyki dochodzące z Areny, ledwo słyszałam bicie swojego własnego serca. Chłopak co chwilę ukradkiem, na coś spoglądał, nie wiedziałam na co, jednak powoli zaczynało mnie to denerwować. Zamachnęłam się na niego, jednak ucierpiały na tym tylko kosmyki jego włosów, które teraz upadły na piach.
- Ty mała… - warknął powstrzymując się od wyrzucenia serii przekleństw
- Suko? – dokończyłam za niego z uśmiechem na swojej twarzyczce – wybacz, ale wpienia mnie to, że mnie ignorujesz. No chyba… że się chcesz pożegnać z jakąś kończyną…
- Nie gadaj tyle! – kopnął mnie w brzuch z taką siłą, że poleciałam jakieś cztery metry do tyłu, lądując na plecach
Przez jakiś czas, nie byłam w stanie zrozumieć, co się stało. Dopiero kiedy zobaczyłam nad sobą ostrze, szybko przeturlałam się w bok unikając śmiertelnego ciosu. Co on, zabić mnie chce? Chyba już kompletnie mu odbiło! Pospiesznie wstałam, jednak z tego rozmachu straciłam równowagę i ponownie upadłam tyle, że na tyłek. Z perspektywy widowni, musiałam wyglądać jak ofiara losu. Przeklnęłam pod nosem, po czym ponownie spróbowałam wstać. Jednak Heaven znalazł się błyskawicznie obok mnie i zamachnął się w moją stronę kolejnym nożykiem. Odskoczyłam do tyłu, wyginając plecy w łuk i lądując na rękach, następnie odbiłam się nimi od ziemi i miękko wylądowałam na klęczkach z dwiema szpadami. No teraz to mnie wkurzył… Spojrzałam na jedną ze szpad, a właściwie to na jej klingę. Dotknęłam jej, przecinając sobie przy tym opuszek palca. Metal wchłonął krew, po czym zaczął dziwnie się wyginać. Puściłam rękojeść szpady i odsunęłam się z lekkim uśmiechem na twarzy. Chłopak również zaczął się wycofywać, jakby zdziwiony tym zjawiskiem. Po chwili przede mną stał wielki, metalowy tygrys. Zwierzę, przez chwilę rozglądało się na boki, jakby zaaferowane tym światem, w którym przed momentem się ‘’narodziło’’. Kiedy jednak spojrzał w moje oczy, zarówno jego oczy jak i moje błysnęły intensywną czerwienią. Czerwień ta zgaśnie dopiero, kiedy stworzenie padnie bez życia na piach… co będzie ciężkie do zrobienia. Tygrys ryknął tak głośno, że sama musiałam zasłonić sobie uszy, krzywiąc się. Czułam się tak, jakby coś dosłownie rozrywało mi czaszkę. Żałosne, że moja własna ‘’broń’’ potrafiła tak na mnie działać, jednak Heaven wydawał się jeszcze bardziej rozkojarzony, na jego miejscu też bym była. Kiedy ogromne, metalowe zwierze odbiło się od ziemi, ta lekko się zatrzęsła. Chłopak nie mając co zrobić, żeby zablokować jego cios użył swojego nożyka. Kiedy pazury tygrysa o niego uderzyły, broń wypadła Carterowi z rąk. Chociaż istotnie udało mu się obronić przed atakiem i wykorzystać zaskoczenie swojego przeciwnika, w tym czasie się oddalając… to teraz nie miał broni. No chyba, że miał coś w zanadrzu co by mnie tak szczerze nie zdziwiło, znając tego chłopaka.

(Heaven? Sorka, że tak długo ale skasowało mi się opko i musiałam jeszcze raz pisać XD)

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Od Rosie - C.D Misaki [Pojedynki]

Patrzyłyśmy na siebie tak jeszcze chwilę ze strachem w oczach. I co my mamy teraz zrobić? Nie byłabym w stanie poranić Misaki, przecież uratowałam jej życie. Po chwili naukowiec pomachał głową z niedowierzaniem, po czym zbliżył się do nas. Dziewczyna schowała się za mną z nieufnością w oczach. Uspokoiłam ją trochę i przyjrzałam się mężczyźnie niskiego wzrostu, gdy wtem zza drzwi wyszedł chyba jego kolega. Rozdzielili nas i zaprowadzili z powrotem do pomieszczeń. Usiadłam na jakimś blacie machając nóżkami nad ziemią. Byłam okropnie przerażona. Tyle wszystkie kłębiące się myśli w mojej głowie. Po dłuższej chwili jakaś kobieta w fartuchu weszła do pomieszczenia. Krzątała się przy probówkach i mikroskopach, po czym wyjęła z szafki zestaw do robienia zastrzyków, a w tym strzykawkę z ogromną igłą. Przywykłam już w sumie do takich rzeczy i nie specjalnie mnie to przerażało. Jedyne co było w tym straszne, że chcą mi to podać teraz, przed pojedynkiem. Usiadłam grzecznie czekając co zrobi. Nabrała pół strzykawki roztworu z jakiejś probówki. Ciecz była przezroczysta i dosyć gęsta. Coś nowego. Zawsze dostawałam jakieś czerwone albo niebieskie substancje. Odwróciła się w moją stronę trzymając w dłoni zastrzyk. Spojrzałam na nią z wyraźnym zaciekawieniem.
- Połóż się - powiedziała spokojnie, lecz dosyć chłodnym tonem
- Co to jest? - zapytałam z ciekawością grzecznie kładąc się na blacie
Zanim mi odpowiedziała do pomieszczenia weszła jeszcze dwójka osób. Przypięli mnie do stołu skurzanymi pasami i czymś metalowym tak żebym się nie ruszała. Jedno z nich sięgnęło po opaskę na oczy, a drugi po jakąś maskę. Nie zdążyli mnie nawet tym dotknąć, gdy gwałtownie się szarpnęłam lekko raniąc sobie skórę na nadgarstkach. Odwróciłam twarz w stronę kobity z tą substancją.
- Co to mi zrobi? - zapytałam z przerażeniem i łzami w oczach
- To nic złego. Przywróci Ci twoje prawdziwe wspomnienia i zneutralizuje wszystkie leki jakich na tobie użyto - odparła zbliżając się do mnie
Grzecznie położyłam się na blacie, a Ci zakryli mi oczy, a następnie twarz. Ale jak to moje „prawdziwe wspomnienia”?... Czyli to co mi dotąd opowiadano to nie prawda?...
- Poczujesz tylko lekkie ukłucie - powiedziała stanowczo, po czym wbiła mi igłę
Przymknęłam na chwilę oczy, gdy usłyszałam cichy szept z osób które jej pomagały.
- Ile to trwa? - zapytał najciszej jak mógł przechodząc na drugą stronę stołu
- Do końca pojedynku, jak nie krócej - zapewniła, ale ostatnie słowa ledwo usłyszałam
Coś dziwnego ogarniało moje całe ciało. Czułam napływ siły, energii. Chęci zemsty i morderstwa. Co mi się dzieje?! Po krótkiej chwili przestałam nad sobą panować. Zaczęłam rzucać się ile wlezie by tylko się uwolnić. Obydwoje mnie przytrzymywali, a w tym czasie jedna z nich odchyliła lekko maskę i zdjęła mi opaskę z oczu. Widziałam wszystko na czerwono. Jakby przez pryzmat krwistej poświaty.
- Uspokój się na chwilę. Przeniesiemy Cię na arenę i tam sobie powalczysz jak tylko zechcesz dobrze? - poprosiła spoglądając mi w oczy
Przestałam się szamotać i pokiwałam posłusznie głową. Odpięli mnie od stołu, ale nie zdjęli maski. Obiecali, że zrobią to dopiero jak będę na arenie. Dwójka mężczyzn, która przed chwilą weszła do pomieszczenia chwyciła mnie i podniosła lekko. Rozumiejąc ten gest jak więzień idący na skazanie szłam przed siebie trzymana przez nich. Wszyscy na korytarzu schodzili nam z drogi. Czułam taką… chorą satysfakcję. Bali się mnie i to wprawiało mnie w dobry nastrój. Po chwili znaleźliśmy się u wejścia Areny. Puścili mnie, a gdy grzecznie się odwróciłam odpięli stalową maskę i wskazali na stojącą po drugiej stronie areny dziewczynę. Kojarzyłam ją jakoś, ale aktualne odczucia strasznie tłumiły moje dawne uczucia i pamięć. Na mojej bladej twarzyczce wymalował się piękny uśmiech przeszywający duszę na wskroś. Dziewczyna wzdrygnęła się, gdy to zobaczyła, ale mimo wszystko podeszła. Przyjrzałam jej się z zaciekawieniem lekko przekrzywiając głowę na bok. Wyobraziłam ją sobie bez głowy. Wyglądała… nawet lepiej niż z nią. Uśmiechnęłam się na tą myśl na chwilę odpływając. Z zamyślenia wyrwał mnie dopiero dotyk osoby. Położyła delikatnie swoją drobną dłoń na moim ramieniu.
- Rosie wszystko dobrze? - zapytała przerażona, a ja zaczęłam krążyć wokół niej
- Jak najbardziej… Wszystko jest w idealnym porządku - ostatnie słowo wykrzyknęłam podnosząc ręce ku górze
Zaraz za mną z ziemi wyrosły dwa ogromno korzenie przesycone kolcami i czarno-zieloną mazią. Przypominały wielkie szpony jak z koszmaru dziecka, które bez wiedzy rodziców zrobiło sobie maraton filmowy o północy. Powoli traciłam panowanie nad sobą… chociaż nie. Straciłam je już dawno temu. Teraz liczyła się tylko walka. Cisnęłam ręce przed siebie co chwilę przeskakując na boki i nie pozwalając się jej dotknąć. Próbowała się skupić i skierować swoją moc na mnie, ale za szybko się przemieszczałam w dodatku co chwilę ja raniąc. Rany nawet od draśnięcia były jakieś głębsze niż u normalnych ludzi… dziwne. Ale w sumie lepiej dla mnie. Zadawałam jej pojedyncze ciosy przerywając je falami szybkich ruchów. Kolce silnie raniły jej ciało. Po chwili dziewczyna upadła na ziemię chwytając się na poranione uda, brzuch i plecy. Wyglądała uroczo. Cała zakrwawiona i w kilku centymetrowych ranach. Nie było szans by od tego umarła, ale powrót do zdrowia zajmie więcej czasu. Opuściłam korzenie z powrotem do ziemi i uniosłam ręce w geście zwycięstwa. Kątem oka zauważyłam jak dziewczyna coś kombinuje. Wystawiła lekko dłoń w moją stronę i zaczęła nią coś kręcić. Nagle poczułam przeraźliwy ból głowy. Okropny, jakby ktoś stopił mi mózg. Upadłam na kolana chwytając się za głowę i o mało nie wyrywając sobie włosów. Mimo iż ból był nie do wytrzymania, po chwili zaczął słabnąć. Dziewczyna z trudem utrzymywała otwarte oczy i coraz bardziej opadała z sił. Czyżby miała zaraz zemdleć? Zobaczymy. Ból stawał się coraz słabszy, a po chwili mogłam już wstać z ziemi. Oddaliłam się od niej kilka kroków. Podniosłam raz jeszcze korzeń, lecz tym razem był normalny. Chwycił dziewczynę i podniósł ją nad ziemię zadzierając jej głowę w stronę nieba. Utrwaliłam roślinę, ale nagle poczułam się gorzej. Wszystkie uczucia i pamięć wracały… Było mi słabo… Starałam się ustać na nogach, ale było to niezmiernie trudne. Nie miałam żadnych obrażeń, ale te leki… Zaraz poczuje się lepiej… Ostatnie co zobaczyłam to jak naukowcy mnie podnoszą i przytrzymują, a ja dostaję jakiś lek na „przywrócenie do normalnego stanu” z tego co zrozumiałam z ust kobiety.
(Misaki? Jak tam się czujesz?)

Od Heaven`a - C.D Cinii [Pojedynki]

  Po raz kolejny spojrzałem na dziewczynę zdenerwowany, moje oczy wypełnione odrobiną pogardy wpatrywały się w jej różowe tęczówki. Uniosłem wzrok na wysokość pięknego, okazałego ostrza którego Cinia oburącz dzierżyła w swoich drobnych dłoniach. Szybko rozejrzałem się dookoła: otaczał nas jedynie suchy piach i tłumy ludzi wiwatujących imiona znajdujących się na Arenie Project'ów. Uśmiechnąłem się łobuzowato w stronę blondynki, wykonując coś w rodzaju ukłonu.
- Dziewczęta mają pierszeństwo. - rzekłem po chwili milczenia, równocześnie znowu przyjmując pozycję wyprostowaną.
- Daruj sobie. - westchnęła, na chwilę przymykając oczy. - Nie udawaj teraz dobrze wychowanego chłopca.
- Cóż... starałem się być miły. Przecież nie musimy być dla siebie wredni.
Kończąc zdanie, dotknąłem rozciętego nosa, zdobionego przez krwistoczerwoną szramę, biegnącą praktycznie do lewego policzka. Świetnie dopiełniała się z wielgachną blizną.
- Jak sobie tam chcesz. Nie zamierzam być dzisiaj szczególnie delikatna ani pobłażliwa. - to powiedziawszy, przygotowała się do wykonania ciosu.
Rozłożyłem ramiona na boki i zamknąłem oczęta: wyglądałem, jakbym czekał na ostrzał z pistoletu, oddając życie za najlepszego przyjaciela. Kiedy tylko usłyszałem jej ciężkie stąpie, mocno amortyzowane przez złoty piasek, od razu uniosłem powieki i wykonałem błyskawiczny unik, gdy ta zaatakowała. Teraz, będąc jeszcze w pełni świadomym tego co robię, nie uśmiechało mi się spuszczać baty dziewczynce o prawie pół metra ode mnie niższej, ale cóż... Na razie postanowiłem się trochę rozkręcić, traktowałem to bardziej jak zabawę - na prawdziwy pojedynek przyjdzie czas później. Starałem się unikać wszystkie jej ciosy, chociaż skubana była naprawdę szybka. W momencie kiedy nie zdążyłem, ostrze jej masywnego miecza rozcięło skórę mojego ramienia, pomimo, że ledwo co metal zdołał ją musnąć. Dopiero teraz walkę uznałem za rozpoczętą. Zatrzymałem się na sekundę, nabierając w płuca porządny haust powietrza. Przypomniałem sobie o małym nożu, który udało mi się wykraść z jednego z magazynów w bronią podczas tego całego zamieszania. Ukryty pod materiałem czarnej koszulki, czekał na swoją kolej, aby zostać użytym w niespodziewanym dla każdego momencie. Cinia zamachnęła się raz jeszcze, przez co o mało nie straciłem ręki.
- Ey ey ey... nie rozpędziłaś się za bardzo, Księżniczko!? - zapytałem dociskając do piersi cudownie ocaloną kończynę.
- Nie. - rzuciła chłodno. - Dopiero się rozkręcam.
Jej piękne, długie blond włosy niesamowicie dotkliwie przypominały mi o Vanilli, nie mogłem skupić się na walce. Dostawałem baty od dziewczynki srebrnowłosego chłopaka, przez którego moja drużyna przegrała Grupową Bitwę. Nie powinno tak być. Wtedy jak na zawołanie, pośród tysiąca innych głosów, wydawało mi się, że słyszę ten jeden, nawołujący mnie po imieniu. Spojrzałem w stronę trybun ulokowanych po stronie wyjścia, wysuniętych najbardziej naprzód. Ujrzałem tam wszystkie Sigmy, w tym owe bliźniaczki. Zadarłem głowę jeszcze bardziej do góry, uparcie wpatrując się w dziewczę ubrane w błękitną suknię, nieznacznie poruszaną przez lekko powiewający wiatr. Wpatrywała się we mnie, ale jej twarz nie wyrażała większych emocji. Dopiero kiedy gestami kazała mi popatrzeć przed siebie, zorientowałem się, że kompletnie zapomniałem o swoim przeciwniku. Gdybym w tamtej chwili się nie schylił zapewne zostałbym pozbawiony głowy jednym, szybkim ruchem. Niespodziewany atak powrotny pozostawił na moim policzku głębokie rozcięcie. Dosyć tego! Czerwoną od krwi dłonią przytrzymałem rękę dziewczyny, podcinając ją z szybkością jadowitego węża. Pacifica runęła na ziemię prosto na plecy przez co straciła oddech na krótką chwilę. Jeszcze tylko trochę... traciłem panowanie nad własnymi ruchami. Docierały do mnie jedynie pojedyńcze bodźce z zewnątrz, dźwięki zdawały się być słyszane jakby ktoś przyciszył cały świat jednym przyciskiem. Zacisnąłem zęby, wyszczerzając się w szyderczym uśmiechu, któremu towarzyszy z lekka psychopatyczny chichot. Uniosłem przeciwniczkę z ziemi (wcale nie była taka ciężka), zastanawiając się, co mogę jej teraz zrobić.
- Wybieraj co mam wykręcić Ci najpierw: rączkę czy nóżkę? A może kark? - zaśmiałem się raz jeszcze, po czym wyrwałem jej broń z ręki i upuściłem spowrotem na piach. Wymierzyłem z nią czymś, co przedtem ją przede mną chroniło. - I co teraz, dziewczynko? - przystawiłem jej zimną stal prosto do gardła.
Wystarczył jeden ruch, ale będąc pod wpływem swej najsilniejszej umiejętności wcale nie zdawałem sobie sprawy z tego, iż mogę ją zabić.
Wybałuszyłem szkarłatne oczęta, widząc jak w jej rączkach pojawiła się nowa broń, nieco mniejsza ale za to dużo lżejsza od poprzedniej. Cinia szybkim ruchem odpychnęła mnie, po czym podniosła się i rozcięła skórę na swoim przedramieniu. Jej różowe tęczówki przybrały barwę moich, zaczęły wręcz świecić intensywną czerwienią. Uśmiechnąłem się jeszcze szerzej na ten widok - teraz to dopiero będzie zabawa. Purpurowy nektar ściekał malutkim strumyczkiem po jej bladej skórze, jednocześnie brudząc piękną sukienkę. Oboje byliśmy gotowi do dalszej walki, nawet nie wiem kiedy ostrza obu broni zaczęły dźwięczeć głucho, zderzając się za sobą i wywołując przy tym okazałą falę iskier. Nawet będąc w totalnej furii zdołałem zauważyć ten wiele znaczący szczegół: ataki Pacifici były zdecydowanie silniejsze oraz szybsze, ale były głównie nastawione na to, aby jak najdotkliwiej zranić przeciwnika, a nie go zmęczyć. Na działałem właśnie na tej drugiej zasadzie, starając się by wykonała jak najwięcej ruchów w jak najkrótszym czasie. Chciałem, żeby się po prostu zmęczyła i później nie miała siły na obronę. Zamierzałem poczekać jeszcze trochę.

<Cinia?>

niedziela, 19 kwietnia 2015

Od Rene - Do Aki'ego [Pojedynki]

Pojedynek? Za Riuki'ego?! No do ciasnej dziury! Co to ma znaczyć?!
- Rozumiem,że to tak na powitanie - przeczesałem włosy z uśmieszkiem. Naukowiec wgapiał się we mnie przez te swoje grube bryle, usłyszałem od niego tylko takie bezpłodne "Tak". Potem nastąpiła chwila ciszy i nagle powiedział, że mam wyjść. Wykonałem polecenie posłusznie i ruszyłem do swojego pokoju. Gdy przyszedłem do swojego pokoju od razu podszedłem do terrarium Atherisa. Wyciągnąłem węża ze środka, a potem oplotłem na dłoni. Podniosłem ją do ust,a potem spojrzałem wężu prosto w oczy. Wysunął różowy język badając powietrze. Dotknął przy okazji mojego nosa. Uśmiechnąłem się szeroko, niczym dziecko widzące nową zabawkę. Klapnąłem w fotelu i zacząłem bawić się z wężem, tak jak to możliwe z wężem :'). Po dłuższym czasie spędzonym na obmyślaniu sposoby działa postanowiłem, że przywołam kilka duchów. Odłożyłem więc Atherisa na drzewo i usiadłem na podłodze po turecku. Zamknąłem oczy zaczynając szeptać niezrozumiałe słowa.[...]
Gdy otworzyłem oczy od razu oślepiło mnie światło. Zakryłem zmrużone oczy ręką i podniosłem się do góry. Przyzwyczaiłem się do jasnego pomieszczenia. Zsunąłem nogi z tego mebla przypominającego łóżko i podniosłem zadek do góry. Wyszeptałem kilka słówek i po chwili miałem już parę rogów na czole. Gdy opuściłem kolejne drzwi zobaczyłem wielką arenę. Wyglądała  jak koloseum. Mnóstwo miejsc siedzących , akurat dla całego ośrodka i jeszcze tak jakby pewne pomieszczenie dla jury. Koloseum przerobione tak, by pasowało do wszystkich tych nowoczesnych budynków i technologi jaka się rozwinęła. No nieźle. Była w kształcie koła ? (jajka, hihi). Tam, gdzie miałem zmierzyć się z tym małym knypkiem był tylko piach. Suchy piach, jak na plaży, tylko brak... wody.Kurde a miałem skrytą nadzieję, ze się popluskam z kaczuszkami. Nie zobaczyłem żadnej żywej duszy.. Martwej zresztą też nie widziałem, ale to tylko taki szczególik. Wymamrotałem imiona jednego z Oni. Obok mnie pojawiła się ponętna, młoda kobieta. Od razu przywarła do mnie ciałem okrytym tylko zwiewną halką. Spojrzałem na nią kątem oka.
- To z kim mam dzisiaj zmierzyć? - wyszeptała mi do ucha.
- Jak na razie nikogo nie widzę, ale bądź w pogotowiu - mruknąłem opanowanym tonem. Zupełnie jakbym nie był sobą. Po chwili z drugiej strony pojawił się mężczyzna, tym razem ubrany mniej skąpo.
- A ja? - zapytał z założonymi rękami na piersi, zupełnie nie wyglądał jak przygotowany do walki.
- Tak samo jak Hachi - uśmiechnąłem się ukazując moje nieco bardziej wydłużone kły - Musicie mieć się na baczności.. Nie ignorujcie go - poradziłem. Przez ten czas, gdy czekałem na tego dzieciaka zdążyłem skomunikować się z innymi demonami opracować jakiś plan działania. Wreszcie wyszedł na Arenę, podniosłem się z ziemi i otrzepałem z kurzu. Wyszedłem bardziej na środek. Byłem zdecydowanie wyższy od niego, wyglądał na calkiem wyluzowanego. Zresztą ja też się nie denerwowałem. Miałem ochotę go zignorować, ale zazwyczaj ktoś tak niewinnie wyglądający okazuje się być maszynką do zabijania (Doświadczenie :')). Uśmiechnąłem się do niego, zrobił to samo w moim kierunku.
- Zaczynamy czy może jeszcze będziemy pili herbatę? - zapytałem przekręcając głowę w prawo.
- Moglibyśmy zrobić sobie podwieczorek - podniósł wesoło ręce do góry - Ale jak trzeba to trzeba - obdarzył mnie widokiem swoich białych ząbków w czasie uśmiechu. Wyszeptałem kilka słów i już po chwili obok mnie pojawiła się kobieta z wcześniej, a z drugiej strony mężczyzna.
- Teh i zi - mruknąłem wystawiając rękę w prawo. Mężczyzna przybrał formę czarnego berdyszu, biła od niego łuna tego samego koloru. Aki ułożył swojego pluszaka na ziemi. Ten wstał i wyglądało na to,że się na mnie popatrzył. Duch był gotowy do ataku zresztą tak jak ja. Czekaliśmy na pierwszy ruch przeciwnika.
(Aki?)
~Dzięki Paulinko :*

Małe zmiany w Pojedynkach!

 Sądziłam, że zmian raczej nie będzie. No ale niestety. Z góry przepraszam, za wszystkie niedogodności i problemy z tym związane. Chociaż zaraz, zero problemów, wszystko dla waszego dobra. No to dobrze, pierwszą sprawą jest to, że zamiast Takumi`ego, z Akim zmierzy się Rene [tak więc, nie będziesz czekał w ciszy aż Cinia i Heaven się ''wymordują'']. Dlaczego? Nie pytajcie mnie, ponieważ takie jest zdanie naszej administratorki Tavv. Drugą sprawą, jest to, że przedłużone zostaną Pojedynki. Kolejne ''dlaczego?''. A otóż dlatego, że po prostu za cholerę pozwoliłam sobie powiedzieć tak nieładnie, no sory... się z tym nie wyrobimy wgl. teraz wszyscy wstają i zaczynają mi bić brawo, za odkrycie Ameryki. Właściwie to przez te dwa dni, pojedynki się teoretycznie jeszcze nie zaczęły xD znowu brawo Jestem zarówno wami, jak i sobą troszkę rozczarowana. Planuję przedłużyć to o kolejne 48 godziny - czyli 21 kwiecień godzina 19 koniec. Chociaż istnieje prawdopodobieństwo, kolejnego przedłużenia. Raczej nic takiego nie powinno się wydarzyć, ale w razie czego będę was informowała na bieżąco. Normalnie pozwoliłabym sobie przedłużyć wam czas o zaledwie jedną dobę, jednak podejrzewam, że część osób które z nami tutaj siedzą na blogu, jutro w ogóle nie będzie miało czasu. Ach te testy trzecioklasistów :/
  Chociaż jeszcze nie ten dzień, życzę wam powodzenia i na pewno będę trzymała za was kciuki ^^ reszta też ma, zrozumiano?

~Miłego dnia, Miszczu Gry #kolejne_odmeldowanie

sobota, 18 kwietnia 2015

Od Cinii - C.D Heaven`a [Pojedynki]

  No i po co ten cały cyrk? Jeszcze od razu dostałam nagrodę, w postaci morderczego spojrzenia Heaven`a… Rozejrzałam się po Arenie, z osób które znam to standardowo Heavenek, Rosie, Rene no i jeszcze dwóch chłopaków i dziewczyna… czyli to musiała być Misaki (sugeruję się listą, która wisiała przed budynkiem). Czyli jeden z tych chłopaków to Aki, a drugi Takumi. Chociaż nie wiem, czy tego małego dzieciaka można było nazwać chłopakiem… jakim cudem takiego brzdąca dopuścili do walki? Chociaż z drugiej strony, może być on ciekawym przeciwnikiem, nieprzewidywalnym… może lekko pokręconym? Uśmiechnęłam się pod nosem i podeszłam bliżej do tej małej grupki, czekając na pojawienie się Mistrza Gry. Rosie spojrzała na mnie kątem oka, może ją to troszkę zasmuci… jednak w tym miejscu nie zamierzam zgrywać wspaniałej przyjaciółki. Jeśli chodzi o walkę, jestem bezwzględną osobą… no cóż, nikt nie jest idealny, a już na pewno nie ja. Chociaż wątpię, żebym ten małej, wątłej dziewczynie mogła coś zrobić… wręcz przeciwnie, broniłabym jej jak ‘’lwica’’.  Niestety tutaj jest to niemożliwe, każdy z nas będzie zajęty tylko i wyłącznie swoją własną walką i tym, żeby przetrwać na tej przeklętej Arenie. Nie wiem nawet ile czasu minęło, ale ten zasrany Mistrz Gry wreszcie raczył się zjawić… zastanawiałam się, czy nie zabić którego z organizatorów tego Show którzy przyglądali się temu wszystkiemu, z bezpiecznej odległości. Teraz czułam się już totalnie jak zwierzę. Kiedy zakapturzona postać, rozpoczęła swoje przemówienie, spuściłam głowę i się wyłączyłam. Mogą z nami zrobić wszystko, wpoić w nasze umysły każdą rzecz, która im przyjdzie na myśl. Czemu mieliśmy być ich zabawkami? Które w każdym momencie mogą wymienić na nowy, lepszy model. Samo pojawienie się Sigm, potwierdzało tylko te plotki.      Użytkownicy aż dwóch Arcan… sama ta myśl, była przerażająca. Skoro my, z jednymi Arcanami byliśmy potworami, to oni kim? Złymi Bóstwami? Z moich ponurych myśli, wyciągnęło mnie delikatne szturchnięcie w ramię. Ta dłoń… była taka zimna, że aż się wzdrygnęłam. Spojrzałam w przerażone oczy Rosie, już miałam jej coś powiedzieć ale zagryzłam wargę i odsunęłam się od niej, oddalając się ze spuszczoną głową. Muszę się przygotować do walki, chociaż kompletnie nie wiem, co ten Mistrz przed chwilą powiedział.
 - Przypominam! – krzyknął za nami – Macie się stawić przy swoich Arenach za dziesięć minut! – kiedy odwróciłam głowę, żeby na niego spojrzeć, pomachał do mnie
 Odetnę mu tą rękę… a tak właściwie… dobrze wiedzieć, że to nie jedyna arena. W sumie racja, takim ‘’szychą’’ szkoda czasu, najlepiej rozegrać kilka pojedynków na raz. Weszliśmy do małego budynku, który i tak był dosyć porządnie wyposażony. Jak zwykle nie szczędzą pieniędzy… Oprócz tego dużego pomieszczenia, były jeszcze dwa mniejsze. Łazienka i mały składzik z bronią. Wszyscy rzucili się w kierunku tego drugiego, tylko ja zostałam w tym pokoju, siedząc na jakichś… pudłach? Ponieważ nie załamały się pod moim ciężarem, coś tam musiało być. Ale może nie będę grzebała, jeszcze mnie zaraz jakiś organizator rozniesie i tyle będzie z mojej walki. Poza tym walczyć z Heavenem sam na sam… Trochę obawiam się tego pojedynku, ale przecież robimy to głównie w celu dostarczenia im rozgrywki i podwyższenia swoich umiejętności. Ale to tak pobocznie… Chcą widowiska? Kto jak kto, ale my im go dostarczymy.
 - Ej! – usłyszałam czyjś głos obok siebie, o wilku mowa, jego czerwone oczy niemal mnie przewiercały – Postaraj się trochę okej?
 - Sądzisz, że Cię zanudzę?
 - Jestem tego prawie w 100% pewien
 Wzruszyłam ramionami, jednak uśmiechnęłam się lekko. Jakaż szkoda, że musimy teraz rozmawiać akurat w takich okolicznościach, a nie innych. Jakieś dwie minuty przed umówionym czasem wejścia na Arenę, wszyscy już się stawili gotowi. O dziwo nie byli uzbrojenie po zęby, chyba jednak będą też próbowali używać swoich Arcan. Kiedy wybiła godzina, dokładnie 18, zostaliśmy od siebie oddzieleni i zgodnie z zaplanowanym już dawno temu układem, wyszliśmy na osobne Areny. Po jednej stronie stałam ja, a po drugiej Heaven. I co? Teraz będziemy stali tak jak kołki i mierzyli się wrogimi spojrzeniami? Trochę nudne… ale przecież dopiero się rozkręcamy, nieprawdaż?  Przykucnęłam tak, żeby w razie czego jak najszybciej zareagować i dobyć jakiegoś miecza... Jednak jak na razie na nic się nie zapowiadało, jedną ręką przejechałam po ziemi, chwytając garstkę piasku i wyrzucając go w powietrze. Kiedy ostatnie ziarenka piasku zniknęły już z mojego pola widzenia, westchnęłam po czym wstałam, dzierżąc swój ulubiony miecz.
 - Kto zaczyna? - uśmiechnęłam się przekrzywiając głowę

(Heaven?)

Od Misaki do Rosie [Pojedynki]

Kolejny dzień w tym ośrodku... Wstałam rano, jak zawsze, ale nie miałam dziś treningu. Ciekawe co się stało...
Ubrałam się powoli, po czym wyszłam do parku i usiadłam na ławce, po czym naszło mnie na rysowanie. Wróciłam do domu, aby narysować to, co wymyśliłam. Wzięłam kartkę i zestaw do rysowania, który posiadałam. Zaczynając od szerokich linii kończyłam na tych bardzo cienkich. Następny rysunek chciałam już narysować w parku. Zabrałam wszystko, po czym tam się udałam. Zaczęłam kolejny rysunek tak samo jak poprzedni, kiedy po chwili kogoś usłyszałam.
- Bardzo ładne... - powiedziała cicho patrząc na to, co rysuję.
Odwróciłam się delikatnie zarumieniona.
- Hej Rosie... - powiedziałam odkładając wszystko na bok. - Dziękuję, ale są brzydkie...
- Nie są... - powiedziała.
- Skoro tak uważasz... - zarumieniłam się trochę mocniej patrząc na nią. Niedługo potem spojrzałam na ziemię.
Po chwili ciszy zapytała mnie, czy mogę pokazać jej to, co rysowałam. Dałam jej rysunek, a ona spojrzała na to z zaciekawieniem, po czym oddała mi. Ja dokończyłam, po czym ponownie jej pokazałam, powiedziała, że jej się podoba.
- A może dam ci ten rysunek...? - zapytałam.
- Nie trzeba... - odpowiedziała. - Zachowaj sobie...
- Mogę ci dać, i tak by u mnie tylko leżał schowany, poza tym mam ich mnóstwo... A jak ci się podoba to możesz wziąć - powiedziałam niemalże niewidocznie się uśmiechając.
- No dobrze... - powiedziała. Podałam jej kartkę, którą wzięła i schowała. - Dziękuję...
- Proszę - uśmiechnęłam się delikatnie do niej. Także się delikatnie uśmiechnęła.
- Nie wiedziałam, że potrafisz rysować... - powiedziała po chwili.
- To nie tak że potrafię... Po prostu lubię... - znowu się zarumieniłam. - Tak naprawdę jeszcze wiele mi brakuje do ładnego rysowania...
- Ale i tak mnie się twój rysunek spodobał...
Porozmawiałyśmy jeszcze chwilkę i bliżej się poznałyśmy. Była to naprawdę przyjemna rozmowa. Gdy już zrobiło się ciemno, poszłam do domu i zasnęłam.
Obudziłam się w innym miejscu. Nie znałam go wcześniej, nie byłam tu nigdy. Kręciło się tu dużo naukowców.
- Gdzie ja jestem...? - zapytałam jednego.
- W poczekalni - odpowiedział.
- Chwila... W poczekalni? - dopytałam.
- Tak, zaraz pojedynki będą. Nie wiedziałaś?
- Nie... Nikt mi nic nie mówił...
- Zostałaś zakwalifikowana do pojedynków.
Strasznie mnie zaskoczyło to, co powiedział. Nie dość, że nic nie wiedziałam o tym, to jeszcze mnie do tego wciskają. Co za ludzie...
- A mogę odmówić? - zapytałam.
- Teraz nie, wiele wcześniej była taka możliwość.
Czułam się dość dziwnie. Nie dość, że bez mojej zgody mnie wpisali do pojedynków, to jeszcze nic o tym nie wiedziałam. No trudno, chyba będę musiała walczyć... Nawet nie wiem z kim mam walczyć.
Minęło kilka minut, po czym kazali mi wyjść na arenę. Usłyszałam ostatnie wskazówki i wyszłam. Już po drugiej stronie areny ktoś stał. Przyjrzałam się tej osobie bliżej. Była to Rosie. Nie chciałam z nią walczyć, ale nie tylko dlatego, że nie chcę brać udziału w tych pojedynkach. Ona uratowała mi życie, więc nie miałam serca z nią się pojedynkować, ale naukowcy by tego nie zrozumieli. Są jedynie zainteresowani swoimi sprawami i nie obchodzi ich to, że, jak każdy człowiek, też mamy uczucia.
- Misaki? - zapytała podchodząc do mnie.
- Rosie? - też podeszłam.
- Co ty tu robisz?
- Kazali mi walczyć... Niestety z tobą...
- Mi też...
- Nie chcę z tobą walczyć... Nie mogę...
- Ja z tobą też nie chcę...
- To może nie walczmy?
- Niezły pomysł...
Jak postanowiłyśmy, tak zrobiłyśmy. Udało nam się tylko przez około minutę. Przez cały ten czas naukowcy patrzyli z niedowierzaniem. Po minucie jeden z nich wziął karabin maszynowy i w nas wycelował.
- Jeśli nie zaczniecie walczyć to was rozstrzelamy! - krzyknął.
- To co robimy? - wyszeptała Rosie.
- Mam pomysł... Możemy udawać, że walczymy. Będę co chwilę robić sobie rany, aby nie było, że to się przeciąga - cicho jej odpowiedziałam.
- Szybciej... - ponaglał nas ten naukowiec.

<Rosie?>

piątek, 17 kwietnia 2015

Rozpoczęcie pojedynków!

Witam!
Z tej strony wasz cudowny, Mistrz Gry który jedząc popcorn, będzie obserwował wasze zmagania na Arenie. Powtórzę się i przypomnę wam o tym, co mogliście zauważyć w poście od Tavv. Pojedynki trwają od dnia dzisiejszego, czyli 17 kwietnia. O godzinie 17 rozpoczniemy jakże piękną ''Ceremonię Rozpoczęcia''. W pojedynkach będziecie mogli się wykazać aż do dnia 19 kwietnia, a dokładnie... do godziny 19. Myślę, że czasu powinno wystarczyć każdemu na rozstrzygnięcie pojedynków. Opowiadania związane z tym wydarzeniem, możecie wysyłać do mnie na howrse, [klik] albo na gmaila [dhirenwilk1@gmail.com]. Jednak prosiłabym o howrse, ponieważ na gmaila wchodzę bardzo rzadko :/ 
Pojedynki się nie zmieniają, nadal biorą w nim udział takie samie postacie i walczą z tymi samymi postaciami. Jako, że Reita ma dzisiaj dobry dzień, do każdego pojedynku... dorzucę drobne słówko od siebie:

Heaven vs Cinia
~
No raczej nie będę sobie życzyła powodzenia, ani nic z tych rzeczy... Po prostu mam nadzieję na dobrą walkę Panie H ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Misaki vs Rosie
~
Tutaj również oczekuję dobrej walki. Po was można się spodziewać wszystkiego ;) Poza tym jestem ciekawa, jak wykaże się nasza Omega Fil nawet mi nie mów od razu, że nie masz szans, bo Cię zjem.

Aki vs Takumi
~
Mały, psychiczny chłopiec kontra wyglądający jak smerf Takumi... nie zabijaj taff. Pokładam w was wielkie nadzieje, na napisanie dobrych opowiadań. Chociaż to jest właściwie proste, że nie raz zaskoczycie widownie hehehe

No i na sam koniec...
Rene
~
Ale ty sobie cholero czekasz w kolejeczce ;3

No to nie będę się zbytnio rozpisywała, to chyba tyle. Jeszcze gdyby ktoś chciał, mogę podsunąć kilka pomysłów jak ewentualnie ''rozprawić'' się z przeciwnikiem. Jednak nie musicie tego robić, jako przykładny śmiech na sali MG oferuję jedynie swoją pomoc ;)
No to tego, Reita się odmeldowuje jak na razie i pozdrawia, do następnego posta [pewnie będę komentowała posty xD]
Layout by Hope