Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nanami. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nanami. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 listopada 2015

Od Nanami - Do Rosalie

Dzisiejszy dzień nie zaczął się ciekawie. Wstałam ze swojego pudełka i wzięłam swojego kotka na rączki. Pogłaskałam moją kotkę, po czym poszłam się umyć. Gdy wróciłam z łazienki i ubrałam się w moją ulubioną sukienkę. Po chwili dałam Yuki wejść na swoje ramię, a następnie przygotowałam śniadanie dla nas obydwu. Zjadłyśmy je po kilkunastu minutach - tak, jakbyśmy się nie spieszyły. Chwilę po tym, jak zmyłam naczynia, zadzwonił telefon. Podeszłam do aparatu, po czym uniosłam niepewnie słuchawkę i miauknęłam do rozmówcy po drugiej stronie linii. A może to był komórkowy...
- Dzień dobry, dodzwoniłem się do Nanami Asami? - zapytał rozmówca.
- Tak, z kim mam przyjemność? - zapytałam trochę niepewnie.
- Akinori Kaeruchi... Czy są moje wyniki?
- Już sprawdzam, proszę pozostać na linii... - odpowiedziałam, po czym wcisnęłam przycisk zawieszenia połączenia i odłożyłam słuchawkę. Na wyświetlaczu aparatu telefonicznego obok numeru telefonu, przed czasomierzem, który zliczał czas połączenia od jego rozpoczęcia, widniał znak zawieszenia, a dioda przy podpisie "ISDN 1" zaczęła mrugać na niebiesko. Wtedy poszłam poszukać tych wyników. Przeszukiwałam uważnie wszystkie posortowane dokumenty, po czym zabrałam się za te, które czekały na umieszczenie ich w odpowiednim miejscu. Nawet tam ich nie było, więc pewnie jeszcze nie są gotowe. Podeszłam do telefonu i ponownie nacisnęłam przycisk zawieszania połączenia. Tamta dioda zmieniła kolor z niebieskiego na czerwony i przestała mrugać, a z wyświetlacza zniknął tamten znak. Ponownie miauknęłam.
- Halo? - zapytał człowiek.
- Wyników jeszcze nie ma, powinny być za jakiś tydzień... Zadzwonię do pana z informacją... - powiedziałam spisując numer telefonu z wyświetlacza.
- Dziękuję, zadzwonię za tydzień. Do widzenia
- Do widzenia... - powiedziałam, po czym rozmówca się rozłączył. Odłożyłam wtedy słuchawkę i zabierałam się za następne badania. Dużo tego było... Na szczęście wszystkie trwały dość krótko, więc po ich zakończeniu resztę czasu miałam wolną. Już chciałam robić ostatnie badanie kiedy zabrakło odczynników. W sumie zaczęłam, więc nie powinnam zostawiać tego nieskończonego. Podeszłam do kotki i szepnęłam jej na uszko:
- Muszę iść na chwilę... Zaraz wrócę.
Wtedy cicho miauknęła. Wzięłam klucze oraz portfel, a następnie wyszłam do sklepu z artykułami do doświadczeń, chemią i innym sprzętem dla naukowców.. Było tam wszystko, co było mi potrzebne, więc poprosiłam sprzedawcę o kilka rzeczy. Musiałam okazać dowód osobisty, któremu sprzedawca się długo przyglądał. Co w nim dziwnego? Przecież nie jest podrobiony, prawda?
W końcu wróciłam. Miałam wszystko co trzeba, więc mogłam dokończyć wszystko jak należy. Jako że zbliżał się wieczór, kolejnych badań nie robiłam. Byłam zmęczona, więc poszłam się umyć i wyszłam na zewnątrz - Yuki już spała od około godziny w tym samym pudełku, w którym ja śpię.
Na zewnątrz było sporo śniegu, na który dopiero teraz zwróciłam większą uwagę. Ponownie ulice były ładnie oświetlone, jak to w zimę. Na ulicach było niewielu ludzi, wszyscy ciepło ubrani. Chociaż sama nie miałam zimowego ubrania, nie było mi specjalnie zimno. Po chwili spojrzałam na pewien zaułek - było tam kilka pudełek, które idealnie nadawały się do spania. Weszłam do jednego z nich i przypadkiem dotknęłam śniegu - wtedy delikatnie zadrżałam, więc wyciągnęłam rękę z białego puchu. Cicho miauknęłam i zasnęłam.
Obudziłam się późną nocą. Ktoś mnie dotykał, więc poruszyłam uszkami i spojrzałam na osobę, która była w trakcie dotykania mnie - chciała mnie obudzić? Dlaczego? Przecież pudełka są bardzo wygodne...
- Nic ci nie jest? - powiedziała dziewczyna. Wyglądała na bardzo młodą.
- N-nie... Nic... - odpowiedziałam patrząc na nią. - A coś się stało...?
- Nic, tylko dlaczego śpisz w pudełku? Na dworze jest bardzo zimno, możesz się poważnie rozchorować.
- Nie lubię spać w łóżkach... - spuściłam wzrok mówiąc te słowa.

<Rosalie?>

środa, 7 października 2015

Od Nanami - C.D Stefki

Więc mam się zgłosić do naukowców, nie ma sprawy. Ale czego chcą? Pewnie jakieś badania lub zlecenie, ewentualnie pomóc im w zrobieniu czegoś, czego sami nie potrafią albo im się nie chce.
Zostawiłam moją ukochaną kotkę na fotelu w pokoju dziennym, po czym chciałam wyjść i zamknąć drzwi, ale poczułam, jak coś wchodzi mi na nogi. Spojrzałam tam, a to była Yuki, która przyczepiła się do mnie pazurkami. Tylko cicho miauknęła, ale zejść nie chciała. Widocznie tak mnie polubiła, że nie chce mnie zostawiać. Jako że nie miałam serca odebrać jej tej przyjemności zabrałam ją ze sobą i ponownie umieściłam kotkę na ramieniu. Zamknęłam mieszkanie i poszłam ze Stefką do naukowców. Po drodze dziewczyna zapytała:
- A twoje uszy... są prawdziwe?
Poruszyłam nimi, a następnie przytaknęłam. Wtedy zapytała, czy może ich dotknąć.
- Jasne... Czemu nie... - odpowiedziałam, po czym się trochę schyliłam, aby było jej wygodniej. Poczułam, jak dotykała moich uszu, co było przyjemne, więc zaczęłam mruczeć. Następnie przez chwilę mnie drapała za jednym z nich, co także było bardzo przyjemne. Po chwili przestała i poszłyśmy dalej.
Doszłyśmy do jednego z pomieszczeń, w którym podobno na mnie czekają.
- To ja na razie cię muszę zostawić... - powiedziała Stefka. - Do zobaczenia
- Do zobaczenia - odpowiedziałam.
Pomachałam jej na pożegnanie, po czym odeszła.
Otworzyłam drzwi do pokoju, ale tam nikogo nie było. Zamknęłam je następnie i cicho miauknęłam - wtedy przyszedł jeden z naukowców.
- Witaj Nanami - powiedział.
- Dzień dobry... - niepewnie odpowiedziałam. - Czy w czymś mogę wam pomóc...?
- Dzisiaj nie nam, a ośrodkowi naukowemu, w którym powstałaś. Chodź, wszystko zaraz powiem.
Poszłam za nim, a naukowiec opowiadał wszystko. Chodziło o to, że chcieli mnie przebadać i tak dalej - jednym słowem nuda, chociaż podobno chcieli przy okazji sprawdzić moje umiejętności jeśli chodzi o genetykę. Najciekawsza będzie podróż - miałam tam polecieć samolotem, co pewnie tutaj jest rzadkością. W sumie samochodem czy pociągiem droga by trochę zajęła - przynajmniej 4 godziny w jedną stronę, do tego korki... Byłoby trochę długo. Pociągiem nie lepiej - 3 godziny nie licząc opóźnień, chociaż i one się wdzierają w rozkład jazdy. Samolotem to tylko problem z miejscem do lądowania i kosztami utrzymania, ponieważ chcą mnie wysłać samolotem należącym do Rimear Center. Ale jak chcą... Fundusze wykombinują.
Na lotnisko pojechaliśmy samochodem - przy mnie było dwóch ochroniarzy, którzy mieli mnie pilnować. Wyglądali na sztywnych i tak jakby... przestraszonych? Pewnie się mylę, ale co tam.
- Ładna dziś pogoda... - powiedziałam wyglądając przez okno pojazdu.
Jeden z nich tylko przytaknął. No nic, chyba mieli ciężki dzień. Jakieś kilka minut później dojechaliśmy na lotnisko - tam przeszliśmy kontrolę bezpieczeństwa, wielu krzywo na mnie patrzyło, jakby pierwszy raz widzieli kogoś z kocimi uszami. Po kontroli usiedliśmy w hali odlotów i czekaliśmy na samolot, który ponoć jeszcze nie jest gotowy. Po chwili podeszła do mnie dziewczynka, która na oko miała około siedmiu lat. Tylko poruszyłam swoimi uszkami, nic nie mówiłam. Wtedy dziewczynka podeszła bliżej.
- Czy mogę dotknąć twoich kocich uszu? - zapytała patrząc mi błagalnie w oczy. Wtedy niepewnie się nachyliłam, aby mogła to zrobić. Dotknęła ich, co było dość przyjemne, ale musieliśmy już iść na samolot. Wyszliśmy odpowiednią bramką na płytę lotniska i weszliśmy na pokład zajmując miejsce i zapinając pasy. Wystartowaliśmy jakieś 5 minut później.
Dolecieliśmy na miejsce – stamtąd poszliśmy prosto do ośrodka. Przywitali mnie ci sami naukowcy, którzy robili mi badania kilka lat temu. Uśmiechnęłam się lekko do nich, urozmaicali mi badaniami moje nudne dzieciństwo. Po tym zrobili serię badań, po której jeszcze chwilę porozmawialiśmy. Potrwało to jakieś 2 godziny, a po tym wróciliśmy do ośrodka. Chciałam wrócić do apartamentu, ale na kogoś wpadłam.
- Przepraszam… - powiedziałam cicho odsuwając się. Gdy się przyjrzałam tej osobie, okazało się, że była to Stefania.
<Stefka?>

piątek, 18 września 2015

Od Nanami

Spojrzałam na zegarek - była godzina dziesiąta. Wyszłam powoli z pudełka i zobaczyłam swojego kotka. Cicho miauknęłam, a Yuki podeszła jeszcze bliżej. Zaczęłam ją drapać za uszkiem, a wtedy zaczęła cicho mruczeć. Lubiłam jak to robiła, przyjemnie się tego słuchało. Widać było, że było jej przyjemnie. Jeszcze chwilę ją głaskałam, a po tym spojrzałam jej w oczka. Prawe było jasnoniebieskie, a lewe złote - po prostu prześliczne, idealnie pasowały do jej śnieżnobiałego futerka. Po chwili wzięłam ją na ręce i zaniosłam do kuchni, gdzie poszukałam czegoś dla kotka. Wzięłam jeden ze spodków od filiżanek, nalałam trochę mleka i postawiłam jej. Od razu zaczęła zlizywać spokojnie zawartość spodka. Wtedy ja też napiłam się trochę mleka. Było bardzo dobre, jak zawsze - w końcu to mleko. Gdy razem skończyłyśmy swoje śniadanie, umyłam wszystkie naczynia. Poszłam do innego pokoju, a malutka kotka cicho miauknęła za mną podążając. Usiadłam na kolanach na podłodze, po chwili Yuki weszła mi na kolana. Wtedy cichutko miauknęłam, a następnie głaskałam ją delikatnie. Zawsze to lubiła, a gdy to robiłam, mruczała i się kładła na moich kolanach oraz mrużyła swoje oczka. Wyglądała wtedy bardzo słodko. Po prostu śliczny widok. Uśmiechnęłam się tylko lekko i kontynuowałam głaskanie. Ponownie wzięłam ją na rączki, wzięłam jakąś książkę i usiadłam na kanapie kładąc ją obok. Zaczęłam ją czytać drapiąc kotkę za uszkiem lub ją po prostu głaszcząc, a wtedy mruczała. Była skulona, ale po chwili wstała i położyła się na moich kolanach. Znowu mruczała, już troszkę głośniej. Poruszyłam uszkami czytając książkę. Po kilku stronach zaznaczyłam stronę, odłożyłam książkę i delikatnie dotknęłam jej noska. Wtedy miauknęła, a ja jej cicho "odpowiedziałam" i zaczęłam znowu drapać za uszkiem. Znowu mruczała, kiedy ktoś zapukał. Wzięłam ją na ręce i podeszłam do drzwi, które po chwili otworzyłam, a kotek się wdrapał na moje ramię.

<Ktokolwiek?>

piątek, 28 sierpnia 2015

Od Nanami - C.D Juliett

Zaskoczyła mnie reakcja dziewczyny - dlaczego się na mnie tak patrzyła? Chyba nie ma we mnie nic takiego specjalnego... Nie uważałam, że to źle, że na mnie patrzy, ale nigdy się z takim zachowaniem nie spotkałam, więc nie wiedziałam jak mam zareagować. Po prostu spoglądałam tam, gdzie dziewczyna patrzyła na mnie, a po chwili jej nie zauważyłam - tylko kota. Wskakiwał właśnie do jednego z pudełek. Jak się nie mylę, była to właśnie ta dziewczyna. Ostrożnie podeszłam do tamtego pudełka, a kotek się skulił w rogu pudełka. Był prześliczny - cały miał brązową sierść. Chciałam pogłaskać ją (znaczy dziewczynę w ciele kota), ale nie chciałam jej stresować czy denerwować. Musiałam się dość mocno powstrzymywać. Tylko cichutko miauknęłam i przestałam tam zaglądać, chociaż nie odchodziłam.
Naprawdę nie wiedziałam, że dziewczyna może się zamieniać w tak ślicznego kotka. Nie mogłam się powstrzymać i zajrzałam jeszcze raz. Jej oczka były zamknięte - prawdopodobnie odpoczywała. Była bardzo, ale to bardzo słodka. Znowu chciałam ją pogłaskać, ale nie chciałam jej budzić czy stresować. Kiedy była jeszcze pod ludzką postacią, widać było, że trochę się denerwuje moją obecnością. Właśnie poruszała jednym ze swoich uszek, więc odsunęłam się trochę od pudełka. Jeszcze raz cichutko miauknęłam i skuliłam się niedaleko. Po jakiejś godzinie zauważyłam, że dziewczyna w kocim ciele wychodzi. Nie ruszałam się, by jej nie stresować. Zdziwiłam się, gdy do mnie podeszła i zamieniła się z powrotem w człowieka - wtedy też wstałam. Spojrzałam jeszcze raz na nią pod ludzką postacią - była naprawdę bardzo ładna. Nie mogłam przestać się zachwycać jej wyglądem - ukrywając to, aby nie zauważyła, że mi się spodobał jej wygląd. Nie chciałam jej dodatkowo krępować - już wystarczająco to robię swoją obecnością.
- Wybacz, chyba powinnam już iść... - powiedziałam cichym głosem. - Jeszcze raz ci dziękuję...
Ukłoniłam jej się, po czym chciałam odejść, ale dziewczyna...
<Juliett?>

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Od Nanami - C.D Juliett

Po chwili poczułam że na czymś leżę. Po chwili poruszyłam uszami i spróbowałam wstać. Upadłam na ziemię i cicho miauknęłam ponownie próbując wstać. Nadal nie miałam wystarczająco siły, aby móc tego dokonać. Spróbowałam otworzyć oczy, ale było to bardzo trudne. Ujrzałam rozmazany obraz jakiejś postaci, która prawdopodobnie mi pomogła. Mrugnęłam tylko, ale byłam dalej bardzo słaba, więc było to wyzwaniem. Nic nie pomogło - wręcz pogorszyło sprawę. Dopiero po chwili usłyszałam jakiś śpiew, ale nie byłam jeszcze w stanie go dobrze usłyszeć. Po chwili wstałam mocno się chwiejąc. Utrzymanie się na nogach było trudne jak chodzenie po cienkiej desce w warunkach zwiększonej grawitacji i po kilku mililitrach mocnego alkoholu. Nagle czułam mocne drgawki. Znowu coś z cukrem? Czy to dalej ta choroba? Dlaczego to nie przeszło? W końcu udało mi się wstać, ale trzymałam się na nogach bardzo niestabilnie. Czym prędzej chciałam znaleźć się w domu, więc poszłam w stronę apartamentowca, gdzie było moje mieszkanie. Nie mogłam się utrzymać na nogach, upadłam bardzo boleśnie na ziemię. Po chwili poczułam, jak ktoś mnie położył na plecy. Ponownie zaczęłam słyszeć jakąś piosenkę, a po chwili poczułam się lepiej. Wstałam i podeszłam do postaci.
- Dziękuję... - ukłoniłam się jej. - Jestem ci bardzo wdzięczna.
Była zaskoczona trochę, ale po chwili odpowiedziała cicho:
- Nie ma za co... To nic takiego...
- Dla mnie to wiele - odpowiedziałam.
Byłam trochę zakłopotana. Nigdy jeszcze nie spotkałam się z nikim, kto mi uratował życie. Nie wiedziałam jak zareagować, co powiedzieć i tak dalej.

<Juliett?>

niedziela, 9 sierpnia 2015

Od Nanami - Do Juliett

Właśnie wróciłam od lekarza - no, tak to nazwijmy, bo "lekarzami" byli naukowcy. Nic mi nie powiedzieli poza tym, co wiem. Nic mi nie podali, co mogłoby mi pomóc. Od kilku dni mam hipoglikemię, a cukier nie chce pomóc - już chyba otworzyłam piątą paczkę i nic. Już nawet moje własne badania wykazały, że cukier niewiele daje, a nawet omyłkowo przerwałam sobie żyłę, z której teraz wyciekała spora ilość krwi. Powinno to się zregenerować w ciągu trzech minut najpóźniej, więc tylko to opatrzyłam i nie martwiłam się o to. Sprawdziłam jeszcze raz listę leków, które ponoć były na moją przypadłość - nie było ani jednego, który nie był oznaczony jako nieskuteczny, nawet, gdy brałam więcej, niż zalecaną lub dozwoloną dawkę. Mało brakowało, abym tymi lekami się zabiła, ale już od początku nie pomagały. Zaczęłam próbować robić swoje leki szukając w książkach czegoś, co mogłoby w tym pomóc. Nagle zauważyłam, że coś mi ciekło po ręce, a to coś było krwią. Opatrunek był cały nią przesiąknięty, chociaż już powinnam się zregenerować. Pewnie choroba ograniczyła mocno zdolności regeneracyjne, co nie było w tej chwili zbyt dobre. Wzięłam trochę szkarłatnego płynu do probówki, a następnie zmieniłam opatrunek. Za pomocą zawartości probówki zrobiłam kolejne badania, po czym doszłam do wniosku, że choćbym połknęła naraz całą paczkę cukru, nie dałoby to prawie żadnych efektów. Po dalszym przeglądaniu książek, które było mocno utrudnione przez to, że powoli traciłam obraz z oczu, wymyśliłam jakieś lekarstwo, które mogłoby pomóc. Wyszłam z pokoju i próbowałam pójść w kierunku sklepu, w którym mogłam kupić odpowiednie składniki do tych lekarstw. Zdołałam tylko wyjść z budynku mieszkalnego, a następnie przejść tylko kilkanaście metrów. Upadłam na niewielki stos pudełek tak, że moje ręce i głowa zwisały w dół. Ponownie poczułam jak krew ściekała po mojej ręce. Jeszcze zdążyłam zobaczyć, jak powstawała z niej niewielka kałuża, ale następnie straciłam przytomność czując, że nie starcza mi powietrza. Chwilę przed utratą przytomności było mi bardzo zimno.

<Juliett?>

czwartek, 9 lipca 2015

Od Nanami - C.D Ukyo

- Jeszcze nie wiem jak ją nazwę... - powiedziałam.
- Skąd wiesz że to dziewczynka? - zapytał zaciekawiony.
- Rozpoznaję to - uśmiechnęłam się.
Pomyśleliśmy dłuższą chwilę, po czym wymyśliłam. Nadałam kotce imię, które brzmiało Yuki. Chciała się trochę pobawić, więc dotykała moich palców łapkami. Była przy tym bardzo słodka. Pogłaskałam ją, a ona zamruczała i zmrużyła oczka. Ukyo także ją pogłaskał, a Stoaty podszedł do niej i się chwilę bawili. Widać było, że się lubili, co mnie cieszyło.
Pomogłam chłopakowi sprzątnąć talerzyki po cieście, a następnie ponownie usiedliśmy i rozmawialiśmy. Gdy zrobiło się już bardzo późno, przygotowaliśmy się do spania. Gdy jeszcze chwilę posiedzieliśmy, poszłam w kąt pokoju, gdzie się położyłam na podłogę i skuliłam miaucząc cicho. Yuki podeszła do mnie i mrucząc położyła się obok. Także zamruczałam, po czym Ukyo podszedł do nas.
- Nie chcesz spać na łóżku? Tutaj będzie ci niewygodnie... - zapytał.
- Nie... - pokiwałam głową przecząco. - Bardzo często tak śpię...
Uśmiechnęłam się do niego delikatnie. Był najprawdopodobniej zaskoczony moim zachowaniem.

<Ukyo?>

środa, 8 lipca 2015

Od Nanami - C.D Ani

Ania kazała mi iść ze sobą. Niosła spore pudło z kotkami. Jednego miała nawet na głowie.
- Dlaczego mnie zabrałaś? - powiedziałam przecierając oczka. Bardzo mocno chciało mi się spać, mało brakowało, abym położyła się na ziemi i zasnęła nie zwracając uwagi na to, gdzie bym leżała ani na to, że leżałabym na śniegu.
- Przecież leżałaś w tym zimnie! Mogłaś zamarznąć! - powiedziała podniesionym głosem.
Nie chciałam być niegrzeczna, więc nic nie mówiłam, chociaż już wiele razy w równie mroźną zimę spałam w pudełkach i nic mi nie było. Jedynie cicho miauknęłam i poszłam z Anią nie stawiając oporów.
Wokół było ciemno, więc pewnie niektórzy nie widzieliby dobrze otoczenia. Padał śnieg, a wiatr wiał bardzo mocno. Powoli dochodziłyśmy do budynku, gdzie mieścił się apartament Ani. Weszłyśmy do środka, po czym pomogłam wyjąć jej kociaki z pudełka. Wszystkie były śliczne... Niektóre mniejsze, niektóre większe, ale były bardzo ładne. Ania poszła do kuchni i przyniosła miskę pełną mleka dla kotków.
- Jak mogę jeszcze pomóc? - zapytałam jej cicho.
- Może pójdź spać... Widzę, że jesteś zmęczona. - odpowiedziała.
- Na pewno?
Ania przytaknęła, więc skuliłam się w kącie pokoju, cicho miauknęłam, po czym zasnęłam.

<Ania?>

wtorek, 7 lipca 2015

Od Nanami - C.D Ukyo

- Przygarnę, nie mam serca go zostawić... Ale jeśli ty chcesz go mieć to nie ma problemu - uśmiechnęłam się delikatnie.
- Pomyślę... - powiedział, a następnie rozłożyliśmy wszystko na stole w pokoju.
My rozmawialiśmy na różne tematy jedząc ciasto, Stoaty łaził w pobliżu nas widocznie chętny do zabawy, a mały kotek spał smacznie na posłaniu. Taki był śpiący, że gdy Ukyo zaniósł mu mleko, tylko spojrzał, podszedł, napił się niewielkiej ilości, a następnie skulił się obok miski i zasnął. Gronostaj chłopaka podszedł do kotka, dotknął go ogonem i stał przy nim na niego patrząc. Kotek nie reagował, był widocznie bardzo zmęczony. Tylko spojrzał na Stoaty'ego, po czym zasnął ponownie.
Nasza rozmowa trwała dość długo, ponieważ kilka godzin. Dokładnie ile to nie wiem, ponieważ tak fajnie przebiegała rozmowa. Chciałam jeszcze trochę porozmawiać, ale robiło się już późno, więc nie chciałam już mu przeszkadzać. Gdy była chwila ciszy, powiedziałam:
- Chyba nie powinnam już wam zawracać głowy... Już późno, a pewnie chcecie się wyspać...

<Ukyo? Wybacz że tak krótko...>

sobota, 4 lipca 2015

Od Nanami - C.D Ukyo

Ukyo wydawał się być miłą osobą. Gdy tylko zapytał się o moje kocie uszka, delikatnie nimi poruszyłam.
- No cóż... takie mi się stworzyły - uśmiechnęłam się. - Od urodzenia je mam...
- Jak to możliwe? - ponownie zapytał.
- Ponieważ tak naprawdę nie jestem w pełni człowiekiem. W części jestem kotem... - miauknęłam cichutko. - Zostałam sztucznie stworzona, dlatego tak jest.
Chłopak się delikatnie uśmiechnął, a po chwili kelnerka przyniosła nam gorącą czekoladę. Poczekałam aż chwilę wystygnie, po czym wypiłam trochę, a mój nowy kolega także. Rozmawialiśmy o wielu rzeczach, po czym skończyliśmy pić i kelnerka przyniosła nam rachunek. Wyciągnęłam pieniądze, ale Ukyo, powiedział, że zapłaci. Chociaż chciałam zapłacić, i tak zrobił to sam.
Gdy wyszliśmy, kontynuowaliśmy rozmowę, po czym usłyszałam ciche miauknięcie, a w zaułku zauważyłam małego kotka, który leżał skulony przy ścianie. Podeszłam do niego, a on miauknął ponownie.
- Myślisz, że do kogoś należy? - zapytał się mnie Ukyo.
- Pewnie nie... Tylko okrutne osoby zostawiają na mrozie takie zwierzęta, jak ten kotek... - mówiąc to wzięłam go na rączki i spojrzałam na jego oczka. Były niebieskie, czyli był pewnie bardzo młody. Ułożył się wygodnie, zamknął oczy i zasnął cichutko mrucząc.
- Jak oni mogą to robić... - powiedział chłopak.
- Nie wiem, ale nie są to dobrzy ludzie... - powiedziałam.
Chwilę przeszliśmy z malutkim kotkiem, po czym zapytałam się:
- A może chcesz go też potrzymać?

<Ukyo? Wybacz, że tak, ale nie mogę twojego formka znaleźć (w zakładce go nie ma - żadnej)>

wtorek, 23 czerwca 2015

Od Nanami

Dzisiaj wcześnie wstałam, choć nie miałam co robić. Wyszłam powoli ze swojego pudełka, ubrałam się i wypiłam swoje ulubione mleko. Potem zajrzałam do swojej pracowni, aby pomyśleć, co robić. W sumie wszystko leżało spokojnie przebadane, więc wzięłam próbki krwi, które już leżały trochę czasu, a następnie wymieszałam z niewielką ilością wody z cukrem i podlałam nią roślinę rosnącą w pokoju dziennym. Już miała kwiaty we wszystkich odcieniach koloru czerwonego - od jasnoróżowego, do krwawo czerwonego ze wszystkimi odcieniami pomiędzy tymi dwoma kolorami - wyglądało to według mnie bardzo ładnie. Następnie zużyte probówki wyrzuciłam i wyciągnęłam kilka nowych, jeszcze zapakowanych, aby czekały na użycie. Umyłam ręce, po czym wyciągnęłam jakąś książkę celem jej przeczytania. Miała ogromną ilość stron, ale czytało się ją przyjemnie. Godzinę później przeczytałam dopiero 100 stron tego dzieła, ale nie zmieniało to faktu, że mi się podobało. To była jedna z tych książek, które mogłabym przeczytać w ciągu jednego dnia, gdybym oczywiście mogła.
W tej chwili myślałam, co mogłabym zrobić. W sumie najważniejsze rzeczy już zrobione, apartament nie wymagał sprzątania ani napraw, przy próbkach praktycznie nie było co robić... A może by tak... albo lepiej nie... Chociaż z drugiej strony... Nie, niezbyt dobry pomysł.
Cały czas o tym myślałam i wymyślić nie mogłam czym zająć się w tym czasie, jak wszystko zostało zrobione. W sumie mogłabym czytać dalej… ale nie jest to aż taki zły pomysł… Sięgnęłam po książkę, kiedy ktoś otworzył drzwi. Odłożyłam ją, po czym zajrzałam, kto to był.

<Ktoś odpisze?>

niedziela, 7 czerwca 2015

Od Nanami - C.D Ani

Cieszyłam się, że mam Anię jako przyjaciółkę. Była miła, fajna i przyjemnie się z nią przebywało i rozmawiało.
- Dokąd teraz? - powiedziałam uśmiechając się delikatnie i nie puszczając jej ręki.
- Może po prostu przed siebie? - zaproponowała.
Wydało mi się to dobrą propozycją, więc przytaknęłam. W końcu i tak raczej nie miałyśmy co robić...
Powoli szłyśmy sobie wśród opadających liści i wielu kwiatów. Słońce jeszcze trochę grzało, a na niebie nie było wiele chmur - po prostu piękna pogoda. Gdyby taka mogła być codziennie...
- Ładnie, prawda? - zapytałam się Ani.
- Zgadzam się z tobą - odpowiedziała.
Chwilkę później trochę zgłodniałyśmy, więc poszłyśmy do jakiejś niewielkiej restauracji na śniadanie. Wzięłyśmy sobie coś do jedzenia, a potem porozmawiałyśmy sobie o różnych rzeczach. Wkrótce kelnerka przyniosła nam nasze posiłki, które powoli zaczęłyśmy jeść. Wkrótce potem skończyłam, ale jeszcze na talerzu wiele zostało.
- Nie jesz już? – zapytała.
Pokiwałam głową przecząco i odłożyłam sztućce. ANIA jeszcze kończyła swój posiłek. Poczekałam aż skończy, a potem poprosiłam o rachunek i zapłaciłyśmy za wszystko. Następnie wyszłyśmy z restauracji.
<Ania? Wybacz, też krótko i problem z pomysłem :c>

piątek, 29 maja 2015

Od Nanami - C.D Ani

Po chwili, gdy wylałam około jedną czwartą szklanki soku, ANIA mnie przytuliła a ja westchnęłam dość głośno. Nie spodziewałam się takiego przywitania, ale to było miłe, że Ania mnie lubi do aż takiego stopnia. Odłożyłam szklankę, po czym się w nią wtuliłam uśmiechając i mrucząc.
- Aniu… Bardzo ciebie lubię… - powiedziałam.
- Cieszę się, że nie poszłaś – bardzo ucieszona dalej mocno mnie przytulała. - Już zaczynałam się martwić, że ciebie tu nie ma...
- Jeśli chcesz, to mogę być tak długo, jak zechcesz...
- To fajnie - przytuliła mnie jeszcze mocniej, a ja mruczałam dalej. Lou sobie siedział koło nas i radośnie merdał ogonkiem. Po chwili poszłyśmy z powrotem spać. Położyłam się na swoim poprzednim miejscu, zwinęłam w kulkę i miauknęłam cichutko. Obok mnie położyła się Ania i mnie pogłaskała. Ponownie zamruczałam, po czym zamknęłam oczy i przytuliłam ją, sama nie wiem kiedy. Przez minutkę jeszcze mruczałam, kiedy zasnęłam do niej przytulona.
Po jakimś czasie znowu się obudziłam, także w nocy, jednak nie wiem dlaczego tak się stało. Cały ten czas byłam przytulona do Ani. Bardzo przyjemnie mi się z nią przebywało i nie chciałam od niej odchodzić, a już na pewno nie w tej chwili. Nie puszczając jej miauknęłam cichutko, po czym zasnęłam ponownie.
Obudziłam się późnym rankiem, Ania wstała widocznie niedawno, więc też wstałam.
- Dzień dobry… - uśmiechnęłam się do niej.

<Ania?>

wtorek, 26 maja 2015

Od Nanami - C.D Ani

Zostać na noc? ANIA jest pierwszą osobą, która mi to proponuje... Nigdy się nie spotkałam z taką propozycją, więc pomyślałam dłuższą chwilkę. W sumie przyjemnie mi się z nią siedziało, ale czy powinnam zostawać? Wyglądało na to, że chciałaby, abym była z nią jeszcze trochę.
- Jeśli chcesz... - odpowiedziałam trochę niepewnie.
Moja nowa znajoma OD RAZU mnie bardzo mocno przytuliła, a ja się w nią wtuliłam.
- Bardzo się cieszę - powiedziała cicho, ale nie dało się ukryć, że była zadowolona.
Ja też się cieszyłam, ale z innego powodu, a mianowicie z tego, że Ania się cieszy. Zwykle nikomu nie sprawiam radości, a szczególnie tyle, co jej. Poza tym bardzo lubiłam być przytulana, dlatego zaczęłam cichutko mruczeć, a wokół nas skakał piesek Ani. Po chwili przestałyśmy.
- Nikt nie był dla mnie tak miły, jak ty... - powiedziałam z nutką radości w głosie.
- Naprawdę? - zapytała z niedowierzaniem.
- Tak, częściej ludzie mnie unikają jeśli nie wytykają palcami, mało kto mnie lubi... Długo by opowiadać... - powiedziałam trochę ciszej i poważniej.
- A dlaczego?
- Nie wiem... Może to dlatego, że różnię się od reszty...
- Ale jesteś słodkim kotkiem i człowiekiem - pogłaskała mnie, a ja zamruczałam. - Uważam, że to dobre połączenie.
- Cieszę się - uśmiechnęłam się.
Od dawna tak fajnej osoby nie spotkałam, jeżeli kiedykolwiek, a jeśli pamiętam dobrze, to Ania jest pierwsza. Bardzo lubiłam, gdy się ze mną bawiła podobnie, jak z prawdziwym kotem. A jeśli chodzi o Lou... Też lubiłam tego pieska. Był pierwszym psem, który mnie nie pogryzł ani nie był wobec mnie agresywny. Gdy podszedł do mnie, usiadłam obok niego na podłodze, pogłaskałam go, a ten zaszczekał przyjaźnie. Milutkie zwierzątko, naprawdę byłam zaskoczona tym, że nic mi nie chciał zrobić. Pobawiłam się z nim jeszcze chwilę, kiedy zachciało mi się spać. Ziewnęłam, po czym przeniosłam się do kąta pokoju i zwinęłam się w kulkę.
- Nanami, chce ci się spać? - zapytała podchodząc do mnie.
Pokiwałam głową twierdząco.
<Ania?>

poniedziałek, 11 maja 2015

Od Nanami - C.D Ani

Strasznie chciało mi się pić, więc zapytałam się Ani, czy czegoś nie ma.
- A czego byś się napiła? - zapytała.
- Czegokolwiek - odpowiedziałam i zdjęłam ręce z jej szyi - Może być nawet woda z kranu...
- A sok pomarańczowy?
- Chętnie...
Ania poszła do kuchni, a po chwili wróciła z dwoma szklankami soku i jedną mi podała. Podziękowałam jej, po czym wypiłam trochę. Ania też wypiła swój sok i odłożyła szklankę na stolik. Wypiłam jeszcze trochę, po czym także odłożyłam swoją szklankę, siadając na podłodze. Ania była trochę zaskoczona.
- Nie wolisz usiąść na kanapie? - zapytała.
- Dla mnie to wszystko jedno - uśmiechnęłam się.
Po krótkiej chwili przybiegł pies Ani. Zbliżał się w moją stronę, więc cofnęłam się przestraszona najdalej, jak to było możliwe. Od zawsze bałam się psów, praktycznie zawsze są wobec mnie agresywne, pewnie dlatego, że jestem w części kotem. Ale ten pies mnie zaskoczył - nie warczał, tylko podszedł, popatrzył na mnie, powąchał mnie i usiadł przede mną. Ja dygotałam ze strachu.
- Nie ma się czego bać, nie ugryzie cię - powiedziała Ania uspokajając mnie i podchodząc do mnie. - Chciałby się tylko z tobą pobawić.
Ponieważ zwierzę było niemalże nieruchome, wyciągnęłam powoli trzęsącą się rękę celem pogłaskania mopsa. Gdy prawie go dotknęłam, zaszczekał i podskoczył, więc natychmiast cofnęłam rękę z powrotem i próbowałam się cofać dalej, ale za mną była ściana, dlatego skuliłam się i spoglądałam na pieska. Ania namówiła mnie, abym spróbowała jeszcze raz, ale dalej byłam przestraszona. Po kilku próbach udało mi się go pogłaskać, ale dalej się bałam, że mnie ugryzie, ale mimo to głaskałam go dalej. Kilka minut później już się go nie bałam.

<Ania?>

sobota, 9 maja 2015

Od Nanami - C.D Ani

Po chwili rozmowy Ania zapytała mnie o to, skąd mam kocie uszka dotykając ich. Było to nawet przyjemne uczucie.
- Pewnie nie uwierzysz, ale w części jestem kotem... - odpowiedziałam cicho. - Stąd mam uszka i kocie zachowania...
- To chyba fajnie, nie? - zapytała po raz kolejny. - A jak to możliwe?
- Pomieszali moje geny z genami kota... Podobno to przypadek...
- Czyli zostałaś sztucznie stworzona? - trochę ciszej zapytała.
- Zgadza się... – powiedziałam cichutko.
- I jesteś w części kotkiem - powiedziała głaszcząc mnie i się uśmiechając.
Cichutko zamruczałam i się także leciutko uśmiechnęłam. Byłam bardzo szczęśliwa z tego powodu, że ktoś mnie spotkał. Od dawna nikogo nie widziałam, a teraz mam z kim porozmawiać. Nawet nie wiem, jak to możliwe, że tak łatwo mi się z nią rozmawia. Zwykle to ciężej mi idzie z rozmową z kimkolwiek, ale jeśli już rozmowa tak fajnie poszła, to czemu by jej nie ciągnąć dalej? Przeszkodą był tylko temat, który się skończył.
- Może odprowadzę cię do domu… - zaproponowała Ania.
- Nie musisz… Poradzę sobie, ale dziękuję za pomoc, już wiele dla mnie zrobiłaś... - powiedziałam delikatnie się uśmiechając. - Ale jeśli chcesz, to możemy pójść.
- To lepiej chodźmy, późno trochę jest.
Poszłam z nią posłusznie w stronę budynku mieszkalnego. Moja nowa koleżanka cały czas pilnowała, abym nie upadła. Niedługo potem byliśmy na miejscu.

<Ania? Wybacz, pomysł odleciał na wolne>

czwartek, 30 kwietnia 2015

Od Nanami - Do Ani

Obudziłam się dość późnym rankiem, wychylając się najpierw zza pudełka. Wszędzie było już jasno, ale na szczęście pudełko wystarczająco zatrzymywało światło słoneczne tak, aby mnie nie raziło w oczy. Cichutko miauknęłam, po czym wstałam i się przebrałam. Na śniadanie wzięłam sobie mleko, jak zawsze, zresztą nie tylko na śniadanie. W sumie to na każdy posiłek piłam mleko lub ssałam tubkę mleka skondensowanego. Nawet nie tylko w porach posiłków.
Gdy już skończyłam śniadanie, sprawdziłam próbki krwi, które miałam. Znowu zaczęłam rozczytywać czyjeś geny, co zajmowało dużo czasu i dla niektórych mogłoby być nużące. Dla mnie to było nawet ciekawe, ale pewnie każdy uważałby, że jestem jakaś nie do końca zdrowa na umyśle. Co z tego, po prostu lubię się zajmować tymi rzeczami. Po pół trzech godzinach skończyłam, więc wyszłam na zewnątrz. Wokół wszystko było takie kolorowe... Może i była jesień, ale było jeszcze ładnie, więc czemu by nie wyjść?
Przechodziłam głównym placem, gdzie było naprawdę dużo ludzi. Praktycznie każdy szedł w inną stronę. Ja szłam powoli patrząc na kwiaty i drzewa, które naprawdę pięknie wyglądały. Dotknęłam delikatnie jednego z kwiatów, aby go nie zniszczyć. Były na to zbyt ładne, poza tym chciałam, aby inni też mogli je podziwiać. Po kilku minutach odeszłam w mniej ruchliwe miejsce, gdzie usiadłam na ławce. Patrzyłam na ludzi, którzy chodzili w różne strony, jak na placu głównym, tylko, że było mniej ludzi. Po kilku minutach wróciłam do domu, aby wziąć książkę. Wyciągnęłam z półki jedną z książek naukowych, po czym wyszłam do parku i zaczęłam czytać. Dość szybko czytałam kolejne strony, ale że książka była dość gruba, przeczytałam połowę i ponownie wróciłam do domu, po czym znowu wypiłam mleko, które teraz było moim obiadem. Po tym chwilę spędziłam nad badaniem próbek krwi. Dwie godziny później zabrałam niewielką tubkę mleka skondensowanego i ponownie wyszłam do parku, po czym dokończyłam książkę. Słońce zaczęło zachodzić, więc ponownie wróciłam do domu, odłożyłam książkę na półkę i znowu wyszłam, ssąc mleko z tubki. W ciągu pięciu minut już wszystko zjadłam. Jeszcze chwilę posiedziałam w parku spoglądając na piękną roślinność, po czym słońce zaszło całkiem i było ciemno. Jedynym źródłem światła w ośrodku i w mieście w pobliżu były latarnie, neonowe reklamy i światło z okolicznych budynków, a mianowicie z okien. Chodziłam po ośrodku w poszukiwaniu jakiegoś dobrego miejsca, gdzie mogłabym zasnąć, ponieważ nie chciałam wracać do domu. Wystarczyło mi około pół godziny, aby znaleźć spokojną uliczkę i pudełko, w którym mogłabym zasnąć. Był to niewielki zaułek, przy którym się prawie nikt się nie kręcił i było dość ciemno. Pudełko było wystarczająco duże, abym w nim wygodnie się ułożyła. Weszłam do środka pudełka, po czym skuliłam się i spróbowałam zasnąć. Przez około pół godziny jeszcze słuchałam dźwięków otoczenia, kiedy ucichły niemalże całkowicie. W końcu zasnęłam nie zwracając już na nic uwagi.
Jakąś godzinę czy dwie później obudziłam się z drgawkami. Poruszyłam swoimi uszami po czym wyjrzałam zza pudełka i zobaczyłam kogoś. Ta osoba stała dość blisko mnie i była zwrócona w moją stronę. Cichutko miauknęłam, po czym zapytałam cicho:
- Kim... jesteś...?
Ciężko mi było tą osobę zobaczyć, ponieważ co jakąś chwilę pojawiały mi się mroczki przed oczami.

<Ania?>

wtorek, 14 kwietnia 2015

[Quest 1 cz 2] Od Nanami - C.D Chiyo

Dziś rano wstałam dość późno. Wreszcie mogłam się wyspać po tylu latach. Nikt mnie nie gonił na badania ani nic, po prostu bajka. Po tym, jak wstałam, umyłam się, ubrałam w codzienne ubrania i zjadłam śniadanie, myślałam, co mogłabym robić, ale nie wiedziałam, co. Na pomysł wpadłam dopiero przechodząc przez pokój z aparaturą do badań krwi. Przecież miałam coś, czego nie zbadałam. Wzięłam probówkę ze swoją krwią, po czym włożyłam do jednego z urządzeń kilka mililitrów. Podczas, gdy jedno z urządzeń działało, dałam też kropelkę do pozostałych. Tak zostało mi 10 mililitrów, którymi podlałam jedną z roślinek rosnących w pokoju dziennym. Przy okazji podlałam też dwie pozostałe. W końcu każdy organizm żywy potrzebuje wody. Po tym wzięłam inną próbkę krwi i także przebadałam. Po tym zajęłam się odczytywaniem DNA, co było dość skomplikowane, ale możliwe. W końcu z czegoś mnie stworzyli. Gdy już minęła godzina, wyszłam na zewnątrz. Gdy już wyszłam, zobaczyłam piękne kwiaty, którym się przyglądałam, ale po chwili poczułam, jak ktoś mi się zawiesza na szyi.
- Hejka Nanamiś. Pójdziesz ze mną poszukać przemytników? - wymruczała postać zawieszona na mojej szyi.
- O, hej Chiyo - powiedziałam poruszając uszkami i odwracając się do niej. - Chętnie, i tak nie mam co robić.
- To chodźmy ich znaleźć, podobno broń przemycają. Chyba jakiś większa akcja się szykuje.
- A gdzie są? - zapytałam melodyjnie.
- W tym mieście się ukryli, tyle mi wiadomo - odpowiedziała.
Poszłyśmy w stronę centrum, gdzie teoretycznie mogli się ukryć. Było jak zawsze dużo osób, więc poszłyśmy w mniej zatłoczone uliczki. Tam pewnie prędzej byśmy kogoś znalazły. Gdy zauważyłyśmy, że nikogo nie ma, poszłyśmy w stronę arsenału, z którego ta broń miała zniknąć. Obeszłyśmy budynek, jednak dalej nie było ani śladu nikogo, kto mógłby to zrobić.
- Może w nocy ktoś będzie? - spytałam.
- Masz rację, to co za ten czas robimy? - zapytała.
- Możemy szukać jakichś ich śladów, czy coś - odpowiedziałam.
- Niezły pomysł, chodźmy zatem.
Zaczęłyśmy szukać po okolicy czegoś, co mogło nas naprowadzić na nich. Znalazłyśmy tylko kilka osłonek po nabojach, ale na ziemi ukryte były ślady krwi. Zwłok nie było, pewnie ktoś je zabrał. Chyba że nikt nie zmarł. Przyjrzałam się temu, widocznie były jeszcze świeże, miały nie więcej, niż 24 godziny.
- Jakaś jatka tu była - zachichotałam.
- Może przemytnicy? - zapytała.
- Na pewno, zabili kogoś, kto mógł ich wydać, po czym tu na szybko posprzątali - stwierdziłam.
- Nie wyszło im za bardzo...
- Pewnie dla nich najważniejsze było pozbyć się zwłok.
- Ale byłoby tu normalnie więcej krwi gdyby tylko zwłoki zabrali - przyjrzała się śladom. - Chyba wiem gdzie ofiarę przytargali.
- To chodźmy tam.
Poszłyśmy w kierunku, w którym wskazywały ślady. W miarę, jak zbliżałyśmy się do miejsca ukrycia ciała, ślady były delikatnie wyraźniejsze. W końcu doszłyśmy, już martwy człowiek wisiał na sznurze. Na pierwszy rzut oka nie było widać ran postrzałowych, ale była pod nim kałuża krwi. Zaczęłam dość donośnie chichotać.
- Coś się stało? - zapytała Chiyo.
- Nie, nic, nic... - przestałam. - Ale z ubraniem i upozorowaniem samobójstwa to się postarali...
- Plan mieli dobry, ale źle wykonali. Ale czemu tu krwi nie zmyli...
- Myśleli, że nikt nie zauważy. A teraz można tego człowieka nawet sklonować.
- Znaczy "wisielca", tak?
- Dokładnie, tylko że to dość droga zabawa. Komu by się to robić chciało tak poza tym...
Po chwili zauważyłam coś ukrytego w kącie zaułku. Przejrzałam to, były to ubrania zwłok, na których znajdowały się dziury po pociskach i zaschnięta krew, a pod tym był granat bez zawleczki. Spojrzałam na ubrania, zwisała tam zawleczka. Rzuciłam się do ucieczki.
- Granat, uciekaj! - pociągnęłam Chiyo za sobą, kiedy granat wybuchł.
Eksplozja zniszczyła ścianę i zerwała sznur utrzymujący zwłoki, które dzięki sile grawitacji spadły. Z chwilą wybuchu upadłyśmy na ziemię.
- Nic ci nie jest? - zapytałam.
- Nie, a tobie?
- Raczej też nic - wstałyśmy, po czym obejrzałyśmy miejsce wybuchu z bliska. Pył powoli opadał, a po drugiej stronie była kolejna uliczka.
- Wybacz, nie wiedziałam o ładunku wybuchowym... - powiedziałam.

<Chiyo?>

wtorek, 7 kwietnia 2015

Od Nanami - C.D Sofii

Wstałam późnym rankiem w laboratorium, w którym niedawno mi wszczepili Arcanę, a nawet i dwie. Szczerze już w prosektorium było przyjemniej, chłodniej i spokojniej. Szkoda tylko że było tam pusto, tylko same zwłoki, nic więcej. Tutaj chociaż miałam z kim porozmawiać, chociaż też ciężko było. Chociaż tyle, że już dostałam pokój i przydzielili mi numer Arcany. Chociaż będę mogła żyć już normalnie, a nie, że od urodzenia (jeśli mogę to tak nazwać) cały czas pod aparaturą, potem do prosektorium na tydzień, afera, bo przeżyłam śmierć kliniczną, potem następną, po czym nareszcie wszczepienie Arcany. Gdy dostałam klucz do pokoju, poszłam tam, po czym weszłam do środka. Nic specjalnego, chociaż było przyjemnie i przytulnie. Gdy się rozejrzałam po pokojach, w jednym z nich leżał zestaw do analizy krwi, w tym strzykawki (trzy z nich były szklane), mnóstwo igieł, a także dużo probówek. Spodobało mi się to, tylko że nie mam komu badań robić. Chyba że zabitym przeze mnie osobom, ale raczej nie będę miała kogo zabić. Raczej... Co z tego, może uda mi się kogoś namówić na to, aby ktoś dał kilka mililitrów. A może i kilkadziesiąt... Ucieszyłabym się, w końcu lubię krew. Ale mało kto zgadza się dać mi choćby jedną niewielką probówkę. Wyszłam na zewnątrz do parku, zabierając ze sobą parasol przeciwsłoneczny, a także jedną ze strzykawek, nóż, po dwóch igłach każdego rodzaju. Ukryłam je, żeby nikt nie pomyślał, że jestem nienormalna, ale pewnie i tak ktoś to odkryje i powie coś takiego. Gdy wszystko zabrałam, wyszłam zamykając drzwi na klucz i podchodząc do windy. Wsiadłam, po czym, oczekując na dotarcie na miejsce, wpadłam na pomysł, aby pobrać swoją krew. Wzięłam jedną z igieł średniej długości, nałożyłam na strzykawkę, po czym w skupieniu wbiłam ją sobie i pociągnęłam tłok strzykawki dopóki ciemnoczerwony płyn nie dotarł do kreski oznaczającej 40 mililitrów. Potem zdjęłam igłę wyciągając ją ze swojej ręki, a następnie otwierając probówkę gdy przelałam już 10 mililitrów, drzwi windy otworzyły się. Zobaczyłam przed sobą młodą dziewczynę mającą na głowie coś w rodzaju czapki (a może kaptura? Nie wiem) z twarzą pandy, a także niewiele starszą dziewczynę i chłopaka, którzy stali odwróceni do siebie tyłem. Wokół nich walała się masa rozsypanego jedzenia.
- Witaj Nana-kun! - powiedziała najmłodsza dziewczynka.
Właśnie zorientowałam się, że nalałam za dużo krwi do probówki i kilka kropel się wylało. Odciągnęłam nadmiar, po czym zamknęłam probówkę i schowałam wszystko wychodząc z windy.
- Witaj, my się skądś znamy? - zapytałam.
- Jeszcze nie, ale możemy - odpowiedziała.
- To skąd moje imię znasz?
- Wiedziałam po prostu - uśmiechnęła się.
- Dobra, nieważne. - powiedziałam i pomogłam zbierać zakupy. Drzwi windy zatrzasnęły się za moimi plecami, a maszyna zjechała w dół
- Dzięki - powiedział chłopak gdy zebraliśmy wszystko.
- A jak się nazywasz? - zwróciłam się do dziewczyny.
- Sofia, a to Pax - wskazała na maskotkę, po czym zapytała - A po co ci była strzykawka i probówka? I co przelewałaś?
- Miło poznać - powiedziałam. - Krew przelewałam.
O dziwo, nikt z zebranych się na mnie krzywo nie patrzył. Normalnie każdy by się ode mnie odsunął, przynajmniej tak myślę.
- A po co? - zapytała.
- Nie powinnam ci chyba mówić...
- Przecież to chyba nic groźnego? Prawda, Nana-kun?
- Ale to zbyt nienormalne - uśmiechnęłam się. - Przynajmniej dla większości
- Ale powiedz - zrobiła takie słodkie oczka.
- Skoro nalegasz... Po prostu chciałam zbadać.
Od kiedy powiedziałam te słowa czekałam na dziwne spojrzenia kogokolwiek, ale się nie doczekałam.
- Nana-kun, idziesz z nami? - zapytała.
- Jeżeli chcesz to mogę pójść - uśmiechnęłam się do niej przyjaźnie.

<Ktoś z naszej drużyny?>
Layout by Hope